Czesław Lang w Radiu dla Ciebie

W czwartek 29 stycznia w redakcji RdC (Radio dla Ciebie) gościł Czesław Lang. „Nie starczyłoby godzin żebym mogła wymienić wszystkie Pana tytuły i osiągniecia” – tak rozpoczęła rozmowę, z wicemistrzem olimpijskim, dziennikarka RdC, Nula Stankiewicz. Sylwetkę Czesława Langa prezentujemy w innym miejscu naszego Facebooka, więc tu skupimy się na relacji najciekawszych fragmentów rozmowy. A była to rozmowa bardziej o psychologii sportu niż o samej walce o olimpijski medal. Oceńcie sami, oto obszerne fragmenty rozmowy.


Fot.: Wikipedia.pl

 

RdC – Panie Czesławie bardzo mnie ciekawi taki problem. Jak sobie Pan radził w czasach, kiedy Panu nie szło? Dzisiaj dużo się mówi o presji, nie tylko tej którą się nakłada na zawodnika, ale także tej, którą zawodnik sam sobie narzuca. Skąd czerpał Pan siły w momencie, kiedy naprawdę Panu nie szło? 

Cz. Lang: – Kolarstwo to trudny sport, specyficzny. W Tour de France jedziemy 21 etapów. Przez 21 dni musisz być odporny na ataki innych, musisz być czujny, pilnować wszystkiego a każdy rywal chce wygrać. Do tego dochodzi rożna pogoda – deszcz, zimno. Jak przychodzi np. 14 etap, to masz wszystkiego dość, nie możesz patrzeć na rower. Rower traktujesz jak narzędzie tortur. Ale z tym wszystkim trzeba sobie radzić, bo kochasz to co robisz!

Ja od samego początku pokochałem ten sport, połknąłem bakcyla, który nazywał się KOLARSTWO.

– Podobno zaczynał Pan na damce swojej mamy?

– Tak było. To była damka „Ukraina”. Miałem 6 lat i sam nauczyłem się jeździć na rowerze. Siadałem na ramie, jeździłem na początku z górki, hamowałem nogami. Tak się zaczęło.

– Miał Pan w swoim życiu różne momenty. Mówiło się, że „z tego Langa nic już nie będzie”.  Zastanawiam się czy takie słowa mogą być motywujące?

– Tak pamiętam trudne chwile. Na Tour de Pologne przewróciłem się, groziła mi amputacja ręki. Do szpitala przychodzi dwóch trenerów, mówią pocieszające słowa. Ale gdy wychodzą to słyszę ich słowa: „Z tego Langa już nic nie będzie”.  Miałem wtedy 23 lata i myślałem, że nie dość, że chcieli mi uciąć rękę, to jeszcze wyrzucą mnie z kadry i nie będą mógł realizować swoich marzeń. Martwiłem się nie tyle o rękę, co o to, że nie będę mógł się ścigać. Ale byłem nauczony w myśl takiego powiedzenia: „Co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Zmobilizowałem się! W następnym roku zdobyłam wicemistrzostwo olimpijskie, wygrałem Tour de Pologne, ważny wyścig we Włoszech, kilka etapów na wyścigu w Meksyku. Wygrywałem co chciałem. Byłem najlepszy.

Paradoksalnie, gdyby nie było wypadku, to może bym się nie zmobilizował i nie stałbym się kolarzem wybitnym. Po tych sukcesach zainteresowały się mną grupy zawodowe. Dostałem kontrakt jako pierwszy kolarz z bloku wschodniego i mogłem ścigać się w największych kolarskich tourach, jak Tour de France czy Giro d’Italia. Dopiero po mnie do zawodowego peletonu przyszli Lech Piasecki, Zenon Jaskuła, Zbyszek Spruch i inni.

– Szalenie dużo się zmieniło od czasu, gdy Pan startował. Pomyślałam nie tylko o sprzęcie, szkoleniu, ale także o mediach społecznościowych. My teraz jesteśmy wszędzie. Podglądamy to co się dzieje, komentujemy siedząc wygodnie w fotelu. Jak w Pana ocenie działa na zawodników to, co się dzieje w mediach społecznościowych?

– Na pewno nie można czytać tego co tam piszą. Jakby np. Iga Świątek czytała to wszystko co o niej piszą, to by się załamała. Ale mam apel do wszystkich kibiców sportu, żebyście trochę zmienili swoją mentalność. Wiem jak młodzi Francuzi czy Hiszpanie reagują, jak potrafią się cieszyć sportem. To, że jedziesz jako sportowiec na igrzyska, że będziesz reprezentował Polskę to jest …waw! Więc my kibice jesteśmy z tobą, oczywiście będziemy się cieszyć, jeśli zdobędziesz medal, ale nawet jeśli zajmiesz 5, 10, czy 15 miejsce, to my ci kibicujemy, jesteśmy z tobą. A my często jesteśmy skrzywieni, gdy naszym nie idzie. Gdy Iga wygrywa, to jest fajnie, ale gdy przegra jeden czy dwa mecze, to się zżymamy, co ona wyprawia! Drodzy kibice nauczmy się przeżywać z zawodnikiem nie tylko jego sukcesy, ale także słabsze momenty. Cieszmy się sportem.

– Panie Czesławie jak można zachęcić dzisiaj młodzież do sportu, gdy mamy szerokie możliwości, czy paradoksalnie nie jest trudniej? Żeby uprawiać sport trzeba wstać z fotela, odłożyć komputer, telefon komórkowy, jakie ma Pan doświadczenia, jak zachęcić młodych do uprawiania sportu?

– Od 34 lat organizuję Tour de Pologne. Ale przez wiele lat organizowałem wyścigi MTB. To takie rowery z szerokimi oponami. Żeby wypromować te rowery organizowałem wyścigi MTB. Na tych wyścigach wychowało się całe pokolenie znakomitych kolarzy – Maja Włoszczowska, Marek Galiński, Ania Szafraniec… To była dobra droga do zachęcenia dzieci i młodzież do uprawiania kolarstwa. Dziś robimy Tour de Pologne dla juniorów. Startuje około 200 dzieciaczków, każdy dostaje koszulkę, gadżety, później stają na podium, dostają medale. To jest wielka frajda. Ale ciekawe wydarzenia trzeba organizować nie tylko w kolarstwie, także w bieganiu, strzelaniu z łuku itd.

I najważniejsze, w szkole potrzebny jest animator sportu. Ktoś, kto kocha sport i potrafi zachęcić młodzież do sportu. Mam apel do ministra sportu: Panie ministrze, niech pan powoła w szkołach dobrze płatnego animatora sportu! Do takiej szkoły trzeba zapraszać olimpijczyków. W wolnym czasie przyjadą też nasi sławni sportowcy – Iga Świątek, Robert Lewandowski i inni. Trzeba pokazać dzieciom wzory do naśladowania.

– Mówimy o tym jak było, a gdybyśmy spróbowali przewidzieć, jak może być. Za dekadę, za dwie dekady…

– Sport się skomputeryzował, skomercjalizował. Za moich czasów tego nie było. Wielkim zagrożeniem w sporcie są pieniądze. Pieniądze. Pieniądze, Dlatego często ucieka się do dopingu, do oszukiwania, do niedozwolonych metod rywalizacji. To jest wielkie zagrożenie dla sportu w nadchodzącej przyszłości. A przecież idea sportu to równość szans, równość warunków, w których rywalizujemy. Komputeryzacja powoduje, że kolarz ma słuchawki i jedzie pod dyktando trenera. Rowerowy komputer pokazuje wszystkie parametry kolarza, trener jadący w samochodzie ma te dane od ręki. Trener decyduje, czy masz jechać dla siebie, czy dla swojego lidera. Przez to emocje trochę uciekają, a przecież emocje są istotą rywalizacji sportowej. Ale dzięki takim kolarzom jak Tadej Pogaczar, kolarstwo jest piękne. Tacy kolarze wygrywają bez potrzeby korzystania ze słuchawek!

– Nie byłabym sobą gdybym nie spytała o miejsce kobiet w sporcie.

– Tak, zaczęliśmy organizować Tour de Pologne dla pań 8 lat temu. Początkowo było ciężko. Brak sponsorów, brak zainteresowania mediów. Ale przebiliśmy się. Mamy znakomite kolarki, Kasię Niewiadomą i inne. Dziś robimy tour dla kobiet i jest to nasza perełka. Oprawa wyścigu taka sama, jak w wyścigu dla mężczyzn. Mamy prawdziwe emocje!

– Dziękuje za rozmowę.

Rozmowę notował: jw.