Narty z Dostojewskim w tle

Jeden z moich przyjaciół zapytał mnie ostatnio, z wyraźnym żartem w głosie: „Byłeś na nartach w Zakopanem i nic o tym nie napisałeś?”. Potraktowałem to jako zwykłą przyjacielską „zaczepkę”. Szybko o niej zapomniałem. Ale będąc ostatnio w Zakopanem, tradycyjnie obejrzeliśmy kolejny spektakl w Teatrze Witkacego, przyszło mi do głowy zaskakujące skojarzenie z niedawnym wydarzeniem, koncertem zespołu „Mazowsze”. 13 marca organizowaliśmy koncert „Mazowsze-Olimpijczykom” łącząc wielki sport z wielką sztuką. W Karolinie symbole olimpijskie, ogień olimpijski, poczty flagowe, hymny, filmowa opowieść o igrzyskach wraz z tańcami, śpiewem i muzyką znakomitego „Mazowsza”, a w Białce Tatrzańskiej świetne, relaksujące, narciarskie szusy i niezwykły „performens” według Dostojewskiego w zakopiańskim teatrze „Witkacego”. Nie jestem pewien czy to odpowiednie porównanie, ale słowo się rzekło….

 

Wykorzystując więc żart przyjaciela jako pretekst do opowiedzenia o jednym i o drugim, czynię to nawiązując do naszej ulubionej zasady łączenia sztuki i sportu.

  1. Narty w Zakopanem! W marcu w Zakopanem nie ma gdzie jeździć na nartach. Wyprawa na Kasprowy Wierch to pracowite i mało dostępne przedsięwzięcie. Nawet w pełni zimowego sezonu w Zakopanem nie ma wielu możliwości cieszenia się narciarstwem, a co dopiero w marcu. Ale narciarstwo w Zakopanem to temat na inne opowiadanie. Za to w Białce Tatrzańskiej zastajemy prawdziwy, narciarski raj. Druga połowa marca, grubość warstwy śnieżnej prawie metr. O dziewiątej rano stok jak stół, ratraki zrobiły swoje. Na wyciągach nie ma tłoku. Piękne słońce, wiosenna aura i twardy śnieg. Jest przepięknie, prawdziwy raj dla narciarzy. Wraz z innym moim przyjacielem jeździmy na Kotelnicy, zadowoleni i zaskoczeni możliwościami. Druga połowa marca!
  2. Teatr Witkacego. Tuż po wejściu do teatru natykamy się na przedziwny obraz, może grafikę albo rysunek. Na długim podeście, na pierwszy rzut oka esy-floresy, ale po chwili dostrzegamy na początku tego obrazu człowieka, a na końcu jego szkielet. Po drodze koła, krzyże, labirynty, chaos. No, nieźle się zaczyna! Wchodzimy na widownię. Małe pomieszczenie zamknięte czterema płóciennymi ścianami. A na nich kolorowe, abstrakcyjne mazaje. Wokół 36 krzeseł. Ot i cała widownia! Po środku scena „nie scena” z ustawioną telewizyjną kamerą. Zadziwieni, nie zdążyliśmy się rozsiąść, gdy pojawia się dwójka aktorów. Kobieta niesie dzban z wodą a mężczyzna misę. Podchodzą do każdego z widzów. Myjemy ręce! Cóż to może znaczyć? Może to symboliczne oczyszczenie od tego co za nami. A może to przygotowanie do czegoś nowego, czystego, jeszcze nie zrozumiałego, czegoś co nas czeka za chwilę.
    Tak zaczyna się performens. „Performens”.
  3. „Nie potrafiłem stać się nie tylko człowiekiem złym, ale zgoła żadnym ani złym, ani dobrym, ani łotrem, ani uczciwym, ani bohaterem, ani nędznym robakiem. Teraz zaś dokonuję żywota w swoim kącie drażniąc siebie gorzką i nic nie znaczącą pociechą, że człowiek rozumny po prostu nie może na serio kimś się stać, kimś staje się tylko głupiec.” Oto przewrotność Dostojewskiego, jednego z najwybitniejszych klasyków w historii literatury, genialnego badacza ludzkiej psychiki, mistrza w kreowaniu skomplikowanych postaci. W „Notatkach z podziemia”, na których jest oparty „Performens”. Dostojewski buduje a Andrzej Bienias, aktor teatru „Witkacego”, kreuje postać człowieka znikąd, człowieka z podziemia, który sam się oskarża, byle tylko udowodnić, że jest wolną jednostką. Słyszymy spowiedź, przedziwną spowiedź bezimiennego człowieka, trochę szaleńca, słabego i silnego zarazem, który sam wyklucza się ze społeczeństwa. Zbuntowany przeciwko światu wybiera cierpienie i izolację, a swoją spowiedź uzbraja w cynizm, agresję, brak zdolności do miłości i wszystko co złe.
    Półnagi Andrzej Bienias wygłasza monolog. Może 80 minut przemówienia. Jesteśmy zasłuchani i zapatrzeni. Każdy ruch, każdy wyraz twarzy, wszystko pokazuje telewizyjna kamera. Twarz aktora pokrywa się kolorowymi mazajami, które tym razem przypominają spływającą krew. Obraz ukazuje się na wszystkich czterech ścianach, w tle widać widzów, zauważamy siebie. Jesteśmy uczestnikami performensu. Aktor zwraca się do nas, pyta, analizuje swoje myśli, jest pełen dynamizmu i siły, by za chwilę być bezradną miernotą. Ale za pośrednictwem kamery zwraca się także do wszystkich ludzi. Bo przecież obraz telewizyjny może sięgać daleko, może sięgać do wielkiego świata! Bienias to potrafi! Pięknie towarzyszy mu Emilia Nagórka, pojawia się i znika, by być pilną słuchaczką i uczestniczką dysput bezimiennego. Pamiętamy Emilię Nagórkę ze znakomitej, niepowtarzalnej premiery „Operetki” Gombrowicza, sprzed dziewięciu laty. Aktorka grała postać Albertynki, młodej dziewczyny, głoszącej piękno nagości. W końcowej scenie Albertynka jest naga. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że Emilia Nagórka grała te scenę będąc w ciąży! Było uroczo, delikatnie, subtelnie i niezwykle artystycznie. Właśnie dlatego tamten spektakl jest niepowtarzalny.
  4. Ale wracamy do „Performensu”. Teatr Witkacego ma swój jedyny, wysublimowany smaczek. To tu zawsze doszukamy się celnych odniesień do współczesnego świata. Twórca z XIX wieku, Fiodor Dostojewski, brzmi niezwykle aktualnie.
    Słuchamy. „Czyście zauważyli, że najbardziej wyrafinowani okrutnicy – to niemal wyłącznie najbardziej cywilizowani panowie…. Dziś natomiast, mimo, że rozlew krwi uważamy za ohydę, to przecież tę ohydę uprawiamy i to nawet intensywniej niż dawniej…”.
    Brzmi złowrogo, brzmi groźnie. Panowie z XIX wieku przeżyli?! Staruszek świat, nasz staruszek świat a w nim my. Mamy swoje zwykłe pragnienia, damy radę!
    Na koniec cytat ostatni: „Człowiek swoje fantastyczne urojenia pragnie utrzymać jedynie po to, aby sobie zaświadczyć, że ludzie są jeszcze ludźmi a nie klawiszami fortepianu, na których co prawda grają prawa natury, lecz łatwo się można doigrać, że nie będzie już można niczego zapragnąć!”
    Klawisze fortepianu !!!
  5. I tak narty i teatr znalazły swoją więź. Jeździmy do Zakopanego by cieszyć się jazdą na nartach a przy okazji zajść do Teatru Witkacego na kolejny, wyjątkowy spektakl. Czy może jest odwrotnie? Jedziemy do Zakopanego by odwiedzić „Witkacego” a przy okazji pojeździć na nartach. Tak czy inaczej jest fantastycznie. A górale zapowiadają, że i w Wielkanoc będzie narciarsko!!! Zima wróciła tej wiosny!

Jan Wieteska