Pod takim tytułem będziemy publikowali nasze spojrzenie na polski sport w kontekście ważnego wydarzenia, które rodzi pytania, skłania do refleksji i budzi pewien niepokój. Dziś pierwszy odsłona dotycząca kolarstwa. Do refleksji skłonił nas słynny klasyk Paryż-Roubaix
Paryż-Roubaix a sprawa polska
W niedzielę 12 kwietna 2026 r. odbył się największy z wielkich kolarskich klasyków Paryż-Roubaix. 258 kilometrów, z tego 55 kilometrów po bruku i kocich łbach. 123. edycja wyścigu przyniosła wielkie emocje. Wyścig zwany „Piekłem Północy” mogą wygrać tylko najwięksi. W niedzielę oglądaliśmy to, co w kolarstwie najpiękniejsze. Przez ponad sześć godzin oglądaliśmy czar kolarstwa. To jest wyścig, w którym co chwilę sytuacja się zmienia. Każdy brukowy odcinek, a jest ich dwadzieścia dziewięć, przynosi zaskakujące wydarzenia. Widzieliśmy, jak faworyci zostawali po defekcie, a za chwilę gonili czołówkę. Najwięksi faworyci Słoweniec Tadej Pogaczar, Belg Wout van Aert i Holender Van de Poel, toczyli walkę między sobą, ale także ze sobą. Wielki hart ducha, niesłychana wola walki stanowi o tym, że to oni są herosami światowego kolarstwa. Nowoczesność przekazu telewizyjnego pozwala dzisiaj oglądać kolarstwo niczym prawdziwy teatr. Obraz telewizyjny wyłapuje każdy wyraz twarzy, każdy ruch mięśni, Kamery z drona uświadamiają nam na czym polega walka na trasie. Wszystko mamy jak na dłoni. Wout van Aert pokonuje na finiszu Tadeja Pogaczara. Sensacja, niespodzianka! Piękny sport.
Opowiadamy o tym z zachwytem, ale i z pewnym żalem. W światowym peletonie nie ma Polaków! Gdzie te czasy, kiedy Michał Kwiatkowski zdobywał tytuł zawodowego mistrza świata a Rafał Majka wywalczył brązowy medal olimpijski. Z sentymentem wspominamy mistrzowskie tytuły i medale mistrzostw świata Ryszarda Szurkowskiego, Lecha Piaseckiego, Joachima Halupczoka, Zbigniewa Sprucha, Janusza Kowalskiego. Pamiętamy srebrne medale Mieczysława Nowickiego na igrzyskach w Montrealu i Czesława Langa na igrzyskach w Moskwie. Musimy przypomnieć o sukcesach polskich kolarzy w niezwykłych wyścigach drużynowych na 100 kilometrów. Łza się w oku kreci.
Polskie kolarstwo szosowe mężczyzn jest dziś w głębokim dołku. W mistrzostwach świata, w roku 2025, w wyścigu szosowym nie wystartował żaden Polak. W wyścigu olimpijskim w Paryżu, Polska otrzymała możliwość wystawienia jednego kolarza. Michał Kwiatkowski nie dojechał do mety.
I co dalej? – pytamy. Tyle, że nie bardzo wiemy do kogo takie pytanie kierować. Polski Związek Kolarski od lat boryka się z kłopotami organizacyjnymi i finansowymi. W kraju, w którym na rowerach turystycznie i amatorsko jeździ połowa społeczeństwa, nie ma sposobu na wyszukanie i wychowanie młodych talentów. Piękny wyścig Tour de Pologne, od lat organizowany przez Czesława Langa, dostarcza nam, kibicom, wielu wspaniałych wrażeń, ale nie jest kuźnią kolarskich kadr. W Tourze startuje kilkudziesięciu kolarzy z Włoch, duże grupy zawodowe z Francji, Holandii czy Belgii i niewielu Polaków. Tylko ci, którzy w grupach zawodowych pełnią funkcje „rozwozicieli bidonów” oraz dopraszana reprezentacja Polski w składzie siedmiu kolarzy.
I co dalej…. – jak wrócić do dawnej sławy? Czasami pojawiają się perełki. Jan Jackowiak zdobył w roku 2025 brązowy medal mistrzostw świata w Kigali, w wyścigu juniorów. To wielki talent. Nie wolno go zmarnować. Czekamy na kolejne młode talenty w polskim kolarstwie. Na pytanie: Co dalej? – czekamy na odpowiedź… będzie dobrze!
W następnym odcinku zapytamy co dalej z polskimi skokami narciarskimi.
Janek Wieteska








