O igrzyskach w zdaniach dwóch opowiada Janek W. Odcinek 16 – … i po igrzyskach

Wszystko co dobre, szybko się kończy. Igrzyska Mediolan-Cortina osiągnęły w niedzielę 22 lutego swoją metę. W ostatnim dniu, zwyczajowo wielkim wydarzeniem jest finał hokejowego turnieju mężczyzn. Na taki mecz często przyjeżdżają światowi celebryci, znani politycy, wybitni sportowcy. Mecz USA-Kanada. Na lodzie najlepsi hokeiści świata, kwiat NHL. Zanosiło się na wielkie widowisko. Zawrotne tempo, twarda, na pograniczu faulu, walka, dużo strzałów, mało bramek. Pierwsza tercja 1:0 dla USA. Druga tercja 1:0 dla Kanada. Po dwóch tercjach remis. W trzeciej Kanadyjczycy nie wykorzystują trzech stuprocentowych okazji. Dogrywka. W drugiej minucie gola strzelają Amerykanie i po meczu! Wynik 2:1 dla USA. Ogromne emocje, wielkie nadzieje, radość dla jednych, dramat dla drugich. 62 minuty gry, kilkadziesiąt strzałów, głównie w bramkarzy, a wynik „piłkarski”. W światowym hokeju coraz bardziej dominuje gra obronna. Ale i tak jest pięknie!

W hokeju wygrywają Stany Zjednoczone, a kto wygrywa igrzyska? Norwegia, Norwegia! 18 złotych medali, 12 srebrnych i 11 brązowych, łącznie 41 medali. Potentat sportów zimowych. Na miejscu drugim USA – 33 medale (12,12,9). Na miejscu trzecim, mała sensacja, Holandia! To dzięki wspaniałym łyżwiarzom. Holandia zdobyła 20 medali, w tym 10 złotych. Świetnie spisali się też Włosi, którzy zdobyli 30 medali, 10 złotych, ale o jeden medal srebrny mniej od Holendrów. My cieszymy się z czterech medali. Gdyby nie Kacper Tomasiak, byłoby krucho.  Za jakiś czas, na naszych forach, wrócimy do dyskusji o polskich sportach zimowych.

Na koniec Ceremonia Zakończenia Igrzysk. Liczące 2000 lat Koloseum w Weronie stało się teatrem, operą, filharmonią, estradą i wszystkim tym, co kojarzy się z wielką sztuką! Było czarownie, dostojnie i serdecznie. Kilkanaście dni walki o zwycięstwa, o bycie najlepszym, ale także walki o własną satysfakcję i dumę kończy się wielkim wiecem przyjaźni i solidarności sportowców świata. Radość, uśmiechy i uściski! Powoli gaśnie olimpijski ogień, cichnie muzyka i zamykają się światła. Aż do następnych igrzysk, za cztery lata w Alpach Francuskich.

Janek W

O igrzyskach w zdaniach dwóch opowiada Janek W. Odcinek 15 – Wielka niespodzianka

Ta wielka niespodzianka nazywa się Eliza Rucka -Michałek. 25-letnia polska biegaczka narciarska. Eliza jako jedyna Polka wystartowała na najdłuższym dystansie 50 kilometrów, Tak długi bieg jest rozgrywany, na igrzyskach olimpijskich, po raz pierwszy. Dotychczas kobiety biegały na 30 kilometrów. Wielkie sukcesy na tym dystansie odnosiła Justyna Kowalczyk, która na igrzyskach w Turynie zdobyła brązowy medal, w Vancouver w 2010 roku, wygrała złoty medal, po niezwykłej walce z Norweżką Bjorgen.

Był rok 2020. Eliza Rucka-Michałek, świetnie zapowiadająca się wówczas, biegaczka narciarska, z powodu kłopotów zdrowotnych musiała zakończyć sportową karierę. Urodziła dwójkę dzieci, przeszła ponownie wszystkie badania i okazało się, że zdrowie powróciło. Hart ducha i miłość do nart spowodowały, że Eliza powróciła do sportu. Rok treningu pod okiem męża, trenera dał niesamowite efekty. Luiza pojechała na igrzyska.

 

Bieg na 50 kilometrów. Luiza początkowo biegnie około 15 miejsca. Ale przyspiesza. Wyprzedza kolejne biegaczki, sławy biegów narciarskich. 12 kilometrów do mety, Luiza biegnie już na ósmej pozycji. Przed nią tylko najlepsze. Szwedka Andersson, Norweżki, Amerykanka Diggins. Do pięcioosobowej grupki ma 1,20 sekund. Po kolejnym kilometrze, 50 sekund, 30 sekund. Trzy kilometry przed metą Luiza dochodzi do grupy walczącej o brązowy medal. Z przodu tylko Andersson i Norweżka Wang. Zapowiada się na sensację. Justyna Kowalczyk, która komentuje ten bieg, nie może uwierzyć w to co się dzieje. Może będzie coś nadzwyczajnego. Jednak 1,5 kilometra przed metą rywalki rozpoczynają finisz po brązowy medal. Eliza nie daje rady włączyć się do tej walki. Przybiega na metę na ósmym miejscu. To jest fantastyczny wynik. Dziewczyna, która przeżyła tak wiele, wróciła do sportu, stanęła na starcie maratonu narciarskiego i zajęła ósme miejsce, 30 sekund do brązowego medalu, ta dziewczyna jest prawdziwą bohaterką. Wielkie brawa dla wielkiej sportsmenki.

W wywiadzie, tuż po biegu, Eliza mówi, że chciała być w „top 15”, że cieszy się. Ze wzruszeniem mówi o rodzinie i woli trwania do kolejnych igrzysk olimpijskich. Oto piękna strona sportu. Historia, która buduje, historia, która niesie siłę i dumę.

Janek W.

O igrzyskach w zdaniach dwóch opowiada Janek W. Odcinek 14 – Bobsleje

Sztucznie mrożona, betonowa rynna o długości 1749 metrów. Różnica poziomów między startem a metą, to 110 metrów, po drodze 16 zakrętów. Boby rozpędzają się do 140 km na godzinę. Trzeba niezwykłych umiejętności, aby utrzymać bobslej na właściwym torze. Szczególnie widać to na zakrętach, siła odśrodkowa wyrzuca bob pod górną krawędź toru.  Strach zagląda nam w oczy, wstrzymujemy oddech w piersiach! A oni, schowani w kokpicie pędzą w dół, „na łeb na szyję”!

Załogi niemieckie od lat niedoścignione, także w rywalizacji olimpijskiej są zdecydowanymi faworytami. Niemieccy kierowcy Johannes Lochner, Franczesco Friedrich, Adam Ammour będą walczyli o medale. Włosi i Szwajcarzy podejmują z nimi walkę.

Rywalizacja w bobslejach wygląda imponująco. Niesie wielkie emocje. Pięknie wygląda wystrojony w zmysłową grafikę bob i czwórka zawodników w kostiumach niczym ze stacji kosmicznej. Obserwujemy finałowy ślizg czwórek. Pozornie wszyscy zjeżdżają tak samo, ale decydują szczegóły – rozpędzenie boba na starcie, otarcia czy uderzenia bobsleja o bandę, złe wyjście z wirażu, lekkie uślizgi. Wszystko jest ważne! O kolejności decydują ułamki sekundy. Po trzech ślizgach trzy niemieckie załogi i jedna szwajcarska mieszczą się w jednej sekundzie!

 

Miały być małe mistrzostwa Niemiec na igrzyskach olimpijskich, ale do walki włączył się team szwajcarski z kierowcą, Michaelem Voigtem. Szwajcarzy wyprzedzają trzecią czwórkę niemiecką o 0,04 sekundy i zdobywają brązowy medal. Złoto dla teamu Lochnera, srebro dla Friedricha.

Polacy nie startowali. Nie mamy zawodników, którzy mogliby rywalizować, przynajmniej z szeroką czołówką. Nie mamy sprzętu najwyższej jakości, ale przede wszystkim, nie mamy w Polsce toru. Potrzebny jest nam nowoczesny, lodowy tor. Bez tego nie ma mowy o dołączeniu do walki o medale. Dyskusja o budowie toru utknęła nie wiadomo, gdzie. Wciąż pozostaje to w strefie marzeń. A przecież mamy miejsca, gdzie tor saneczkowo-bobslejowy może powstać. To Karpacz, Krynica i Duszniki- Zdrój. Potrzebna męska decyzja sportowych decydentów!

Janek W.

O igrzyskach w zdaniach dwóch opowiada Janek W. Odcinek 13 – Król nart

Johannes Hesflot Klaebo, znakomity norweski biegacz przyjechał na igrzyska, by zdobyć sześć złotych medali. Jego dotychczasowy dorobek z poprzednich igrzysk w Piongczangu i Pekinie, to pięć złotych medali i po jednym srebrnym i brązowym. To człowiek z innej planety. Niewiarygodnie mocny. Prawdziwy wiking. Na nartach jest kimś wyjątkowym. To tylko kilka określeń wskazujących na jego znakomitość. Klaebo startuje na igrzyskach w czterech biegach indywidualnych i dwóch sztafetach. Chce wygrać wszystkie sześć konkurencji.

 

Czy to możliwe?

  1. Pierwsza konkurencja, to bieg łączony na 20 kilometrów. 10 kilometrów stylem klasycznym, druga część dystansu krokiem łyżwowym. Na ostatnim podbiegu Klaebo z wielką łatwością odjeżdża konkurentom i wygrywa pierwszy złoty medal.
  2. Druga konkurencja, to sprint techniką klasyczną. W finale Klaebo biegnie jak w transie. Wydaje się, że rywale stanęli. Wygrywa z wyraźną przewagą.
  3. Trzeci start, to bieg na 10 kilometrów techniką dowolną, czyli de facto krokiem łyżwowym. Bieg interwałowy, zawodnicy startują co 30 sekund. Na kolejnych punktach pomiarowych Klaebo biegnie na drugiej, trzeciej pozycji. Ale ostatni kilometr to pokaz siły Johannesa. Wygrywa o 4,5 sekundy przed Francuzem Deslogesem.
  4. Czwarty złoty medal Johannes zdobywa wraz z kolegami w sztafecie 4 x 7,5 km. To on kończy sztafetę i to on przecina linii mety jako pierwszy, dając Norwegom złoto.
  5. Norweg przedłuża niezwykłą passę zwycięstw w sprincie duetów. Wraz ze swoim rodakiem, Einarem Hedegartem nie daje szans rywalom. To piąty złoty medal Klaebo na tych igrzyskach.
  6. Pozostał bieg na 50 kilometrów. Jak będzie. Czy przejdzie do historii jako ten, który zdobył sześć złotych medali na jednych igrzyskach? Czy będzie większy od największych? Przypomnijmy olimpijskie sukcesy jego rodaków: Marit Bjorgen – 15 medali, Ole Bjorndalen – 14 medali, Bjorn Daehlie – 12 medali!

50 kilometrów, to dwie godziny z minutami walki. Norwegowie pokazują klasę. Odjeżdżają rywalom już po 15 kilometrach – Nyenget, Klebo i Iversen. Biegną równym rytmem po trzy medale. Widać wysiłek, hart ducha, dążenie do sukcesu! Na finiszu Johannes Klaebo jest nie do pokonania. Szósty złoty medal staje się faktem. Genialny, niezwyciężony. Złoty medal „Króla nart”, na królewskim dystansie. Heros sportu.

Janek W.

O igrzyskach w zdaniach dwóch opowiada Janek W. Odcinek 12 – Hokejowy rollercoaster

USA-Kanada, finałowy mecz hokejowy kobiet. Taki skład finału nie dziwi. Od 1998 roku, od igrzysk w Nagano, kiedy to po raz pierwszy rozgrywano zawody hokejowe kobiet, tylko raz w finale przeciwnikiem Kanady był inny zespół niż USA. Na igrzyskach w Soczi były to Szwedki. Wszystkie pozostałe finały to pojedynki Amerykanek z Kanadyjkami. Pięć złotych medali dla Kanady, a dwa dla Stanów Zjednoczonych.

Mediolan. 19 lutego 2026 r. Finał, perełka! USA-Kanada. Tym razem faworytkami są Amerykanki. W meczu grupowym wygrały z Kanadyjkami aż 5:0. Więc wychodzą na taflę pewne siebie. Ale finał to zupełnie inny mecz. Pierwsza tercja bez bramek, 0:0. W drugiej tercji walka o każdy krążek. Dużo strzałów z obu stron. Ale bramkarki wszystko bronią. Strój hokejowej bramkarki jest obszerny, bardzo obszerny. Prawie niemożliwe jest strzelenie bramki z kąta. Trzeba zagrać kombinacyjnie. Kara dla Amerykanek. Grając z przewagą jednej zawodniczki, Kanadyjki strzelają gola. Jest 1:0. Trzecia tercja to istny rollercoaster. Trwa bombardowanie obu bramek, niemal kanonada. Ale goli nie ma!

Sześć minut do końca meczu. Kanadyjki prowadzą i zdaje się, że pewnie zmierzają do zwycięstwa. Ale oto brzydki, brutalny faul Amerykanki. Kanadyjka niemal wgnieciona w bandę. Tylko dwie minuty kary  dla Amerykanki. Wciąż bez goli. Dwie minuty do końca meczu. Strzał z dystansu, krążek trafia do Hilary Knight, 36-letniej ikony amerykańskiego hokeja i ta wrzuca go do kanadyjskiej bramki. Jest 1:1! Euforia na lodowisku, euforia na trybunach. Do końca meczu dwie minuty i cztery sekundy. Więcej goli nie ma.

Dogrywka. W dogrywce, w każdym zespole zamiast pięciu tylko trzy hokeistki na tafli. Kto pierwszy strzeli gola, ten wygra. Bez gola gra będzie trwała 20 minut, a potem zdecydują rzuty karne. Piąta minuta dogrywki. Amerykanka Keller przejmuje krążek we własnej tercji, nie daje się dogonić, strzela i jest gol. Koniec. Złota bramka! Wymarzona, wyśniona, mistrzowska. Wybuch radości Amerykanek, wielki smutek Kanadyjek. To one prowadziły przez 58 minut meczu, ale to Amerykanki są mistrzyniami olimpijskimi. Po raz trzeci w historii igrzysk.

Janek W.

O igrzyskach w zdaniach dwóch opowiada Janek W. Odcinek 11 – Była szansa

Biathlon to niezwykle atrakcyjna konkurencja. Połączenie biegu i strzelania buduje widowiskowość. Kamera telewizyjna zbliża krążki, których zestrzelenie każdorazowo wywołuje aplauz publiczności. Pięć zestrzelonych krążków, w pięciu strzałach, to najważniejszy cel. To daję szansę na bycie w czołówce wyścigu.

Sztafeta kobiet. Polki z numerem 12. Na trasie dwadzieścia ekip. Faworytki to przede wszystkim Francuzki, ale także Szwedki, Norweżki, Niemki, Włoszki. Najlepszy dotychczasowy wynik polskiej sztafety na igrzyskach, to siódme miejsce w Pjongczangu. Wtedy po trzech zmianach Polki sensacyjnie prowadziły. Ale biegnąca na ostatniej zmianie, najlepsza z Polek, Weronika Nowakowska straciła nerwy. Strzelała długo i mało celnie i dobiegła do mety na miejscu siódmym. Tak było w Pjongczangu, w 2014 roku.

Teraz miało być inaczej. Przynajmniej kibice liczyli na więcej. Może na medal. Kamila Żuk była ósma w sprincie. Ona i Natalia Sidorowicz dobrze spisały się w biegu na dochodzenie.  Trzeba tylko dobrze strzelać. cztery zawodniczki, każda strzela w pozycji leżącej i stojącej. Łącznie 40 strzałów. Dziewczyny nie pudłować i będzie dobrze.

Anna Mąka na pierwszej zmianie cztery pudła i 16 lokata. Kamila Żuk biegnie świetnie, w pozycji leżącej strzela bezbłędnie, ale w stójce ma dwa pudła. Mimo tego mamy tylko 20 sekund do szóstego miejsca. Joanna Jakieła jest siódma po pierwszym, bezbłędnym strzelaniu. Jednak w strzelaniu w stójce musi dobrać trzy naboje. Czas leci a Joanna strzela. Rywalki uciekają. Ostatnia zmiana, Natalia Sidorowicz ma trzy niecelne strzały w stójce. To eliminuje nas z walki o wysokie miejsce. Na mecie polska sztafeta jest na szóstej pozycji, 7 sekund za Czeszkami. Do brązowego medalu zabrakło 1 minuty i 7 sekund. Dwanaście niecelnych strzałów, każdy to około dodatkowych 10 sekund. Polski straciły więc około 2 minut na strzelnicy! Medal był możliwy!!! Chociaż trzeba powiedzieć, że inne sztafety też pudłowały. Sport ma swoje prawa.

Francuzki wygrywają, mimo że na pierwszej zmianie biegają karną rundę. Medale mają też Szwedki i Norweżki. Więc faworytki górą. Ale za cztery lata to Polki będą mistrzyniami. No, może medalistkami! Tak będzie, bo mamy dziewczyny z wielkimi możliwościami!

Janek W.

O igrzyskach w zdaniach dwóch opowiada Janek W. Odcinek 10 – Sensacyjny scenariusz

Takiego scenariusza nie wymyśliłby najwybitniejszy autor powieści sensacyjnych. Chociaż, czego to ludzie nie wymyślą! Na skoczni w Predazzo, podczas konkursu skoków duetów, działy się rzeczy niezwykłe. Wszyscy widzieliśmy te zawody, ale opowiedzmy o tym jeszcze raz!

W pierwszej i drugiej rundzie Polacy skakali wyśmienicie. To, że Kacper Tomasiak będzie dobry, to wiedzieliśmy po dwóch konkursach indywidualnych. Ale, że Paweł Wąsek będzie w takiej formie, tego nikt się nie spodziewał. Chłopaku skąd ty się wziąłeś? Przecież skakałeś w tym roku przeciętnie, żeby nie powiedzieć źle!

Po dwóch rundach Polacy na miejscu drugim. Mała sensacja! Tylko para austriacka jest lepsza. W trzeciej odsłonie Wąsek skacze nieco gorzej, spadamy na czwarte miejsce.  Zaczyna padać śnieg. Konkurs trwa dalej. Śnieg sypie coraz bardziej, gęsty śnieg. Słoweniec, Domen Prevc ryzykuje, obniża belkę startową o trzy stopnie, dostanie za to 16 punktów dodatkowo, ale musi skoczyć na wymaganą, w takim przypadku, odległość. Na tej skoczni to 131 metrów. Prevc, w gęstym śniegu, zasypującym tory najazdowe, skacze tylko 124,5 m. Po nim Raimund. Niemiec ląduje na 136 metrze. Czyżby jakiś nadzwyczajny podmuch wiatru poniósł go tak daleko? Niemcy walczą o medal. Śnieg sypie niemiłosiernie, nawałnica. Jury przerywa konkurs. Przerwa trwa kilkanaście minut. Kacper Tomasiak w tym czasie czeka na belce startowej. Marznie. Śnieg buduje napięcie. Jest wreszcie decyzja jury, skaczemy! Kilku przedskoczków próbuje przetrzeć tory. Ludzie z dmuchawami, rozstawieni wzdłuż najazdu pracują, aby tor był jako tako przejezdny. Kacper rusza, leci w chmurze śniegu. Ląduje na 124 metrze! Jest źle. Koniec z marzeniami o medalu. Pogoda opracowała sensacyjny scenariusz. Kibice załamani, Kacper rozkłada ręce. Nic nie dało się w tych warunkach zrobić. Jury przerywa konkurs. Kilkanaście minut przerwy. Komentatorzy snują prognozy. Wśród nich Kubacki, Żyła. Czy możliwe jest odwołanie ostatniej serii i zakończenie konkursu? Czyżby…?! Czekamy.

 

Tak. Tak. Tak. Jury uznało, że w tych warunkach nie da się skakać. Konkurs kończy się na dwóch seriach. Szczęście uśmiechnęło się do nas. Po przegranych o ułamki sekund medalach Damiana Żurka, Maryny Gąsienicy-Daniel, niecelnych strzałach Kamili Żuk, dziś pech nas ominął. Tomasiak i Wąsek są srebrnymi medalistami olimpijskimi. Trzeci medal Kacpra. Co to się dzieje, niewiarygodne wydarzenie. Niemcy są załamani. Przepadli Japończycy, przegrali Słoweńcy. My, sorry… nasi są na drugim stopniu podium. Z Austriakami i Norwegami. Cieszą się. Chłopaki, jesteście wielcy.!!! Śnieg przestał padać!

Komentatorzy wariują. Piotr Żyła pytany, czy to mieści się w jego głowie, odpowie: „Tak… no… znaczy nie… !” Kamil Stoch powie: „Jedna historia się kończy, druga historia się zaczyna.” Na trybunach polscy kibice. Transparenty „Braniewo”, „Dębogóra”, „Kucin” i inne. Euforia. Kuba Kot wygłasza motto: „Skoki narciarskie kończą się tam, gdzie zaczyna się logika.”

Piękne, wieczorne spotkanie medalistów z kibicami w Domu Polskim. Kwiaty, uściski, gratulacje. Jest przepięknie, jest bajkowo, jest uroczyście!

Janek W.

O igrzyskach w zdaniach dwóch opowiada Janek W. – Odcinek 9 – „Kurcze”

„Och, kurcze, zabrakło 13 setnych sekundy” – to pierwsze słowa komentarza dziennikarza Eurosportu, Kacpra Merka tuż po zakończeniu rywalizacji kobiet w gigancie. Maryna Gąsienica-Daniel zajęła w tych zawodach siódme miejsce. Ale do medalu zabrakło tylko 0,13 sekundy! Tak blisko do podium Maryna jeszcze nie była. Gdyby nie poważny błąd w pierwszym przejeździe, to mogła być sensacja. Maryna w pierwszym przejeździe pojechała odważnie, mocno, dynamicznie. Na czwartej bramce przed metą, na garbie, spóźniła skręt i wyleciała w powietrze. Wybroniła się przed upadkiem. Ale mimo tego była 13 z niewielką stratą. Jedynie fenomenalna Włoszka, Frederica Brignone była poza zasięgiem wszystkich pozostałych zawodniczek.

 

Drugi przejazd Maryny bardzo dobry. Rywalki też popełniają błędy. Jest ciasno, różnice liczone w setnych częściach sekundy. Brignone wygrywa z dużą przewagą. Na drugim miejscu ex aequo Szwedka, Hector i Norweżka, Stjernesund. Maryna Gąsienica Daniel traci do nich, czyli do srebrnego medalu 0,13 sekundy. W tym przedziale czasowym mieści się sześć zawodniczek. Niewiarygodne. Mgnienie oka, długość narty, ułamek myśli! Gdyby nie ten fatalny błąd w pierwszym przejeździe, byłby srebrny medal. Dodajmy, dla porządku, że Maryna jechała w zawodach z numerem 13-tym!

Później Maryna mówiła, że zmylił ją jakiś ślad na tym nieszczęsnym garbie, pojechała za bardzo w lewo. We wzruszającej rozmowie z Justyną Kowalczyk mówiła: „Jest mi przykro, ale dałam z siebie wszystko. Jednak jestem dumna, bo byłam w gronie tych, które walczyły o medal, wszystkie byłyśmy mocne.” Na twarzy Maryny pojawiły się łzy. Taka niewykorzystana szansa wywołuje emocje. Zabrakło szczęścia. Maryna Gąsienica-Daniel przygotowała świetną formę, życiową formę na igrzyska olimpijskie. Nie udało się. Taki jest sport.

Janek W.

O igrzyskach w zdaniach dwóch opowiada Janek W. – Odcinek 8 – Od żalu do euforii

Sobota, 14 lutego miała być dniem Damiana Żurka. Łyżwiarski sprint, wyścig na 500 metrów, to jego koronna konkurencja. W tym roku Damian nie schodził z podium w kolejnych zawodach Pucharu Świata. Dwa ostatnie wygrał. Były więc uzasadnione oczekiwania na medal. Kilka dni temu Żurek zajął czwarte miejsce w wyścigu na 1000 metrów. Przegrał wtedy o 0,07 sekundy. W sobotę cała sportowa Polska czekała na medal. Damian pobiegł świetnie… ale do medalu zabrakło 0,09 sekundy. Amerykanin, Jordan Stolz i Holender, Jenning de Boo pobiegli poniżej 34 sekund. To wyniki kosmiczne. Stary wyga Kanadyjczyk, Laurent Dubreuil, który w tym roku ani razu nie był na podium w Pucharze Świata, wyprzedza Damiana o 0,09 sekundy! Długość łyżwy, pół oddechu, mgnienie oka! Dwa czwarte miejsca dla Żurka. Świetnie, ale bez medalu. Żal!!!

Co będzie za cztery lata na igrzyskach we Francji? Żurek chce zdobyć medal olimpijski. Ale to będzie zupełnie nowa karta. Pojawią się nowi znakomici sprinterzy, być może trzeba będzie biegać dystans 500 metrów dużo poniżej 34 sekund, pobić obecny rekord świata 33,61. Zobaczymy!

Konkurs skoków na dużej skoczni. To co zrobił Kacper Tomasiak jest po prostu niewiarygodne! Choćbyśmy pisali same ochy i achy, to wszystko będzie za mało. 19-latek zdobywa swój drugi medal na igrzyskach! Dopiero w tym roku zaczął skakać w wielkich zawodach. W Pucharze Świata był najlepszy z Polaków, ale to nie było trudne przy kiepskiej formie pozostałych. Jechał na igrzyska bez wielkich oczekiwań. I nagle… dzieje się sportowy cud! Dwa medale Kacpra Tomasiaka. Wygrywa z tuzami skoków narciarskich. Euforia!

Zdobywamy medal brązowy w konkursie skoków na dużej skoczni. Zwróćmy uwagę, mówimy „my” kiedy jest sukces, a „on” kiedy jest porażka. Sukces ma wielu ojców. Ale to Kacper Tomasiak stoi na podium, nota bene nad wyraz skromnym jak na igrzyska olimpijskie, stoi na podium i odbiera medal z rąk samej Przewodniczącej MKOl, Kirsty Coventry. To zaszczyt i niezapomniana chwila.

 

Na koniec istotne spostrzeżenie. Już słychać głosy o polskim systemie szkoleniowym w skokach, który przynosi medale olimpijskie. Przypomnijmy więc, że od trzech lat nie ma nas w czołówce światowej. Więc zalecamy spokój w ferowaniu entuzjastycznych opinii.

Janek W.

O igrzyskach w zdaniach dwóch opowiada Janek W. – Odcinek 7 – Srebro Władka

Ktoś, kto ma coś do wykonania to i trzynastego, w piątek zrobi to dobrze! Władimir Semirunnij został wicemistrzem olimpijskim w łyżwiarskim biegu na 10 kilometrów. 13 lutego w piątek!

Władimir pochodzi z Rosji, ale uciekł z tego kraju po wybuchu wojny. Dostał polskie obywatelstwo i reprezentuje nasz kraj na igrzyskach olimpijskich. Dziś przez wszystkich nazywany Władkiem. Gdy oglądamy jego rozmowę z dziennikarzem tv, to widzimy skromnego chłopaka, który świetnie mówi po polsku i z wielkim zaangażowaniem opowiada o swojej pasji sportowej i już zapowiada, że będzie walczył o złoto na następnych igrzyskach!

 

Piątek godzina 16.00. Ruszają zawody, dwunastu najlepszych długodystansowców świata walczy na mediolańskim lodzie o olimpijskie medale. Trzecia para Władek Semirunnij i Holender, Van de Bunt. Władek od początku rusza w bardzo dobrym tempie. Każde okrążenie poniżej 30 sekund. Holender został z tyłu. Lekki kryzys przychodzi na 7-8 kilometrze. Ale wciąż jest dobrze. Jeszcze ogromny wysiłek na finałowym kółku. Meta, czas 12,39,08. Czy to jest wynik na medal? Tego jeszcze nie wiemy. Jeszcze trzy pary, sześciu zawodników. Każdy groźny! Świetnie jedzie 19-latek z Czech, Metodij Jilek. Szczególnie drugie pięć kilometrów. Czech dojeżdża do mety szybciej niż Władek o ponad pięć sekund. Ostatnia para. Mistrz olimpijski na 5 kilometrów Norweg, Eitrem i Francuz, Loubineaud.  Rozpoczynają lepiej od Władka, ale do czasu. Druga polowa dystansu to dla obu wielka mordęga. Nie dają rady. Przyjeżdżają z czasami gorszymi od naszego zawodnika. Władek Semirunnij srebrnym medalistą olimpijskim!!! Jest pięknie, jest rewelacyjnie. Spełniły się nasze oczekiwania.

A te były wielkie. Tak wielkie, że redaktor Krzysztof Rawa w przeddzień startu Władka, rzucił w rozmowie w studio telewizyjnym, że jeżeli Władek zdobędzie medal, to on zmieni fryzurę, czyli ogoli głowę na łyso. Na szczęście, jak powiedział już po zawodach, ugryzł się w język i do takiego zobowiązania nie doszło. Oto dowód, jeden z wielu, na to, jakie emocje towarzyszyły startowi Władka.

Tęsknimy za medalami. Mamy drugi medal na tych igrzyskach!!!

Janek W.

O igrzyskach w zdaniach dwóch opowiada Janek W. – Odcinek 6 – Uczta

To był niezapomniany wieczór na igrzyskach. Uczta dla oczu i uszu! Kilka godzin wspaniałego widowiska, pełnego czarownego nastroju, pięknego tańca, znakomitej muzyki, szalonej ekwilibrystyki i romantycznego uczucia. Konkurencja tańców na lodzie stała się prawdziwym hitem igrzysk. Za sprawą znakomitych łyżwiarzy mieliśmy widowisko jakiego do tej pory nie było.

Zapatrzeni i zasłuchani, utonęliśmy w podyktowanym przez łyżwiarzy nastroju. Zapomnieliśmy o bożym świecie! Tak się mówi, gdy ogarnia nas zachwyt i oczarowanie. Tak właśnie było tego wieczoru. To co pokazali mistrzowie olimpijscy Francuzi, Laurence Fournier-Beaudry i Guillaume Cizeron, było przepiękną opowieścią o uczuciu miłości i romantycznym wzruszeniu. Tańczyli do utworu Madonny i muzyki z filmu „Wieloryb”.  Magia chwili! Amerykanie, Madison Chock i Evan Bates, przegrali o włos. Punkt z ułamkiem, przy łącznych notach powyżej 215 pkt. Zatańczyli rytmy passo doble i flamenco z ogromną gracją, intrygująco i intymnie zarazem. Wspaniale zaprezentowali się Kanadyjczycy, Pipper Giles i Paul Poirier oraz Włosi, Charlene Guignard i Marco Fabrri.   Wszyscy tańczyli baśniowo i brawurowo. Podobały się nam także pary, które znalazły się na nieco dalszych pozycjach.

 

Uroku widowisku dodały oryginalne, przepiękne niemal bajkowe stroje. Kostiumy pań fruwające przy każdym piruecie, przy każdym podnoszeniu czy obrocie. To być może frywolne, być może odważne, ale na pewno fantastyczne. Jak to się dzieje, że w łyżwiarstwie figurowym panie zawsze są piękne a panowie zawsze przystojni! Partnerzy w tańcu zaglądają sobie nie tylko w oczy, ale także w głębię duszy. Takie odnosimy wrażenie patrząc na zbliżenia twarzy. Nieodzownym elementem kończącym występ są pocałunki, uściski, przytulanki, gratulacje i brawa dla niedawnych rywali. To jest taniec serc!

Wieczór pełen zachwytów, niezapomniane show, cudowna uczta. Brawo artyści!

Janek W.

O igrzyskach w zdaniach dwóch opowiada Janek W. – Odcinek 5 – Siedem setnych sekundy

Lodowy stadion łyżwiarstwa szybkiego wypełniony po brzegi, głównie kibicami w pomarańczowych strojach. To Holendrzy, którzy gromadnie przyjechali wspierać swoich łyżwiarzy. Wszak Holandia od lat jest światową potęgą w tej dyscyplinie sportu. Dystans 1000 metrów. Na starcie trzech Polaków: Marek Kania, Piotr Michalski i Damian Żurek.  Żurek – to on w ostatnich startach w Pucharze Świata był na medalowych pozycjach. Rywale, to bardzo mocni Holendrzy, Amerykanin Stolz i kilku innych. Zaczynamy. 15 par, 30 zawodników. Marek Kania pechowo potyka się na końcówce. Piotrowi Michalskiemu rywal nie ustępuje pierwszeństwa i nici z dobrego wyniku! Żurek jedzie w ostatniej parze.

 

Jednak wcześniej dzieją się rzeczy wielkie. Holender Wennemars jedzie fantastycznie, ale jadący z nim Chińczyk zajeżdża mu drogę. Holender niemal wpada na plecy rywala, zwalnia. Traci czas. Później w powtórzonym biegu nie dał już rady. W przedostatniej parze startują tuzy tego dystansu, wielcy faworyci – Jordan Stolz i kolejny Holender, Jenning De Boo. Jadą wyścig życia. Złoto i srebro zapewne dla nich. W innej parze świetnie pojechał Chińczyk Ning, uzyskując trzeci czas.

Ostatnia para, to Damian Żurek i Estończyk, jak on się nazywa? Nie ważne. Żurek zostawia rywala na dystansie. Świetny czas otwarcia. Pierwsze koło rewelacyjnie, Damian jedzie po medal! Ale końcówka jest trochę wolniejsza. Jest kreska mety. Czas 1,07,41. O 7 setnych sekundy za Chińczykiem. Damian jest czwarty. Do medalu zabrakło 0,07 sekundy. Niemożliwe, nieszczęśliwe, pechowe i jakie tam jeszcze, żeby wyrazić nasz żal. Przypomina nam się złoty medal Zbigniewa Bródki w 2014 roku na igrzyskach w Soczi. Wtedy Polak wygrał o 3 tysięczne sekundy. Miał szczęście. Dziś Damian miał pecha. Po biegu powiedział: „Jestem zadowolony, biorę to na klatę, jestem dumny”.

Ok, niech tak będzie… ale jednak 0,07 sekundy do szczęścia!

Złoto dla Amerykanina Stolza, srebro dla Holendra De Boo!

Janek W.