Puchar „WARSA I SAWY”- jak to bywało? Część pierwsza

Puchar „WARSA I SAWY”- jak to bywało? Część pierwsza

W dniach 5-7 września 2024 r. odbędzie się 14. edycja Międzynarodowego Turnieju w Akrobatyce Sportowej czyli Puchar „Warsa i Sawy. Za rok wielki jubileusz, 15-lecie zawodów. A jak to się zaczęło? 

 

Jest rok 2009. Zarząd Warszawsko-Mazowieckiego Związku Akrobatyki Sportowej w składzie: Katarzyna Zabierowska, Krzysztof Kosiński, Robert Kowalski, Andrzej Kuteraś, Jerzy Rutkowski, Kazimierz Sternik i Jan Wieteska, podejmuje decyzję o zorganizowaniu międzynarodowego turnieju w akrobatyce sportowej oraz w skokach na trampolinie i skokach na ścieżce. Pierwszy turniej ma nawiązać do dawnych sukcesów polskiej akrobatyki, podkreślić dorobek warszawskich klubów, w tym klubu który był prekursorem tej dyscypliny – DKS Targówek. Po latach znajdą się ludzie, którzy doprowadzą do likwidacji tego klubu, ale o tym przy innej okazji.

 

Wtedy, w roku 2009, postanowiliśmy pokazać mieszkańcom Warszawy trochę zapomnianą dyscyplinę. Na pierwsze zawody przyjechali do nas:

– ekipa z Ukrainy, z trenerami Juryjem Goliakiem i Kostią Kukurudzem, którzy później byli obecni  prawie na wszystkich kolejnych turniejach;

– kluby z pięciu  niemieckich miast;

– ekipy z Białorusi, Azerbejdżanu, Rosji, Czech, Bułgarii, Węgier;

– zawodnicy wielu klubów z Polski.

 

Na dobry początek wszystkich przyjęliśmy wszystkich na własny koszt. Jednodniowy program zawodów był skromny. Startowały wyłącznie zespoły seniorskie, które wykonywały tylko układ kombinowany. Szczególnie zapamiętaliśmy pokaz dwójki kobiet z Azerbajdżanu, Ayli Ahmatovej i Dilary Sultanovej. Wtedy wydawało nam się, że lepiej nie można. Z polskich zespołów świetnie prezentowała się znakomicie dobrana czwórka z Klubu „Akro-bad”, z Ursusa, bracia Michał i Maciej Miecznikowscy, Maciej Sternik i Jan Kocoń. Przyjęło się nazywać ich „czwórką ze sternikiem”.

 

Rok później turniej ograniczył się już tylko do akrobatyki. Do Warszawy przyjechały wicemistrzynie świata, trójka z Ukrainy: Natalia Vinnik, Katerina Kalita i Julia Odintseva.  Wystąpiły jako trzynasta, ostatnia na liście startowej. Nigdy później nie popełniliśmy takiego błędu i najlepsze zespoły pokazywaliśmy tuż po ceremonii otwarcia, kiedy widownia jest pełna.   Dziewczyny z Ukrainy jednak nie zraziły się tym niedopatrzeniem i wróciły w roku następnym, by znowu okazać się najlepszymi. Minęło wiele lat i wciąż o nich pamiętamy. Jednak największą gwiazdą trzeciej edycji była cudowna dwójka z Ukrainy, mistrzynie świata: Kateryna Sitnikova i Anastasyja Melnychenko. To co pokazały było i akrobatyką, i baletem, i poezją, i śpiewem. W roku 2012 zaprosiliśmy ten duet na mistrzostwa Polski w akrobatyce sportowej, rozgrywane w niewielkiej hali na ulicy Gładkiej, w warszawskich Włochach. Ich trener, „stary Lonia Golyak”, chytry spryciarz zażądał niebotycznej kwoty za występ pokazowy. Ale było warto. Dwa „białe łabędzie”, Katia i Anastasyja przedstawiły akrobatyczny teatr. Było romantycznie, odlotowo i przecudownie. Być może te dwa pokazy na tamtych mistrzostwach, to największe wydarzenie w historii wszystkich występów na warszawskiej, akrobatycznej planszy.

Pierwsze dwie edycje turnieju odbyły się w hali „Koło” na Woli. Kolejne odbywały się w ursynowskiej „Arenie” lub w Centrum Sportu „Wilanów”. Dwie edycje turnieju 5. i 6. były rozgrywane jako mecze akrobatyczne. W 2014 roku taki mecz wygrała ekipa Białorusi. Akrobaci z Białorusi wygrali cztery z pięciu konkurencji. Rok później nieoczekiwanie najlepsza okazała się reprezentacja Niemiec, która przyjechała  do Warszawy w bardzo silnym składzie.

 

Turniej z roku na rok stawał się ważnym wydarzeniem na sportowej mapie Warszawy. W roku 2016 Puchar „Warsa i Sawy” znalazł się w gronie kandydatów do tytułu „Sportowej Imprezy Roku”.  Rok 2017 zapowiadał się imponująco! Wstępne zgłoszenia otrzymaliśmy nie tylko od stałych uczestników zawodów: Ukrainy, Rosji, Niemiec i Białorusi, ale swój start zapowiedziały ekipy z Austrii, Australii, Belgii, Węgier i Włoch. W tym samym roku organizowaliśmy mistrzostwa Polski we wszystkich sportach gimnastycznych, prawdziwy Festiwal Polskiej Gimnastyki. Na mistrzostwa otrzymaliśmy środki z miasta, ale na Puchar „Warsa i Sawy” środków już nie starczyło. Obowiązywała  bowiem zasada, że  jeden podmiot może w danym roku otrzymać środki tylko na jeden projekt. Puchar musiał ustąpić mistrzostwom.

 

W roku 2018 turniej przenosi się do królewskiej dzielnicy Warszawy, do Wilanowa. Po raz pierwszy na „Warsa i Sawę” przyjeżdżają akrobaci  z Izraela, także nowicjuszami są akrobaci z Wielkiej Brytanii i Kazachstanu. Obecni są Belgowie, Francuzi, którzy przyjeżdżają w dwóch odrębnych grupach. Tradycyjnie mocne ekipy przysyła Ukraina, Białoruś i Rosja. Trybuny w wilanowskiej hali wypełniają się po brzegi. Bliskość widowni powoduje, że akrobaci niemal stykają się z widzami. W tle planszy widnieje Pałac Wilanowski, siedziba Króla Jana III Sobieskiego. Ćwiczymy na dziedzińcu??? Scenografia daje takie właśnie wrażenie. Internetowa transmisja na żywo przyciąga internautów. Zapamiętaliśmy rywalizację par mieszanych. Para z UKS Targówek: Angelika Kowalewska i Maciej Zabierowski toczy walkę z dwójką z Rosji: Viktorią Skrypkiną i Mikhailem Galkinem. Rosjanie wygrywają, ale nasi pokazują „pazur”. Świetnie prezentuje się też dwójka dziewczyn z Ukrainy: Yulia Pylipiak i Oleksandra Tabachyńska, którym wróżymy wielką przyszłość.

 

Jan Wieteska

14. Wars&Sawa Cup i 3. Memoriał G. i K. Zielińskich w akrobatyce sportowej

14. Wars&Sawa Cup i 3. Memoriał G. i K. Zielińskich w akrobatyce sportowej

Już w najbliższy czwartek 5 września w Centrum Sportu Wilanów w Warszawie, przy ul. Wiertniczej 26A rozpocznie się 14. Międzynarodowy Turniej o Puchar Warsa i Sawy w Akrobatyce Sportowej. W rywalizacji Pucharu „Warsa i Sawy” wystartują dwójki kobiet, dwójki mężczyzn, dwójki mieszane, trójki kobiet i czwórki mężczyzn, w następujących kategoriach wiekowych: 11-16 lat, 12-18 lat, 13-19 lat oraz w kategorii Senior.

 

Równolegle z Turniejem Warsa i Sawy rozgrywany będzie po raz trzeci Memoriał Gizeli i Konrada Zielińskich – legendarnych twórców polskiej akrobatyki, zasłużonych także dla europejskiej i światowej akrobatyki. Będzie to 3. Międzynarodowy Turniej Dzieci w Akrobatyce Sportowej. Tutaj również będą rywalizować dwójki kobiet, dwójki mężczyzn, dwójki mieszane, trójki kobiet i czwórki mężczyzn, w kl. II i Youth.

 

Łącznie w obu turniejach wystartuje blisko 400 zawodniczek i zawodników z Polski, Estonii, Izraela, Szwajcarii i Włoch.

 

Zawody trwać będą od 5 do 7 września 2024 r. Rywalizacja rozpocznie się w czwartek 5 września o godz. 18.00 i potrwa do godz. 20.00. Zaś w piątek już od godz. 09.00 do 20.30 i w sobotę od godz. 09.00 do 15.00. Ceremonia dekoracji przewidziana jest po zakończeniu turniejów w sobotę o godz. 15.00.

 

Uroczyste otwarcie nastąpi w piątek 6 września o godz. 14.00, w Centrum Sportu Wilanów, ul. Wiertnicza 26A.

W imieniu organizatorów Warszawsko-Mazowieckiego Związku Sportów Gimnastycznych i Warszawsko-Mazowieckiej Rady Olimpijskiej PKOl serdecznie zapraszamy do oglądania zawodów.

 

Wstęp wolny.

Najmłodszy

Najmłodszy

Z Miłoszem Redzimskim, 17-letnim tenisistą stołowym, najmłodszym polskim olimpijczykiem igrzysk w Paryżu, rozmawia Jan Wieteska. Miłosza Redzimskiego spotykamy na Turnieju Mazowieckiego Orła w Padlu. W programie zawodów znalazł się m.in. turniej dla olimpijczyków i artystów.

 

– Miłosz, pewnie pierwszy raz w życiu grasz w padla. Jak się gra?

– Tak gram pierwszy raz. A gra się super. Cieszę się, że mogłem spróbować. To jest super zabawa. Szybko przyswoiłem zasady gry. Jest fajnie.

 

– Okazało się,  że wśród olimpijczyków i artystów jesteś najlepszy.

Tak, może dlatego, że byłem najmłodszym w tym gronie…

 

– Podobnie było na igrzyskach w Paryżu. W polskiej ekipie też byłeś najmłodszy.

Tak, z pewnością spośród chłopaków byłem najmłodszy.

– Pierwszy raz byłeś na igrzyskach. Jakie wrażenie odniosłeś z pobytu w Paryżu?

Fajnie przeżyć coś takiego, ogromne wydarzenie. Myślałem, że warunki pobytu będą troszeczkę lepsze, jedzenie trochę się powtarzało, ale generalnie było fajnie.

 

– A jak było w turnieju tenisa stołowego? Pierwszą rundę przeszedłeś, wygrałeś z zawodnikiem z Egiptu.

Tak, dość łatwo z nim wygrałem. W drugiej rundzie z Duńczykiem, trochę słabiej zagrałem w końcówce i przegrałem z nim 4:3.

 

– Ale poczułeś atmosferę igrzysk, nabrałeś doświadczenia, obyłeś się z olimpijską  rywalizacją. A powiedz jak oceniasz grę Chińczyków, niedoścignionych mistrzów tej dyscypliny?

Na razie daleko nam jeszcze do nich, wygrywają wszystko co możliwe. Ale po to trenujemy, żeby ich doścignąć i to na pewno jest nasz cel.

 

– Oglądałem ich mecz w  finale drużynowym ze Szwedami, którzy od lat są w światowej czołówce. Pamiętam pojedynki sprzed wielu, wielu lat. Andrzeja Grubby ze słynnym Waldnerem. Szwecja wciąż ma świetnych tenisistów. Z pewnością grywasz z nimi w rożnych turniejach.

Tak oczywiście. W naszej lidze grałem z prawie wszystkimi szwedzkimi zawodnikami, z wicemistrzem olimpijskim Moregardem udało mi się wygrać! Było to podczas meczu Bogorii z klubem z Bydgoszczy. Więc na pewno nie jestem tak daleko, jak mogłoby się wydawać. I takie wyniki motywują mnie do dalszej pracy.

 

– Miłosz, masz 17 lat, jesteś młodym, żeby nie powiedzieć młodziutkim zawodnikiem, masz wielką przyszłość przed sobą. Przecież wielu zawodników z czołówki światowej to zawodnicy po trzydziestce.

– Najlepszy zawodnik w historii tenisa, Ma Long ma ponad 30 lat i wciąż gra i wygrywa. Grał w Paryżu w finale turnieju drużynowego. Ale Chińczycy mają wielu znakomitych młodych graczy, którzy zastępują swoich starszych kolegów w reprezentacji. To jest ich narodowy sport.

 

– 200 milionów Chińczyków gra w tenisa stołowego! Ale przejdźmy do polskiego podwórka.  Czy mamy szansę rozwoju? W naszej lidze grają przecież gwiazdy europejskiego, a nawet światowego tenisa, czy to pomaga w podnoszeniu poziomu?

Moim zdaniem cały czas wzrasta poziom polskiej ligi. Ponadto mamy bardzo młody skład reprezentacji. Przed nami kilka lat pracy i w Los Angeles możemy powalczyć o medale! Musimy się dobrze przygotować!

 

– W Los Angeles będziesz miał 21 lat, będziesz w „kwiecie wieku”, w wielkiej formie, będzie szansa!?

– Zgadza się. Moi koledzy też będą młodzi, wszyscy do 25 lat. Powalczymy! Taki mamy plan.

 

– Tenis stołowy, to jest bardzo widowiskowa dyscyplina. Świetnie się ogląda grę, w której często zdarzają się triki, niemal cyrkowe zagrania. Obrony pięć metrów od stołu, niesamowite rotacje piłki…

Tenis w wykonaniu najlepszych to fantastyczne widowisko. Zapraszam na mecze, będzie co oglądać.

 

– Czy możemy cię namówić abyś, przy jakieś okazji, zagrał z klubowym kolegą, mecz pokazowy? Byłaby to fajna promocja tej dyscypliny sportu.

Oczywiście. Uchodzę za zawodnika z dużym „czuciem” gry, więc pewnie taka gra pokazowa mogłaby być fajnym widowiskiem.

 

– Miłosz życzymy ci sukcesów! Przed Los Angeles jeszcze inne ważne zawody, mistrzostwa Europy, mistrzostwa świata. Przed Toba ważne starty. Trzymamy kciuki.

Dziękuje bardzo.

 

– Dziękuję za rozmowę. 

Fot. Polski Związek Tenisa Stołowego

PADEL – SPORT I ZABAWA​

PADEL - SPORT I ZABAWA

Hala „Interpadel” na warszawskim Służewcu. Kiedyś był tu Służewiec Przemysłowy, dziś przemysłu pozostało tu niewiele. Ulica Obrzeźna prezentuje się nowocześnie, z restauracjami, kafejkami i sklepami znanych „sieciówek”. Rondo im. Feliksa Stamma i ulica Bokserska przypominają nam o dawnych sukcesach polskiego boksu.

 

1. W sobotę 24 sierpnia w hali „Interpadla” rozgrywany jest turniej padla. Turniej zorganizowany przez Warszawsko-Mazowiecką Radę Olimpijską i firmę „Green Active”, współfinasowany przez Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego i Dzielnicę Mokotów, nosi dumną nazwę: „Puchar Mazowieckiego Orła”. Jedynka umieszczona na plakacie imprezy sygnalizuje zamiar kontynuacji tego projektu w kolejnych latach. Pierwsza edycja każdego przedsięwzięcia, to zazwyczaj rodzaj pewnego sprawdzianu, a nawet eksperymentu. Czy tak było i tym razem?

 

2. Padel, nowa dyscyplina sportu, która w sposób nadzwyczajny uzyskuje światową popularność. Skąd taka nazwa? Od angielskiego „paddle” czyli „wiosło”, bo rakieta przypomina właśnie wiosło. Padel, podobny do tenisa chociaż inny, podobny do badmintona ale inny, może najbardziej podobny do squsha, jednak inny. Gramy w szklanej klatce, „padlowskimi” rakietami,

liczymy punkty jak w tenisie, ale w innej odmianie możemy liczyć punkty jak w ping pongu, czy badmintonie. Najczęściej gramy parami: deblowymi lub mikstowymi. Tak było i w naszym turnieju. Grały pary.

 

3. Padel zrodził się w Meksyku, ale ojczyzną gry stała się Hiszpania. To lata 70-te XX wieku. Od roku 1992 rozgrywane są, co dwa lata, mistrzostwa świata. Pierwsze odbyły się w Hiszpanii, ale dziś największą padlową potęgą na świecie jest Argentyna – 10 tytułów mężczyzn i 8 kobiet mistrzów świata czyni ten kraj niedoścignionym potentatem. Do Polski padel trafił niedawno. Polska Federacja Padla powstała w roku 2017. Ktoś ważny policzył, że aktualnie w Polsce jest ponad 40 ośrodków padla, w których jest ponad 100 kortów. Liczba ta rośnie w sposób dynamiczny. W Warszawie jest zlokalizowanych osiem ośrodków padla, a największym, nie tylko w Warszawie, ale także w Polsce, jest właśnie obiekt „Interpadla” z dziewięcioma krytymi kortami. Dziś padel uchodzi za świetną grę towarzyską, znakomitą zabawę, a dopiero później za dyscyplinę profesjonalną.

 

4. Turniej Mazowieckiego Orła zgromadził 80 zawodniczek i zawodników. Toczyli oni zacięte mecze na siedmiu kortach. Ósmy kort został przeznaczony dla dzieci. Instruktor pokazywał dzieciakom podstawowe odbicia, sposób ustawiania się na korcie, podstawową technikę. Dzieciaki słuchały, ale nie mogły doczekać się gry. Gdy gra się zaczęła, były w swoim żywiole.

Na korcie głównym najpierw odbyła się gra pokazowa. Było co oglądać! Następnie kort główny stał się areną olimpijczyków i artystów. Wielu z nich taką rakietę miało w ręku po raz pierwszy w życiu. Mieli zagrać krótki mecz towarzyski, a grali ponad półtorej godziny. Zrodził się z tego miniturniej, w którym najlepszym okazał się 17-letni Miłosz Redzimski, tenisista stołowy, olimpijczyk z Paryża. Na miejscu drugim był Andrzej Supron, wicemistrz olimpijski w zapasach, a na trzecim Piotr Miazga, aktor filmowy, telewizyjny i teatralny. Swoich sił próbowały jeszcze olimpijki: Marta Wieliczko, srebrna medalista w wioślarstwie, Urszula Kielan srebrna medalistka w skoku wzwyż, a także Andrzej Świerczyński, sprinter, olimpijczyk z Montrealu z 1976 roku. A kolejni olimpijczycy: Jacek Bierkowski i Bożena Nowakowska bili swoim koleżankom i kolegom brawo. Wśród aktorów prezentował się Tomasz Sobczak i Tomasz Gęsikowski którzy pełnili także rolę prowadzących imprezę.

 

5. W kuluarach mogliśmy obejrzeć obrazy Eweliny Wasiluk, malarki z dużą wrażliwością artystyczną. Sama o sobie mówi: „Kocham malować. Żyję i maluję w świecie wyobraźni i iluzji, alegorii, metafor życia jako procesu, jego faz i odcieni…”. Wielkie formaty prac malarki przyciągają kolorami i geometrycznymi kształtami, w wielu obrazach pojawiają się elementy sportowe. Obraz z kortem tenisowym trochę nawiązuje do „eventu” w turniejowej hali. Sport i sztuka to coś, co nam przyświeca w kolejnych naszych

projektach. Nawiązujemy w ten sposób do dawnych olimpijskich tradycji, wskazywanych przez barona Pierra de Coubertina.

 

6. Kończymy turniej Mazowieckiego Orła. Ten turniej to próba promocji dyscypliny, która ma szanse na wielki rozwój. W Igrzyskach Europejskich rozgrywanych w 2023 roku w Krakowie, padel zyskał duże uznanie widzów i decydentów. Czy padel ma szanse wejść do programu igrzysk olimpijskich? W Los Angeles jeszcze nie, ale w kolejnych w Brisbane, być może tak! Pierwszy Turniej Mazowieckiego Orla to trochę eksperyment. Pozytywny! Fajna rozrywka, frajda dla wszystkich uczestników. Wspólnie uczyliśmy się organizacji i specyfiki tej gry: dzieci, zawodnicy, aktorzy, olimpijczycy, widzowie. Turniej padla może być wielkim show. Jeśli odbędzie się drugi turniej Mazowieckiego Orła to z pewnością będzie to wydarzenie w każdym aspekcie profesjonalne.

 

7. Dziękujemy Urzędowi Marszałkowskiemu Województwa Mazowieckiego. Bez wsparcia finansowego Urzędu turniej by się nie odbył. Dziękujemy władzom Dzielnicy Mokotów. Turniej odbywający się na Mokotowie stał się ciekawą propozycją dla mieszkańców. Dziękujemy firmie Green Active za współpracę i zapał z jakim prezes firmy, Cezary Zbyrowski angażował się w organizację przedsięwzięcia. Dziękujemy wszystkim firmom z Warszawy, Gdańska, Krakowa, Iławy, Torunia, które zechciały wesprzeć, w różnorodny sposób, turniej.

Warszawsko-Mazowiecka Rada Olimpijska z wielką uwagą przyjęła propozycję organizacji turnieju padla. Zawsze z ciekawością i zainteresowaniem odnosimy się do każdej propozycji, która daje szanse zwiększać aktywność sportową dzieci, młodzieży, rodziców i starszych pokoleń. Na turnieju padla byliśmy obecni w dużym gronie członków zarządu: prezes Zenon Dagiel, wiceprezesi Jerzy Pietrzyk i Jan Wieteska, skarbnik Jerzy Rutkowski i członkini zarządu Urszula Kielan, a także dyrektor biura Maciej Kordala. Uff. Jesteśmy obecni tam, gdzie dzieje się coś ważnego.

 

O wszystkich projektach, które realizujemy piszemy na naszej stronie internetowej i Facebooku. Zapraszamy do lektury!

 

Jotwu.

Sportu blaski, sportu cienie…​

Sportu blaski, sportu cienie…

Niedziela, 18 sierpnia 2024 r., późne popołudnie, 17.30, może 18.00. Stacja TV Canal +. Mecz Igi Świątek z Aryną Sabalenką, ćwierćfinał turnieju w Cincinnati, ostatni sprawdzian przed czwartą lewą „Wielkiego Szlema” – USA Open. Ten sam czas, stacja TV Eurosport, ostatni etap Tour de France kobiet. Etap przez przełęcz Glandon do stacji narciarskiej Alpe d’Huez. Przewyższenie 3748 metrów, jedno z najwyższych, jeśli nie najwyższe w historii kobiecego kolarstwa.

1. Canal+. Iga przegrywa. Pierwszy set 6:3 dla Sabalenki. Iga gra źle. Popełnia dużo błędów niewymuszonych. Trwa drugi set , 5:2 dla Sabalenki!

 

2. Eurosport. Końcowe kilometry etapu. Na czele dwie Holenderki, Demi Vollering i Pauliene Rooijkerrs. Vollering wielka faworytka wyścigu. Jednak po kraksie na jednym z wcześniejszych etapów ma w „generalce” 1,15 sekund straty do liderującej Katarzyny Niewiadomej. Pauliene Rooijkkerrs ma stratę do Katarzyny 1.13 sekund. Obie mocno pracują.  55 sekund za tą dwójką jedzie Katarzyna Niewiadoma i Francuzka Evita Muzic. Trwa pościg.

 

3. Canal+. 5 do 2 dla Sabalenki, która serwuje na mecz. Nerwy po obu stronach siatki. Wyrzucone piłki Sabalenki i na koniec podwójny błąd serwisowy. Jest przełamanie. Może będzie wreszcie jakiś zwrot w meczu. 3:5 wciąż dla Aryny.

 

4. Eurosport. Vollering nie schodzi z prowadzenia. Z pewnością ma informację, że ważą się losy zwycięstwa w całym wyścigu. Na ekranie widzimy czas: 57 sekund przewagi. Kamera pokazuje Niewiadomą. Zmęczenie. Zaciętość. Kasia dyktuje tempo, nie liczy już na pomoc Francuzki. Ta jedzie cały czas na kole Niewiadomej. Do mety jeden kilometr.

5. Canal +.  5:3 dla Sabalenki. Dziewiąty gem drugiego seta. Serwuje Świątek. 40:30 dla Igi. Świetny serwis. Sabalenka odbija za krótko. Iga ma piłkę dwa metry od siatki i przeciwniczkę pozostającą w jednym narożniku kortu, niemal cały kort pusty. Aż się prosi, żeby posłać piłkę w tę pustą przestrzeń kortu. Jednak piłka leci w stronę Sabalenki… i wychodzi w aut !!!  Jest po 40. Kolejne piłki dla Aryny. Gem, set, mecz. Koniec. 6:3, 6:3 dla Białorusinki.

 

6. Eurosport. Ostatnie metry etapu. 21 zakrętów na Alpe d’Huez za nimi. Holenderki już na mecie. Wpatrujemy się w zegar i czekamy na Katarzynę Niewiadomą. Telewizyjna  kamera wpatrzona tylko w nią. Jaki wysiłek, jaka praca! Na ostatnich metrach Kasię wyprzedza Muzic. Zabiera jej kilkusekundową bonifikatę za trzecie miejsce. Szkoda, tych sekund może zabraknąć. Za linią mety Kasia pada na jezdnię. Bez sił. Potwornie zmęczona. Widać, że dała z siebie wszystko. Kto wygrał? Nagły wybuch radości. 4 sekundy decydują o zwycięstwie. Wygrywa Tour de France z najmniejszą różnicą czasową w historii tego wyścigu. Wygrywa Tour de France dla siebie, dla nas, dla Polski.

 

7. Canal+. Iga Świątek schodzi z kortu. Zła, rozgoryczona. Widać łzy na jej twarzy.  Przegrała. Tym razem była gorsza. Sportu cień! Tak wygląda sportu cień!!!

8. Eurosport. Kasia Niewiadoma wznosi swój rower, w kolorze swojej koszulki, do góry. Gest triumfu. Kolor żółty, kolor zwycięstwa. Roni łzy, łzy radości. Jest najlepsza w największym wyścigu świata. Sportu blask! Tak wygląda sportu blask!!!

 

Jotwu.

Tatami

Tatami

Mistrzostwa Świata w Judo. Gruzja. Tbilisi, miasto słynące ze swej urody, kolorowe, skąpane w słońcu i południowej zieleni. Na ekranie czarno-biały obraz. Może nawet bardziej czarny niż biały. Hala sportowa z dominującą szarością i surowością ścian. Gdzieś w kącie niewielki napis: „World Championship”. Odczuwamy przygniatający nastrój, ponure  przygnębienie. Jest niemal złowieszczo. Tatami nr 1. Dwie judoczki, Węgierka Kovacs i Iranka Leila Hosseini. Pierwsza runda mistrzostw świata. Obie próbują wykonać chwyt. Kamera zbliża twarze, wielkie napięcie, koncentracja, oczy wpatrzone w rywalkę, nagły rzut. Iranki kończy walkę. Ippon!

 

17 sierpnia, dzień po polskiej premierze filmu „Tatami” – dzieła  Iranki, Amir Ebrahimi i Gyya Nattiva, obywatela Izraela mieszkającego w Stanach Zjednoczonych. Dwójka reżyserów podjęła ryzyko stworzenia filmu o sporcie, ale w szczególnym ujęciu, w szczególnych okolicznościach, wiążąc sport z bezwzględną polityką. Twórcy prezentują film w starym stylu, czarno-biały, wyprodukowany na wąskiej taśmie. Zabieg reżyserski miał oddać dramatyzm fabularnej opowieści. Iran i Izrael to nieprzejednani wrogowie. Turniej sportowy, w którym może dojść do pojedynku judoczek z tych państw, to źródło poważnego konfliktu. Władcy Islamskiej Republiki Iranu nie mogą dopuścić do takiej rywalizacji. 

Jednak Leila Hosseini jest w znakomitej formie, wygrywa kolejne walki, z Francuzką, z Brazylijką. Trenerka Maryam jest w euforii. Nagle odbiera telefon. Prezes Irańskiej Federacji Judo nakazuje jej wycofanie Leili z turnieju, nie może dojść do pojedynku z reprezentantką Izraela. Trenerka tłumaczy, że jest szansa na złoty medal, sukces dla irańskiego sportu. Jednak nakaz jest nakazem. Trenerka informuje o tym Leilę: „Tak będzie lepiej, wycofaj się”. Jednak ona postanawia walczyć dalej. Wygrywa kolejną walkę. W drugiej połówce turniejowej „drabinki” judoczka z Izraela idzie jak burza. Nieuchronnie zbliża się „wojenny” finał. Na trybunach widać irańskich kibiców. Jeden z nich chce zrobić selfi z Leili. Zamiast zdjęcia, na ekraniku telefonu ukazuje się ojciec Leili, który prosi aby córka posłuchała rozkazu, dla dobra rodziny! Agenci służb specjalnych Iranu są wszędzie.  

 

Leili dzwoni do męża, ostrzega go, postanawiają, że mąż zabierze synka i spróbuje uciec. Pod dom zajeżdżają policyjne samochody. Kolejne telefony do trenerki. Pogróżki: „To koniec waszej kariery, twojej i zawodniczki. Natychmiast wycofaj Hosseini z turnieju. Pamiętaj masz tu rodzinę”. Kamera pokazuje twarz Leili. Szukamy obrazu zwątpienia, zawodu, rezygnacji. Nic z tego. Jest ogromne zmęczenie, ale przede wszystkim zaciętość, chęć walki, wytrwałość. Czy Leila ma się ugiąć pod presją reżimu, upokorzyć się przed Najwyższym Przywódcą, czy jednak walczyć o tytuł, o godność, o honor i wolność osobistą?

 

Mieliśmy siedzieć wygodnie w fotelu i oglądać sport, tymczasem stajemy się uczestnikami dramatu, rodzi się wielki dylemat. Wczuwamy się w rolę Leili: co ona  ma zrobić. Co widz jej radzi? Czy górą ma być rozsądek, bierne posłuszeństwo, dbałość o siebie i swoją rodzinę, czy ma zwyciężyć serce, wola walki za wszelką cenę, może nawet za cenę życia! W głowie kłębią się przeciwieństwa. Przed kolejną walką Leila prosi o pomoc światowe władze judo. Pani Prezes obiecuje ochronę i bezpieczeństwo. Ale czy to jest realne? Ćwierćfinał, może już półfinał, straciliśmy poczucie czasu w obliczu dramatu, naprzeciwko zawodniczka gospodarzy, Gruzinka. Kamera chwyta każdy ruch, każdy gest. Obie są w innym świecie. Jak wygrać, jak przechytrzyć rywalkę. Raz jedna, raz druga pada na tatami, my razem z nimi. Czarno-biały obraz dodaje tragizmu. Kontuzja Leili. Przerwa. Znów walka, Leila zrzuca hadżib, to wyraz wyzwolenia, może symbol sportowej solidarności. W końcówce nie daje rady. Walkę wygrywa Gruzinka. Leila nie może zejść z tatami, trzeba jej pomóc. Na sąsiedniej tatami swoją walkę przegrywa Izraelitka i odpada z turnieju. Taki jest sport! Filmowy kadr pokazuje męża z synkiem, szczęśliwie przekraczają granicę. Kolejny kadr pokazuje próbę uprowadzenia trenerki, tajne służby pracują. Trenerka korzysta z chwili nieuwagi jej prześladowców i ucieka. Leila i jej trenerka Maryam są razem. Postanawiają nie wracać do Iranu. Irańska telewizja uznaje je za wrogów państwa.

 

„Tatami” film poruszający, chwytający nie tylko za serce, ale także za gardło. Gdzie są granice politycznych wojen w sporcie? Chcieliśmy spytać widzów, ale na widowni były trzy osoby! Sport a polityka? Co jest ważniejsze? Paryż 2024, Igrzyska Olimpijskie, Turniej Taekwondo.  W wadze 57 kg na macie dwie Iranki. Ta w hadżibie to Nadih Kiyanichandeh, reprezentująca Islamską Republikę Iranu, jej przeciwniczka to Kinna Alizadeh, Iranka w barwach Bułgarii. Wygrywa ta pierwsza. Po walce nie spojrzały na siebie, nie chcą rozmawiać z dziennikarzami. Wygrała polityka. Ale po dekoracji medalowej złożyły sobie gratulacje. Wygrał sport!  

Jotwu

I Turniej Mazowieckiego Orła w Padlu

I Turniej Mazowieckiego Orła w Padlu

Warszawsko-Mazowiecka Rada Olimpijska wraz z firmą GREENACTIVE oraz Klubem INTERPADEL zaprasza na I Turniej Mazowieckiego Orła w Padlu. Turniej odbędzie się 24 sierpnia 2024 r. w Hali INTERPADEL przy ul. Bokserskiej 66a na warszawskim Służewcu. Początek o godzinie 14.00.

 

W programie m.in.: turniej padla, nauka gry dla dzieci i młodzieży, turniej gwiazd, mecz olimpijczycyaktorzy. Zawodom towarzyszyć będzie wystawa malarstwa Eweliny Wasiluk.

 

Zapraszamy nie tylko do obejrzenia zawodów, ale także do aktywnego udziału. Szczególnie serdecznie zapraszamy dzieci i młodzież na naukę gry w padla pod okiem doświadczonych trenerów. Będzie też okazja do spotkania z medalistami olimpijskimi minionych igrzysk.

 

Red.

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 25 (ostatni) „Epilog”

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 25 (ostatni) „Epilog”

Medalowa klasyfikacja olimpijska jest najważniejsza. Nie ma drugiej takiej na świecie!  Zastanówmy się. Czy jest jakaś inna rywalizacja z takim potencjałem emocji? Wybory Miss Świata? Hollywoodzkie Oskary? Nagrody Nobla? Nie!Medalowa klasyfikacja olimpijska wskazuje, które państwa są mocarzami, a które kopciuszkami. A przecież każdy lubi być najlepszym. W tej klasyfikacji najważniejszy jest medal złoty. To ilość złotych medali  decyduje o miejscu w tabeli. Polska zajęła w tej klasyfikacji 42 miejsce z jednym złotym medalem. Medalem w dyscyplinie rozgrywanej na igrzyskach po raz pierwszy i niewątpliwie dyscyplinie niszowej. Chwała Oli Mirosław. Wygrała finał o 0,08 sekundy. Niewidzialne drgnięcie ręki. Co by było, gdyby przegrała? Polska spadłaby na miejsce 64! Ale na szczęście jest jeden zloty medal i miejsce 42! Uff!

 

Igrzyska zdominowały światowe potęgi: USA i Chiny,zdobywając po 40 medali złotych. Ale łącznie Amerykanie zgarnęli 126 krążków, a Chińczycy 91. Największa niespodzianka, ba, sensacja to zdobycz Holandii. Mały,europejski kraj wywozi z Paryża 34 medale, w tym 15 złotych,co daje Holandii 6 miejsce w klasyfikacji medalowej. Wielki, mały kraj.  Może warto pojechać i zobaczyć jak to się robi!

 

Co się stało? Pytano tych, którym nie poszło, a miało pójść. Nie wiem, nie mam pojęcia. Nie miałem swojego dnia, przepraszam. Ale za cztery lata to pokażemy… ? Oszczepniczka rzuca znakomicie w eliminacjach. Na kolejnych trzecich igrzyskach wygrywa eliminacje. Pełny bieg, świetna koordynacja, przy wyrzucie pracuje całe ciało. W rzutach konkursowych nic z tego nie zostało. Rzuty prawie z miejsca, bez koordynacji. Oszczep ląduje kilka metrów bliżej. Andrejczyk zajmuje ósme miejsce. Młociarze rzucają kilka metrów bliżej niż miesiąc przed igrzyskami. Kajakarki wytrzymują walkę do połowy dystansu. Wszyscy walczą, jedni z rywalami, inni ze sobą. Niewielu ociera się o rekordy życiowe. Itd., itp. Muhammed Ali, pięściarz wszechczasów, głosił taką oto maksymę: „Nienawidziłem każdej minuty treningu, ale powtarzałem sobie, nie poddawaj się, przecierp teraz i żyj resztę życia jako mistrz”.

 

Szukamy pozytywów. Brawa dla Julki Szeremety, Darii Pikulik, Klaudii Zwolińskiej, Natalii Kaczmarek, szpadzistek. Bijemy brawo siatkarzom, dwóm Aleksandrom za wspinaczkę, Idze Świątek i jedynej osadzie wioślarskiej. Jakoś mało tych braw. Czas na zmiany. Gdzie? Wszędzie. Wywróćmy wszystko do góry nogami, nie bójmy się tego zrobić, bo gorzej już być nie może. Warszawsko-Mazowiecka Rada Olimpijska przygotuje debatę o polskim sporcie. Przecież  polski sport to dobro narodowe!

 

Dziękujemy naszym czytelnikom. Przeczytaliście 25 opowiadań. Świetnie. Cieszymy się, że nas polubiliście.

 

Janek W.

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 24: Z Paryża do Los Angeles czyli Ceremonia Zamknięcia Igrzysk

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 24: Z Paryża do Los Angeles czyli Ceremonia Zamknięcia Igrzysk

Artysta-wizjoner, Thomas Jolly, twórca niezwykłego spektaklu otwierającego igrzyska, pokazał światu drugi akt swojego wielkiego dzieła. Ceremonia Zamknięcia Igrzysk była równie ekscytująca, jak Otwarcie. Futurystyczna wizja świata przed igrzyskami, ich narodziny, ich historia, nowoczesna symbolika, poczucie jedności i bajkowa podróż do następnych igrzysk, to przepiękny obraz namalowany nadzwyczajnym zmysłem wybitnego twórcy.

 

Co pozostanie w naszej pamięci:

1. Wielka makieta na płycie stadionu sprawia wrażenie bezładnej struktury. Jednak gdy kamera pokazuje obraz z lotu ptaka widać, że to artystyczny schemat kontynentów, połączonych linią prostą. Dzięki temu można wędrować po całym świecie.

 

Wchodzący na stadion sportowcy z 206 państw, uczestników igrzysk, gromadzą się wokół tej oryginalnej mapy świata. Gdzie kto chce i z kim kto chce! W 329 konkurencjach rozdano 987 medali. Medaliści prezentują swój olimpijski skarb, wszyscy witają się, uśmiechają, wygrani i przegrani razem, radośni, przyjacielscy.

 

Przyjaźnie zawarte tutaj to przyjaźnie na całe życie!  (foto nr 1)

2. Z nieba, z przestworzy, a może z dalekiej galaktyki z przeszłości czy z przyszłości, przybywa złota postać. „Złoty Podróżnik” zdaje się pełnić rolę przewodnika. Są i kolejne postacie. Przybyły z Ceremonii Otwarcia, stalowa amazonka i człowiek w masce. Ten ostatni trzyma w rękach grecką flagę, kraju gdzie narodziły się igrzyska 2800 lat temu (foto nr 2).

 

Z mgły wyłania się skrzydlata, bezgłowa postać, Nike, Bogini Zwycięstwa. A wokół ekspresyjny taniec akrobatów. Balet przeradza się w pracę. Akrobaci budują wielkie metalowe koła. Jedno po drugim wędruje w górę, nad stadionem układa się symbol olimpijski, pięć olimpijskich kół nieruchomieje w przestrzeni. (foto nr 3). Następuje koncert świateł. Elektroniczne promienie tną przestrzeń jak laserem, to walka i taniec, błysk i ciemność, świetlne wybuchy jak wystrzał wulkanicznej lawy. Światło to życie, radość i triumf. (foto nr 4)

3. Kamera wyławia pnący się w górę, podświetlony na czerwono fortepian. Rozlegają się dźwięki „Hymnu do Apollo”. Wysoko nad płytą stadionu pionowo ustawiony fortepian i grający na nim pianista. Wydaje się, że obraz zaprzecza prawom fizyki. Wstrzymujemy oddech. Gra szwajcarski pianista Alan Roche, a śpiewa słynny tenor,  Benjamin Bernhein. Co jeszcze ten Thomas  Jolly  wymyśli! (foto nr 5)

 

4. Oglądamy historię igrzysk w starych zdjęciach, w filmach zatrzymanych na mgnienie oka. Migają nam twarze radosne i twarze pełne smutku i złości. Każde igrzyska to nowi bohaterowie, nowe sportowe gwiazdy zapisujące swoim nazwiskiem karty olimpijskiej historii. Oglądamy drogę olimpijskiego ognia przez zamorskie terytoria Francji, przez niezwykłe miejsca na świecie.

 

Całej Ceremonii Zamknięcia towarzyszy ostra muzyka rockowa. To zespół Phoenix rozpala zmysły i porusza serca. Sportowcy zaczynają tańce, stadion wiwatuje, a solista schodzi w tłum. Koncertowa klasyka.

5. Przemówienie Przewodniczącego Komitetu Organizacyjnego Igrzysk, Tony Estanqueta. Oto kilka cytatów: „To były igrzyska jakich świat jeszcze nie widział. Czas stanął w miejscu, Paryż się radował a Francja się zjednoczyła. Było to możliwe dzięki wam…. Miłość od pierwszego wejrzenia jest do pewnego dnia normalna ale od tego dnia już tylko magiczna. Nasze serca napełniliśmy miłością. W tych igrzyskach padło najwięcej propozycji małżeńskich! ….  Ale najtrudniejszą częścią każdego romansu jest pożegnanie…. Dziękuję wszystkim…”

 

6. Przemówienie Thomasa Bacha, Przewodniczącego MKOl. Zacytujmy kilka fragmentów: „Przybyliście tutaj pomimo różnych napięć na świecie. Żyjąc pod jednym dachem w wiosce olimpijskiej tworzyliście kulturę pokoju. Wiemy, że igrzyska nie mogą stworzyć pokoju ale mogą budować kulturę pokoju. To lepszy świat dla wszystkich. Stworzyliście wspaniałe widowisko. Miliony ludzi w Paryżu, światowe święto w całej swojej różnorodności… święto sportu w najlepszym wydaniu… Dziękujemy Paryżowi”.  

7. Przekazanie flagi olimpijskiej gospodarzom następnych igrzysk olimpijskich w Los Angeles. Mer Paryża wręcza flagę Burmistrzyni Los Angeles. Brzmi hymn Stanów Zjednoczonych, a na szczycie stadionu pojawia się tajemnicza postać. Przypięta do liny skacze w stadionową przepaść. To Tom Cruise, wielka gwiazda amerykańskiego kina wciąż w znakomitej formie. Bohater „Mission impossible” w rytm muzyki z tego filmu gra kolejną spektakularną rolę. Popis kaskaderski w iście amerykańskim stylu.

 

Posłannik igrzysk paryskich przejmuje olimpijską flagę wsiada na  potężny motor i rusza w podniebną podróż.  Fantazyjne etapy podroży przenoszą nas do Ameryki. Tom Cruise ląduje na słynnych wzgórzach Hollywood. Pięć kół olimpijskich w znaku Hollywood, to pierwsza zapowiedź igrzysk w LA. Wreszcie flaga trafia na kalifornijską plażę, a tam koncert znakomitej muzyki. Na tle makiety LA28 pojawiają się muzyczne gwiazdy: Billie Eilish, Red Hot Chilli Peppers, Snoop Dogg, swoją muzyką zapraszają na igrzyska olimpijskie w Los Angeles. (foto nr 8)

8. Wracamy do Paryża, by zgasić olimpijski ogień przyniesiony na stadion przez czterokrotnego mistrza olimpijskiego, Leona Marchanda.

 

Mały lampion zdmuchnięty przez Leona kończy żywot olimpijskiego ognia przyniesionego z greckiego Olimpu.(foto nr 9) I na koniec śpiewamy, wraz z ekscytującą, posągową Yseult, ponadczasowy hit „My Way”.  Każdy ma własną drogę by dojść do celu. Fala świateł towarzyszy niezwykłej interpretacji piosenkarki.                 

                                                                   

„Dawać te Los Angeles” – jak powiedział jeden z  telewizyjnych komentatorów.

 

Sorry, że to nie było w dwóch zdaniach! 

 

Janek W.      

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 23: Dominacja Francji​

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 23: Dominacja Francji

Gry zespołowe stanowią esencję igrzysk olimpijskich. Wszak grają narodowe reprezentacje. I chociaż do klasyfikacji igrzysk zalicza się jeden medal, to jego wartość ma ogromna wagę.

 

Odcinek ten nosi tytuł „Dominacja Francji”. Dlaczego? Oto odpowiedź:

 

1. Finał siedmioosobowego rugby mężczyzn. Turniej rozgrywany po raz trzeci. Fidżi to dwukrotny mistrz olimpijski. Do walki z nim staje team gospodarzy. Po pierwszym przyłożeniu Fidżi, kolejne wykonują już tylko Francuzi. Wygrywają z Fidżi, gdzie rugby jest
sportem narodowym, 27:7. Złoto dla Francji.

 

2. Finał turnieju piłki nożnej. Pisaliśmy o tym w jednym z wcześniejszych odcinków. Więc tylko odnotujmy: Francja przegrywa z Hiszpanią po szalonym meczu. Wielkie wydarzenie zakończone „hokejowym: rezultatem 5:3 dla Hiszpanii.

 

3. Finał siatkówki: Polska-Francja. Francuzi grają mecz życia. Graja bezbłędnie, poza kilkoma błędami w polu serwisowym. Niesie ich doping publiczności. Wciąż młody N’Gapeth i galaktyczny Clevenot są nie do zatrzymania. 3:0 dla Francji. My cieszymy się, ze srebra.

 

4. Finał piłki ręcznej kobiet: Francja-Norwegia. Skandynawskie teamy od lat znajdują się w światowej czołówce tej dyscypliny. Francuzki przedarły się do finału po wygraniu ze Szwecją. Jednak z Norwegią już nie dały rady. 21:29 – złoto dla Norweżek.

 

5. Koszykówka mężczyzn. Finał: USA-Francja. O tym wydarzeniu też pisaliśmy wcześniej. Piękny mecz, wspaniałe widowisko dwóch równych drużyn. Jednak Amerykanie lepsi. Dla nich kolejne złoto. Dla Francji medal srebrny.

 

6. Koszykówka kobiet. Finał: Francja-USA. Amerykanki w ostatnich 10 turniejach olimpijskich wygrały 9 razy. Tym razem mogły przegrać. Końcówka była elektryzująca. Rzuty za 3 punkty Francuzek i rzuty osobiste Amerykanek. Kilka sekund do końca, USA ma 3 punkty przewagi. Francuzka rzuca „trojkę”, piłka wpada do kosza! Ale sędziowie sprawdzają. Na ekranie widać, że Francuzka nadepnęła na linię. Więc nie 3 a 2 punkty. Francja-USA 66:67. Złoto dla USA, Francja srebro.

 

7. Piłka ręczna mężczyzn. Finał Dania-Niemcy. Więc, gdzie tu Francja? Francja grała z Niemcami w ćwierćfinale. W drugiej połowie Francuzi prowadzili sześcioma bramkami. Byli pewni siebie. Ale Niemcy są skuteczni i nieustępliwi. Sześć sekund do końca, Francja prowadzi jedną bramką i ma piłkę. Sześć sekund do końca i ma posiadanie. SZEŚĆ sekund!!! Wyrzut piłki z boku trafia jednak do gracza niemieckiego, pada bramka dla Niemiec na DWIE sekundy przed końcem meczu. Remis, dogrywka, a w dogrywce wygrywają Niemcy. Tak się przegrywa olimpijski medal. Francuzi, mistrzowie olimpijscy z Pekinu, Londynu i Tokio za burtą.

 

Tak czy inaczej sześć finałów w sportach zespołowych w Paryżu dla Francji. Uff!

 

Janek W.

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 22 „ Harry i Daria”

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 22 „ Harry i Daria”

W tym odcinku chcieliśmy opowiedzieć o najszybszym człowieku na rowerze, na planecie Ziemia. Holenderski kolarz Harry Lavreysen był gigantem olimpijskich konkurencji sprinterskich na paryskim welodromie Saint Quetin-en-Yvelines.  Wypełniona po brzegi widownia przyjmowała jego kolejne triumfy ogromną owacją. Gladiator na rowerze nie dawał żadnych szans swoim rywalom.  W sprincie w ćwierćfinale pokonał naszego  Mateusza Ruryka. Drugi złoty medal Harry zdobywa  w sprincie drużynowym, A trzeci,       w ostatnim dniu igrzysk w efektownym keirinie,  w której to konkurencji szóstka kolarzy jedzie 3 okrążenia za derną. Po osiągnięciu prędkości 50 km/ godz derna zjeżdża a kolarze pędzą do mety przez kolejne 3 okrążenia z prędkością 75 km/godz. 3 złote medale Lavreysena w Paryżu i 2 złote medale, które zdobył  w Tokio czynią z niego  wielkiego bohatera olimpijskich sprintów. Chcieliśmy opowiedzieć tylko o Harrym ale w ostatnim dniu igrzysk , na paryskim welodromie, stała się rzecz niesłychana. Polka, nasza dziewczyna Daria Pikulik, zdobywa w kolarskim wieloboju, czyliomnium srebrny medal! Nikt nie liczył  na taki sukces.  Tym bardziej, że po trzech konkurencjach Daria była daleko , na ósmym miejscu i do prowadzącej Amerykanki brakowało jej 72 punkty. Omnium składa się z czterech konkurencji: scratchu czyli wyścigu na „kreskę” wyścigu tempowego, w którym punkty zdobywa się niemal co chwilę, wyścigu eliminacyjnego, w którym co dwa okrążenia ostatnia zawodniczka odpada i wreszcie z wyścigu punktowego. Ten trwa przez 80 okrążeń toru. A punkty zdobywa się na lotnych finiszach oraz za nadrobienie okrążenia.  

 

Daria, jak mówiła po wyścigu postanowiła pójść od startu na całość  „jeśli nie starczy, to trudno ale nie będę miała sobie nic do zarzucenia”.  I tak się dzieje. Daria zdobywa punkty na kolejnych finiszach, nadrabia dwa okrążenia, utrzymuje punkty do końca. I przywozi do mety srebrny medal.  Niespodzianka, sensacja. 10 medal dla Polski na tych, niezbyt udanych igrzyskach! Po wyścigu powiedziała „trener powiedział, żebym jechała jakby jutra nie miało być. Daliśmy radę, mimo tego całego syfu, który jest wokół nas”.No właśnie! Niech tylko ten medal nie przykryje problemópolskiego kolarstwa.

 

 

Janek W.

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 21: Gwiazdy NBA

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 21: Gwiazdy NBA

Amerykanie wysyłają na mistrzostwa świata przypadkowe ekipy. Dlatego te turnieje przegrywają. Ostanie mistrzostwa świata to triumf koszykarzy niemieckich,. Zgoła odmiennie jest na igrzyskach olimpijskich, Tych zawodów Amerykanie nie lekceważą. Do Paryża przyjechali czołowi, jeśli nie najlepsi amerykańscy koszykarze. Kolejny „Dream Team”.

 

Pierwszy taki zawitał do Barcelony w roku 1992. To było wielkie wydarzenie. Ówczesny „Dream Team” z Michaelem Jordanem, Scottie Pippenem, Magic Johnsonem, Charlesem Barkleyem czy Patrickiem Ewingiem zaszokował cale igrzyska. Dwunastu najwspanialszych koszykarzy NBA przybyło do Barcelony, by pokazać światu jak się gra w koszykówkę na niebotycznym poziomie i  wygrać złoto. I tak się stało. Wtedy koszykarski świat nie był przygotowany na walkę z „Dream Teamem”. Teraz jest inaczej. W Paryżu grają znakomici amerykańscy koszykarze: LeBron James, Kevin Durant, Stephen Curry, Joel Embiid czy JaysonTatum. Fanom koszykówki nie trzeba mówić co znaczą te nazwiska w światowej koszykówce. Ale dziś także w innych narodowych teamach są gracze z NBA.      W ekipach Serbii, Francji, Niemiec czy Hiszpanii, a także w rewelacyjnej drużynie Bahamów są gracze z NBA.

 

W paryskim turnieju olimpijskim koszykarze USA dominują w pierwszych meczach. Jednak półfinał z Serbią toczy się sensacyjnie. Przed ostatnią kwartą Serbia prowadzi 13 punktami. Cała Serbia wierzy w sensację. Amerykanie mają 10 minut na .odrobienie strat. LaBron James i koledzy dokonują cudów. Curry rzuca z nieprawdopodobnych sytuacji, wszystko wpada! Trzy minuty do końca, remis 84:84. Curry zdobywa w tym meczu 36 punktów. Amerykanie wygrywają 95:91. LeBron głęboko oddycha. Tym razem jeszcze się udało. Finał z Francją też jest wspaniałym widowiskiem. Młodziutki geniusz koszykówki Victor Wembanyama, który na co dzień gra, wraz z naszym Jeremim Sochanem, w San Antonio Spurs, wspólnie z kolegami nie pozwala Amerykanom rozpędzić się. Jednak Amerykanie pokazują kunszt. LeBron wykonuje solowe akcje przez całe boisko, Curry rzuca cztery „trójki” z rzędu, Davis popisuje się efektownymi wsadami. Francuzi odgryzają się. Wembanyama rzuca dwie „trójki”, a Yabusele sprytnie zdobywa punkty spod kosza. Koniec 98:87 dla USA. Piąty złoty medal z rzędu dla Amerykanów.  Oglądać taki finał to prawdziwa uczta dla oczu i serca.

 

Janek W.