„Fotografia, to cytat z rzeczywistości”

„Fotografia, to cytat z rzeczywistości”

Z Leszkiem Fidusiewiczem, fotografem sportowym 100-lecia, rozmawia Jan Wieteska.
 
Leszek Fidusiewicz, znakomity fotograf sportowy. W młodości uprawiał lekką atletykę. Był czołowym dziesięcioboistą w Polsce. Członek kadry narodowej. Już w trakcie kariery sportowej zafascynował się fotografią sportową. Fotografia stała się jego życiową pasją. Fotografował wszystkich najlepszych polskich sportowców. Każde jego zdjęcie ma swoją historię! Klub Dziennikarzy Sportowych uznał go za Sportowego Fotoreportera Stulecia. Jego album „Leszek Fidusiewicz i przyjaciele” jest unikalnym zbiorem fotografii sportowych i malarskich interpretacji.
 
W kilka dni po otwarciu wystawy zdjęć Leszka Fidusiewicza w gmachu Polskiego Komitetu Olimpijskiego, spotkaliśmy się by porozmawiać o wystawie, o fotografii i malarstwie, o sporcie, o ludziach sportu, o przyjaciołach.
 
Jan Wieteska – Leszku, na wystawie oglądamy unikalny sposób prezentacji zdjęć. Twoje zdjęcia są powiązane z pracą malarską lub graficzną. To niespotykana forma interpretacji tego, co pokazuje fotografia. Emocje, które są uchwycone na zdjęciu i emocje, które czuje artysta malarz, przeniesione na obraz!
Leszek Fidusiewicz – Tak. Mogłem zrobić prostą wystawę. Powiesić same zdjęcia w jakieś oprawie, zaprosić ludzi. Być może byłoby fajnie. Ale chciałem zaprezentować siebie jako twórcę w bardziej spektakularny sposób. Może bardziej sugestywny, bardziej oryginalny. A miałem to szczęście, że fotografowałem wielkie gwiazdy polskiego sportu: Irenkę Szewińską, Grażynkę Rabsztyn, Tereskę Sukniewicz. Zaprosiłem grono artystów-malarzy, aby zechcieli wybrać jedno moje zdjęcie i zinterpretować je obrazem.
 
– Tak powstała unikalna forma wystawy. Twoje „Inspiracje” pokazujesz nie pierwszy raz. Ale o tym nieco później. Mówmy o obecnej wystawie. Swoją opowieść zacząłeś od trójki wybitnych polskich sportowców, dziś znanych na całym świecie. To Robert Lewandowski, Iga Świątek i Pia Skrzyszowska.
– Zależało mi na tym, żeby tu znaleźli się najlepsi dziś polscy sportowcy. Pia jest moją ulubioną zawodniczką. Nie mogło jej zdjęcia zabraknąć na wystawie. Wierzę, że przyjdzie taki czas, że będzie biła rekordy i zdobywała medale.
 
– Oglądamy dynamiczne zdjęcie Skrzyszowskiej i ilustrację Anny Mierzejewskiej.
– Tak, z tym wiąże się ciekawa historia. Pewnego razu byłem, wraz z Andrzejem Personem, zaproszony do Włodzimierza Puzio. Włodzimierz to znakomity trener, wcześniej był 400-metrowcem, był także tancerzem, malarzem i pianistą. Mieszkanie na Starym Mieście, stoimy na klatce schodowej i przez 45 minut słuchamy koncertu fortepianowego w wykonaniu gospodarza. Gdy wreszcie zostaliśmy wpuszczeni do środka urzekło nas jego malarstwo. Obrazy pięknych dziewczyn… Pytamy dlaczego nie ma na jego obrazach sportu. A Włodzimierz na to: „Czy widzieliście namalowanego płotkarza, to przecież pokraka. Ty, Leszku lepiej zrobisz to swoją fotografią”. To był jeden z największych dla mnie komplementów. Opowiedziałem tę historyjkę Ance Mierzejewskiej i ona namalowała, czy narysowała swoją interpretację zdjęcia Pii. Oto jakaś postać, przeciwniczka Pii skacze, nieudolnie skacze przez płotek w przedziwnej pozie, brzydkiej pozie.
 
– Trochę jak ten pokraka o którym mówił Puzio.
– Tak, właśnie tak. Ania Mierzejewska ujęła to po swojemu.
 
– Zagadkowa grafika i ładna, związana z nią opowieść. Już namawiam Cię do kolejnej. Zdjęcie Igi Świątek. Moment zatrzymanego ruchu rakiety po uderzeniu piłki. Rakieta gdzieś daleko za głową Igi. Obraz Jampolskiego oddaje inny nastrój.
– Z obrazu Leszka Jampolskiego bije dostojność, pewność siebie, wzniosłość… Zaprosiłem Leszka do udziału w moim zamierzeniu, bo to wybitny twórca. Jego wystawę „Arsenał” obejrzało 100 tysięcy ludzi. Gdy go zapraszałem powiedział, że nie interesuje się sportem, natomiast ona, Iga, jest fantastyczna. To, co ona robi, to nie jest tenis, to jest sztuka! Dlatego Leszek przyjął zaproszenie i pokazał Igę jako artystkę. W internecie zdjęcie zyskało komentarz: „hiszpańskiego flamenco”.
Gdy ostatnio słyszeliśmy o kłopotach Igi, z niedozwolonym środkiem, to skojarzyłem to ze swoim 10-bojem. Gdy po pierwszym świetnym dniu, następuje nieprzespana noc i w konsekwencji klapa w startach drugiego dnia. Na igrzyskach w Monachium mieliśmy silną ekipę naszych 10-boistów, w tym Ryśka Skowronka, który prowadził po pierwszym dniu. Drugiego dnia, w pierwszej konkurencji, biegu przez płotki, Rysiek się przewrócił i skończyły się marzenia o medalu. W sporcie bywają trudne chwile, Iga też je może mieć.
 
– Leszku, mówimy o tym, że sport ma swoje ułomności, trudne chwile, sprawia ból, cierpienie, że czasami sportowiec pozostanie z tym sam. Na wystawie jest zdjęcie hokeisty, może bramkarza, który cierpi, leży na tafli i zwija się z bólu. To ta zła strona sportu?
– Żeby to wyjaśnić muszę opowiedzieć pewną historię. Otóż my, 10-cioboiści, mieliśmy przy basenie „Legii”, w budyneczku przychodni lekarskiej, małą „siłowienkę”. Za oknem widać plażowiczów, ładne dziewczyny wokół basenu, a my „zasuwamy” ciężary. Jednego dnia przyszedł do nas gimnastyk, szczuplak i prosi nas, żebyśmy mu pozwolili zmierzyć się z ciężarem. Na sztandze 110 kilogramów. Początkowo śmiejemy się z niego, ale on nie ustępuje. W końcu zgadzamy się. Chłopak podnosi sztangę jedenaście razy! 110 kg! To był Rysiek Lenar. Nabrałem szacunku do gimnastyków.
 
– Ale miało być o hokeju.
– To się wiąże z hokejem. Na igrzyskach w Nagano, w reprezentacji Kanady grał słynny Wayne Gretzky. Wydawało się, że na tafli był nietykalny, być może była jakaś cicha umowa, że Gretzky’ego nie faulujemy? Natomiast ten bezimienny zawodnik nie miał takiej ochrony. On przyjmował każdy cios, każdy atak. Zdjęcie pokazuje jego ból niemal po nokaucie. Skojarzyłem to z „moralnym nokautem”, który dał nam Rysiek Lenar wtedy, w naszej siłowni. Poczułem się jak ten hokeista wijący się z bólu.. Opowiedziałem tę historię Ryśkowi i on namalował obraz. A na nim my, przyciśnięci ciężarami czujemy się mniej więcej tak, jak ten leżący na lodzie hokeista.
 
– To piękna, wzruszająca historia, może być tematem osobnego opowiadania. Ale przejdźmy do kolejnej fotografii. Jak się robi zdjęcie amazonki bez głowy?
– Czarny toczek, czarna marynarka, schylona głowa i tylko kucyk wystający ponad sylwetkę. I oto mamy amazonkę bez głowy, zdecydował moment. Interpretacji tego zdjęcia dokonała Agnieszka Pietrzykowska. Jak do tego doszło? Otóż w szkole im. Szewińskiej w Łomiankach, pojawiła się płaskorzeźba biegaczki. Miała to być Irena. Płaskorzeźba była koszmarna. Ogromna fala krytyki doprowadziła do usunięcia tego pseudo dzieła. Wtedy zwrócono się do Agnieszki Pietrzykowskiej, aby w miejsce rzeźby namalowała obraz naścienny. Praca Agnieszki zachwyciła. I wtedy przyszło mi do głowy, aby Agnieszce zaproponować interpretację jednego z moich zdjęć. Agnieszka wybrała amazonkę. Na swoim obrazie stworzyła fajną opowieść. Jak tracisz głowę, niekoniecznie na koniu, ale także z powodu różnych, życiowych komplikacji to intuicyjnie myślisz sercem.
 
– To ładne przesłanie.
– To zdjęcie przedstawia zawodniczkę pięcioboju nowoczesnego z igrzysk olimpijskich w Atenach. Przypomniała mi się historia z mistrzostw świata w tej dyscyplinie, rozgrywanych w Drzonkowie, w roku 1976. Oto zawodnik z Egiptu strąca na parkurze wszystkie przeszkody. Egipcjanie protestują, składają protest. Za chwilę Janusz Peciak jedzie na tym samym koniu i przejeżdża parkur na czysto. Egipcjanie protest wycofują. Tym razem wygrał sport.
 
– Kolejna piękna „kartka” z historii polskiego sportu. Twoje fotografie dają impuls do opowiadań o sporcie, o ciekawych, często zagubionych zdarzeniach. Sięgnijmy do jeszcze jednego zdjęcia. Małysz całujący narty, może śnieg?
– To jest zdjęcie Małysza po walce z jego wielkim rywalem Svenem Hannawaldem w Zakopanem. Wykonuje zwycięski skok i dziękuje za to. Duma i pokora zarazem. Katarzyna Kmita zafascynowała się kolorystyką kostiumów sportowców, narciarzy, także kolarzy. Każdy centymetr ubioru jest wykorzystywany. Przypominało jej to wyroby z Cepelii. Stworzyła obraz niezwykle barwny z bardzo ciekawą wycinanką. W ten sposób chciała oddać kolorystykę ubiorów sportowych. Ale wśród kolorów zachowała tę niezwykłą postać sportowca. To on w końcu jest tu bohaterem.
 
– Leszku, opowiadasz o swoich zdjęciach i zdarzeniach i inspiracjach związanych z nimi. Teraz chcę Cię sprowokować do pewnego wyboru. Fotografia czy malarstwo, co jest „wyższą szkołą jazdy”?
– To są rzeczy niezależne. Fotografia na początku służyła jako notes, jako brulion. Wtedy malarstwo było realistyczne. Fotografia jednak z czasem odebrała malarstwu ten kierunek. To fotografia rejestrowała rzeczywistość, realizm a malarstwo stawało się symbolem, abstrakcją. Bardzo lubię malarstwo, można powiedzieć, że malarstwo jest pewnym uproszczeniem, streszczeniem realizmu fotografii.
 
– Twoja wystawa jest tego dowodem. Na igrzyskach w Moskwie otrzymałeś nagrodę za zestaw zdjęć sportowych. Jak myślisz, czy warto byłoby wrócić do nagradzania sztuki medalami igrzysk olimpijskich? Mamy w tej dziedzinie sukcesy. Turski, Wierzyński, Parandowski.
– Polacy są twórczym narodem. Poprzez wymianę kultur mamy różnorodność, która nas wzbogaca. Dziś sztuka może być czasami niezrozumiała, ale taka właśnie rodzi rozwój. Niewątpliwie byłoby ciekawie, gdyby różne dziedziny sztuki wróciły na igrzyska olimpijskie. Może swoją fotografią dałem jakiś impuls, zaczyn do takiego celu?
 
– Dostałeś nagrodę Klubu Dziennikarzy Sportowych. Klub przyznał Ci tytuł „Sportowego Fotoreportera Stulecia”. To dowód twojego kunsztu.
– Mam powód do dumy. Znalazłem się w gronie wyróżnionych, obok Bohdana Tomaszewskiego, Bogdana Tuszyńskiego, Tadeusza Olszańskiego i Włodzimierza Szaranowicza.
 
– Wymieniłeś tuzy polskiego dziennikarstwa sportowego. Oni budowali najwyższą klasę polskiego dziennikarstwa sportowego. Ale jeszcze zdanie o wystawie. Znalazło się na niej 18 prac. To świadomy wybór?
– Tak. Chciałem, aby obok byłych mistrzów pokazać aktualnie najlepszych polskich sportowców, wcześniej nieprezentowanych. Na pierwszej wystawie, która była na otwarcie Centrum Olimpijskiego w Warszawie były 44 prezentacje. Ta kolekcja rozszerzała się z latami i w albumie znalazło się 70 par.
 
– Czarujesz tym zestawem zdjęć. W każdym z nich jest trochę Ciebie samego. Posłuchaj pewnego cytatu: „Indianie wierzyli, że fotografia zabiera część duszy fotografowanego. Ja wierzę, że zabiera też część duszy fotografa”. To słowa bohatera filmu „Minamata”, legendarnego amerykańskiego fotografa Eugene Smitha. Podzielasz ten pogląd?
– Eugene Smith to wspaniały, światowej sławy fotoreporter, mój ulubiony. Oczywiście, że tak jest. Każdy z nas oddaje trochę siebie w swojej fotografii. Poprzez swoją wrażliwość, intuicję, czucie interpretuje zdarzenie, które fotografuje. Pracując na wielkiej imprezie sportowej muszę mieć wyczucie spodziewanego zdarzenia, muszę wczuć się w sytuację, żeby zrobić zdjęcie w najważniejszym momencie. To jest to, co Eugene mógł mieć na myśli. W tym właśnie jest trochę naszej duszy.
 
– Może jest tak, że i Indianie, i Eugene Smith mieli rację. Okazuje się, że fotografia to dzieło skomplikowane.
– Masz rację, patrzymy na fotografię i zawsze znajdujemy w niej coś nowego.
 
– Inny słynny amerykański fotograf Eliott Erwitt powiedział, że fotografia jest sztuką obserwacji, ale dalej odkrył, że „nie jest zbyt istotne co widać, istotne jest to, co potrafisz z tym zrobić.” Więc nie wystarczy nacisnąć spust aparatu….
– To jest właśnie sens mojej twórczości fotograficznej. Uważam, że to co jest na negatywie, to dopiero materiał wyjściowy do stworzenia dzieła. Patrzę na negatyw i rozpoczynam myślenie, twórcze myślenie. Wtedy powstaje dzieło. I kolejny etap, to moje zdjęcia, które znalazły się na wystawie. One były inspiracją do stworzenia czegoś zupełnie innego. Kolejnej wizualizacji fotografii. Te obrazy nie są kalką, to osobne dzieła stworzone na podstawie fotografii. Obraz dzisiaj znaczy więcej niż słowo.
 
– Ostatnie, ale trudne pytanie. Wymień jedno swoje zdjęcie. Zdjęcie-symbol, zdjęcie, które uważasz za naj… Masz 10 sekund!
– To ja ci powiem tak. Takich zdjęć jest 60 na 60-lecie mojej pracy fotografa.
 
– Tego się spodziewałem. 60 zdjęć i 60 pięknych sportowych historii. Leszku, masz dar inspirowania sportowców do odkrywania w sobie nowej profesji w dziedzinie sztuki, malarstwa, grafiki.
– W albumie jest 17 polskich sportowców, którzy wykonali takie prace, Cieszę się, że tak się dzieje.
 
– Oczekujemy, że będziesz to kontynuował. Chcemy oglądać Twoje nowe zdjęcia i być może, nowe ilustracje kolejnych polskich sportowców. Dziękuję Ci za rozmowę. To było niezwykle miłe przeżycie.

III Gala Konkursu „Młode Talenty-Nadzieje Olimpijskie”

III Gala Konkursu „Młode Talenty-Nadzieje Olimpijskie”

Po raz trzeci z rzędu Warszawsko-Mazowiecka Rada Olimpijska wyróżnia sportowe talenty. „Młode Talenty-Nadzieje Olimpijskie” to konkurs dedykowany młodym sportowcom z Warszawy i Mazowsza, którzy osiągnęli znakomite wyniki sportowe w minionym roku. W tym przypadku w 2024 r. Kapituła Konkursu, spośród ponad sześćdziesięciu zgłoszonych kandydatów, wybrała jedenastu laureatów w dyscyplinach olimpijskich i jednego laureata w dyscyplinach nieolimpijskich. Zwycięzcy, podczas uroczystej III Gali, otrzymają okazjonalne Dyplomy oraz nagrody, zaś trenerzy Listy Gratulacyjne i okolicznościowe upominki. Współgospodarzem III Gali będą władze dzielnicy Mokotów.
 
Gala konkursu „Młode Talenty-Nadzieje Olimpijskie” będzie miała miejsce 13 marca br. o godz. 13.00 w Warszawie, w Pałacyku Szustra, przy ul. Morskie Oko 2.
 
W uroczystości, obok laureatów, wezmą udział trenerzy oraz prezesi mazowieckich związków sportowych, z których wywodzą się laureaci oraz znani z sukcesów olimpijczycy Warszawy i Mazowsza.
 
Zapraszamy!

Sportowe kluby Warszawy: MARYMONT cz. II

Sportowe kluby Warszawy: MARYMONT cz. II

W cyklu pod tym tytułem prezentujemy warszawskie kluby sportowe. Kluby duże z wieloma sekcjami i dyscyplinami i te małe skoncentrowane na jednej dyscyplinie, te z dorobkiem kilku pokoleń i te całkiem nowe na warszawskiej mapie sportowej. Dziś część II, rozmowa Bartłomieja Korpaka z Andrzejem Gniadkiem, dyrektorem ponad stuletniego klubu sportowego MARYMONT.
 
NASZ KLUB, NASZE PASJE
 
Rozmowa z dyrektorem Klubu „Marymont”, Andrzejem Gniadkiem:
– Na początek proszę o kilka słów o sobie.
– Po ukończeniu szkoły średniej (mam tytuł – technik elektronik) podjąłem pracę w Urzędzie Telekomunikacji w Warszawie gdzie pracowałem do 1980 r. Później otworzyłem własną działalność gospodarczą w zakresie teleradiomechaniki. Od 1992 r. praca w klubie RKS „Marymont”. W 2008 r. ukończyłem kurs i uzyskałem stopień Menadżera Sportu. Kolejny etap to 2010 r., w którym przeszedłem na emeryturę.
Jestem ojcem dwójki dzieci oraz szczęśliwym dziadkiem czwórki wnuków. Pasja do piłki nożnej pozostała do dnia dzisiejszego i jeśli czas mi na to pozwala chodzę na mecze warszawskich drużyn piłki nożnej – Olimpii, Polonii i Legii Warszawa. Oczywiście zawsze byłem wiernym kibicem piłkarskiej drużyny klubu „Marymont”.
 
– 100 lat funkcjonowania Klubu „Marymont” już za nami, co z tego okresu należałoby zapamiętać na zawsze, jakich sportowców, jakie dyscypliny sportu, jakie działania, które budowały pozycję „Marymontu” w sporcie warszawskim i ogólnopolskim?
– Z okresu 100-lecia klub „Marymont” należałoby zapamiętać, że to właśnie zawodnicy rozsławiali i promowali wizerunek klubu, osiągając znaczące wyniki sportowe na arenach Polski, Europy, świata i Igrzysk Olimpijskich. Tak dobre wyniki naszych sportowców czyniły, że RKS „Marymont”, był klubem dość znanym w światowej rywalizacji sportowej, dzięki dużym osiągnięciom szermierzy, łyżwiarzy, łuczników oraz łyżwiarzy figurowych. Trudno nie wspomnieć takich zawodników jak: szermierze – Witold Woyda, Ryszard Parulski, Janusz Olech czy Lech Koziejowski, łucznicy – Irena Szydłowska, Maria Mączyńska, Tomasz Leżański czy młodsi ich koledzy, Sławomir Napłoszek i Grzegorz Targoński oraz łyżwiarze figurowi – Anna Rechnio i Zuzanna Szwed.
Należałoby przybliżyć szermierza „Marymontu”, Ryszarda Parulskiego, który od początku do końca swojej kariery sportowej był związany z klubem. Był Mistrzem Świata w trzech broniach – szabla, szpada i floret. Na IO w Tokio (1964 r.) zdobył srebrny medal, w Meksyku (1968 r.) wywalczył brązowy medal z drużyną florecistów. Był wiceprezesem PKOl, twórcą fundacji „Gloria Victis”- „Chwała Zwyciężonym”.
– Rozpoczął Pan współpracę z Klubem „Marymont” w latach 70-tych XX wieku. Sportowe pasje piłkarskie zaczął pan w klubie „Varsovia”, a dopiero potem był „Marymont”. Po kilku latach gry wszedł Pan w struktury zarządu klubu, by ostatecznie objąć stanowisko dyrektora. Co o tym zadecydowało?
– Moje początki w strukturach zarządu klubu wiążą się z rokiem 1992, kiedy to koledzy klubowi zgłosili moją kandydaturę do zarządu na Walnym Zgromadzeniu Członków Klubu (1992 r). Podczas konstytuowania się zarządu, na pierwszym zebraniu po wyborach, członkowie zarządu zaproponowali mi objęcie stanowiska dyrektora klubu, a ponieważ z klubem byłem związany od 1970 r., postanowiłem przyjąć tę propozycję. Gra w piłkę była zawsze moją pasją i po zakończeniu kariery sportowej brałem udział w rozgrywkach Warszawskiej Ligi Oldboyów, którą założył były zawodnik „Marymontu”, bramkarz Kazimierz Stępień, trener i wychowawca Pawła Kieszka. Poza pracą w klubie pełniłem też funkcję społeczną wiceprezesa Polskiego Związku Łyżwiarstwa Figurowego przez trzy kadencje.
 
– „Marymont” związany jest z Żoliborzem, przez wiele lat funkcjonował stadion piłkarski, który mógł pomieścić nawet 10tysięcy kibiców. Teraz wszystko przejął OSiR Żolibórz. Co ostatecznie zdecydowało o zawieszeniu działalności klubu?
– Klub „Marymont” przez wiele lat utrzymywał obiekt klubu, pozyskując środki finansowe z działalności statutowej, jak i z wynajmowania wolnych pomieszczeń w budynkach klubowych, kortów tenisowych oraz pomieszczeń w budynku kontenerowym. Wynajmowaliśmy też boisko główne reprezentacji Polski w piłce nożnej oraz zawodnikom „Polonii” Warszawa.
Środki te pozwalały utrzymać obiekt klubu, opłacać pracowników klubu – trzy osoby, biuro klubu – dwie osoby, księgowość – jedna osoba oraz trenerów poszczególnych sekcji – dziseięć osób. Po przejęciu przez OSiR terenów klubu zostaliśmy pozbawieni
możliwości pozyskiwania środków finansowych z tytułu jak wyżej. To wszystko zmusiło nas do zaprzestania działalności sportowej, by nie popadać w dalsze zadłużenia finansowe.
 
– W 2010 r. powstał wyjątkowy „Program naprawczy Klubu Sportowego RKS Marymont do roku 2020”. Czy udało się coś z niego zrealizować? Czy tworzone są jakieś działania w tym kierunku we współpracy z samorządem Żoliborza, szkołami pracującymi w tej dzielnicy, innymi klubami sportowymi?
– W 2010 r w Biurze Sportu i Rekreacji Urzędu m.st. Warszawy powstał program rewitalizacji warszawskich klubów sportowych, do którego przystąpił klub „Marymont”. Pozyskane środki finansowe pozwoliły klubowi zrealizować częściowe potrzeby takie jak: naprawa dachu trybuny zadaszonej oraz dachu budynku szatniowego, dokonać elewacji budynku szatniowego i wykonać remont niektórych szatni zawodników.
Z uwagi na konieczność zawieszenia działalności klubu ze względów finansowych, współpraca z samorządem Żoliborza i innymi podmiotami sportowymi w tej dziedzinie stała się niemożliwa. Uzasadnieniem powyższego jest brak finansów np. na wynajem boisk, szatni oraz torów łuczniczych.
 
– Czy widzi Pan szansę na wznowienie działalności klubu „Marymont” w kilku dyscyplinach sportu? Czy mieszkańcy Żoliborza byliby zainteresowani taką aktywnością?
– W obecnej sytuacji nie widzimy szansy na wznowienie działalności klubu, ponieważ w oparciu o naszych zawodników powstały kluby sportowe takie jak: „Łuczniczy Marymont” czy Klub Łyżwiarstwa figurowego „Euro 6”. Byli zawodnicy sekcji piłki nożnej założyli klub sportowy pod nazwą „ Marymont 1911 r.”, ale ze względu na wysokie koszty wynajęcia obiektu byli zmuszeni zrezygnować z prowadzenia działalności sportowej. Tu odsyłam wszystkich do zapoznania się z cennikiem OSiR Żoliborz, w którym są zawarte ceny za wynajem i organizację meczów piłkarskich…
Jeśli chodzi o mieszkańców Żoliborza sądzę, że byłoby zainteresowanie młodzieży aktywnością sportową, tym bardziej, że obiekt „Marymontu” posiada dwa boiska piłkarskie oraz tory łucznicze.
Podsumowując: całą działalność sportową klubu, a przede wszystkim wspaniałe osiągnięcia naszych zawodników, nasuwa się smutna refleksja, że żoliborska młodzież została pozbawiona bezpłatnego uprawiania sportu. Tak, jak to było podczas działalności klubu.
 
– Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Bartłomiej Korpak

Fenomen fotografii

Fenomen fotografii

W piątkowe popołudnie 21 lutego 2025 r., w małej galerii, zwanej Północną, wielkiego foyer w gmachu Polskiego Komitetu Olimpijskiego zbiera się spory tłumek znanych postaci polskiego sportu. Okazją do spotkania jest wystawa zdjęć Leszka Fidusiewicza. Leszek Fidusiewicz, legenda sportowej fotografii.
 
Fotografował na przestrzeni kilkudziesięciu lat polskich sportowców. Było i jest ich wielu, bardzo wielu. Nie sposób ich wszystkich wymienić. Można powiedzieć bez większego ryzyka, że łatwiej wymienić tych, których nie fotografował. Fotografią, mgnieniem chwili zatrzymał obrazy często nieuchwytne dla oka. Gest, ruch, grymas twarzy, myśl uchwycona w oczach, napięcie mięśni, wszystko to nadaje dziełom Fidusiewicza niepowtarzalną oryginalność. W roku 2021 Klub Dziennikarzy Sportowych przyznał Leszkowi Fidusiewiczowi tytuł Sportowego Fotoreportera Stulecia. W piątek, 21 lutego przyszliśmy na wystawę zdjęć „Fenomena Fotografii”.
 
Leszek Fidusiewicz był sportowcem, lekkoatletą, czołowym polskim dziesięcioboistą. Początkowo fotografował dla potrzeb treningu, ale potem zakochał się w aparacie fotograficznym. Fotografia sportowa wypełniła jego życie.
 
1. Ekspozycja ma zaskakującą konstrukcję. To nie tylko zdjęcia, ale także obrazy, grafiki. Zdjęcie zdaje się współgrać z obrazem. Jak się okazuje to zamierzony cel. Efekt przyjaźni Leszka z wieloma malarzami, rzeźbiarzami i performerami. Swoim przyjaciołom zaproponował, aby stworzyli, w oparciu o wybrane zdjęcie, swoją pracę, swoje dzieło. Swoista inspiracja dała efekt prezentowany na wystawie.
 
Wśród obecnych na wystawie same znane postacie. Czy ryzykować wymienienie kilku, żeby nie obrazić pozostałych? Niech tam! Jest Jacek Bierkowski, fantastyczny szablista; Grażyna Rabsztyn, rekordzistka świata w biegu przez płotki; Ludwika Chewińska, kulomiotka, której niepobity do dziś rekord Polski przetrwał już 49 lat; Janusz Peciak-Pyciak, mistrz świata w pięcioboju nowoczesnym; Jerzy Jakobsche, znakomity dziennikarz sportowy i kolejna gwiazda dziennikarstwa, Andrzej Person. Wchodzi Janusz Szewiński, także znakomity fotograf, mąż niezapomnianej Ireny Szewińskiej. Jeszcze pojawia się Jacek Wszoła, złoty skoczek z Montrealu. Wszystkich nie wymienimy.
 
2. Tym bardziej, że Katarzyna Szotyńska-Doberny rozpoczyna spektakl. W albumie „Fidusiewicz i przyjaciele”, Katarzyna pisze: „Leszek Fidusiewicz szybko ze sportowca stał się artystą Nie musiał nikogo przekonywać, że jego spojrzenie na sport jest widzeniem zadziornym, trafionym i odważnym. Zatrzymane w stop-klatce postaci są fabułą, którą opowiada się samemu sobie”.
 
Katarzyna wita Leszka Fidusiewicza, a Leszek wita wszystkich przybyłych gości. Postanowił powitać każdego z imienia i nazwiska. To miłe. Przy tym opowiada coś o każdym. Anegdota, wspomnienie z dawnych lat, fragment spotkania. I tak tworzy się żywa opowieść o przyjaciołach, ludziach sportu. Teresa Sukniewicz, świetna płotkarka, rekordzistka świata; Urszula Kielan, srebrna medalistka olimpijska w skoku wzwyż; dziennikarz Janusz Świerczyński; Wojciech Gąssowski, piosenkarz, wielki fan sportu; Jerzy Pietrzyk, srebrny olimpijczyk z Montrealu; Sławomir Majcher dyrektor Muzeum Sportu; Zenon Dagiel, szef sportu w Warszawie w przeszłych latach. Stop. Nie nadążamy za Leszkiem. Niektórzy goście rewanżują się swoją opowiastką. Andrzej Person wspomina jak to bracia bliźniacy Leszek i Jurek Fidusiewiczowie, obaj dziesięcioboiści, startowali w zawodach. Ponieważ jeden był lepszy w biegach, a drugi w rzutach, to było podejrzenie, że bracia zamieniali się w poszczególnych konkurencjach. Ale to tylko legenda.
 
3. Mija godzina, czas na prezentację ekspozycji. Zapach wyjątkowości podsyca apetyty. Już czujemy się uczestnikami unikalnego wydarzenia. Na początek trzy nazwiska wybitnych polskich sportowców, które dzisiaj elektryzują Polskę i świat: Robert Lewandowski, Iga Świątek i Pia Skrzeszowska.
Piękne, ukazujące sportową werwę, zdjęcie Pii Skrzeszowskiej prowadzącej bieg, być może na ostatnim płotku z pełną świadomością zwycięstwa. A poniżej graficzna ilustracja Anny Mierzejewskiej. Wyolbrzymiona i nieforemna, ale pełna dynamizmu, siły, determinacji i heroizmu. Obraz piękna i „brzydoty” sportu zarazem.
Wędrujemy wzrokiem po poszczególnych fragmentach ekspozycji. Pierwsza z lewej to kompozycja zdjęcia i obrazu Igi Świątek. Zdjęcie Igi w napięciu i oczekiwaniu, z rakietą za głową, bo ta zawędrowała tam po uderzeniu piłki z forhendu. I subtelny, niemal romantyczny, obraz Leszka Jampolskiego, oddający dostojność i dumę królowej, w tym przypadku królowej światowego tenisa.
Kolejne zdjęcie. Marcin Gortat w walce podkoszowej. Tam zawsze jest najtłoczniej, właśnie pod koszem toczy się bój o piłkę, czy uda się wbić ją do kosza. Walka na wysokościach z ekspozycją napisu „Polska”. Piękne zdjęcie obrazujące urok koszykówki. A powyżej obraz, a na nim wieżowce i świetlista kula, która jak piłka jest głównym punktem odniesienia, budzi nasze zainteresowanie. Architektura w służbie sportu. Zdjęcie Leszka w interpretacji znakomitego szablisty i architekta, Wojciecha Zabłockiego.
Leszek opowiada kolejną historię, nie raz wcześniej już opowiedzianą. Znakomity film możemy oglądać bez końca. Świetną książkę możemy czytać kilka razy. Opowieści Leszka słuchamy wciąż zaczarowani. Sala reaguje brawami, uśmiechami, bo w tych opowieściach obecni na sali, często odnajdują siebie!
 
Patrzymy na kolejną kompozycję. Małysz całuje narty, może śnieg? To wyraz emocji po sukcesie, po wygranej. Urzekające zdjęcie triumfu i szacunku. Katarzyna Kmita, nazwana na wystawie Anną, ilustruje to zdjęcie kolorową wycinanką. Dla artystki triumf to barwa, gama barw ułożonych w fantazyjnej formie. I w tych barwach znajduje się on, zwycięzca.
 
I jeszcze jedno zdjęcie. Amazonka bez głowy! Niemożliwe. A jednak. Jak uchwycić moment, gdy czarny strój amazonki zlewa się w jedną całość. I tylko czarny kucyk pojawia się ponad głową. Agnieszka Pietrzykowska w swojej interpretacji tego zdjęcia maluje serce i zdaje się mówić: tracisz głowę ale zyskujesz serce. Bo w sporcie serce jest równie ważne jak głowa.
 
4. Leszek Fidusiewicz wciąż opowiada, przyjaciele reagują, wtrącają swoje, wstają, kłaniają się, siadają. To jeszcze potrwa. A my niepostrzeżenie wymykamy się. Wieczorem czekał nas kolejny spektakl. Popędziliśmy do teatru, do „Ateneum”. Marian Opania w spektaklu „Para nasycona” opowiedział o sobie, o swoim życiu, o swoim dziele, o aktorstwie.
Zacytujmy fragment jego piosenki, według słów Jana Wołka:
„… w szaleństwie, w zachwycie apetyt na życie… w gonitwie, w udręce, na dnie i na szczycie, apetyt na życie. Choć dzień coraz krótszy i myśli się droczą, czy zdążysz przed nocą. I czas cię uniesie wezbrany jak rzeka, lecz jeszcze poczekaj, lecz jeszcze poczekaj… lecz jeszcze poczekaj.”
 
Świat jest mały. Wszędzie znajdujemy podobieństwa. 21 lutego fotografia, obraz, spektakl teatralny i piękne, mądre słowa spięły jedną klamrą wszystko co nas cieszy!
 
Jan Wieteska
 
PS. Wkrótce opublikujemy obszerną rozmowę z Leszkiem Fidusiewiczem, w której między innymi będzie o wyższości fotografii nad malarstwem lub odwrotnie. Śledźcie nasz FB.

Sportowe kluby Warszawy: MARYMONT cz. I

Sportowe kluby Warszawy: MARYMONT cz. I

W cyklu pod tym tytułem prezentujemy warszawskie kluby sportowe. Kluby duże z wieloma sekcjami i dyscyplinami i te małe skoncentrowane na jednej dyscyplinie, te z dorobkiem kilku pokoleń i te całkiem nowe na warszawskiej mapie sportowej. Dziś, piórem Bartłomieja Korpaka, przybliżamy naszym Czytelnikom zasłużony ponad stuletni klub sportowy MARYMONT.
Zapraszamy do lektury.
 
MARYMONT, to jeden z najstarszych klubów sportowych związanych z Warszawą. Prace nad materiałem do publikacji pozwoliły na stworzenie interesujących opisów, które pokazują historię działalności i sukcesów klubu, ale także to co się wydarzyło w kilkunastu ostatnich latach. Przygotowany materiał obejmuje:
 
Cz. I Historię Klubu Marymont
Cz. II Rozmowę z dyrektorem klubu Andrzejem Gniadkiem
Cz. III Historię sekcji łuczniczej klubu Marymont, „Od sekcji łuczniczej RKS Marymont do Stowarzyszenia Łuczniczy Marymont” , materiał przygotowany przez Maję Stryjecką-Rejmer (wiceprezes Stowarzyszenia) i Adama Pazdyka, z którym rozmowa jest podsumowaniem działalności klubu.
 
MARYMONT
 

Klub „Marymont” formalnie został zarejestrowany w 1923 roku. W zapiskach opartych na wspomnieniach odnotowano, że już począwszy od 1911 roku, pewna hrabina, która posiadała tereny nad Wisłą, w podwarszawskiej miejscowości Marymont, udostępniła je dla młodzieży przejawiającej sportowe pasje, szczególnie do piłki nożnej i doprowadziła do stworzenia klubu. Od

1928 roku klub był jedną z komórek Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, otrzymując od tej instytucji wsparcie finansowe i pomoc w tworzeniu obiektów piłkarskich.
 
„Marymont” w okresie międzywojennym organizował szkolenia w ramach sekcji: piłkarskiej, lekkoatletycznej, kolarskiej, pływackiej, hokejowej (w 1930 roku mistrzostwo kl. B, awans do klasy A), piłki ręcznej (w 1930 roku Mistrzostwo Warszawy), narciarskiej, łyżwiarskiej, tenisa stołowego, bokserskiej, gier sportowych i gimnastyki, która w latach 30-tych wyodrębniła sekcję rytmiki, w której uczestniczyły tylko kobiety.
 
RKS „Marymont” był w 1925 roku jednym z siedmiu współzałożycieli Związku Robotniczych Stowarzyszeń Sportowych, czyli PPS-owskich federacji organizacji sportowych. Poza „Marymontem” współzakładały to Stowarzyszenie dwa inne warszawskie kluby związane z PPS: RKS „Skra” (założony jako Sportowy Klub Robotniczo-Akademicki) i RKS „Sarmata”.
Wojna przerwała działalność klubu. Wielu zawodników i kibiców uczestniczyło w walce zbrojnej, najpierw w Robotniczych Batalionach Obrony Warszawy, później w antyfaszystowskiej konspiracji. Po zakończeniu wojny klub wrócił do szkolenia sportowego.
 
W latach 50-tych prezesem klubu był Leszek Rylski, który później, w latach 1959-1972, był sekretarzem generalnym PZPN. Na początku lat 50-tych podjęto działania związane z budową kompleksu obiektów sportowych RKS „Marymont”. Autorem projektu był Stanisław Barylski, absolwent Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Zadaszone trybuny wokół boiska piłkarskiego powstały w latach 1950-51, w latach 1953-54 wybudowano budynek szatniowy, gdzie była sala na której ćwiczyli szermierze. W roku 1955 zostaje oficjalnie oddany do użytku stadion klubowy przy ulicy Potockiej. W 1987 roku na stadionie Marymontu rozegrano międzynarodowy turniej o Puchar Syrenki, w którym występowała młodzieżowa reprezentacja Francji, w której składzie wystąpił Zinedine Zidane. Francja wygrała ten turniej.
 
W latach 1950-1957 oraz 1964-1973-1975, na skutek różnego rodzaju przeprowadzanych w sporcie reorganizacji, pojawiła się groźba likwidacji Klubu. Na podstawie decyzji struktur państwowych dokonano połączenia i zmiany nazw klubów np. po połączeniu SKS Warszawa i „Spójni” Warszawa przyjęto nazwę „Spójnia-Marymont Warszawa”, potem po połączeniu dwóch Zrzeszeń Sportowych „Ogniwa” i „Spójni” klub miał występować pod nazwą Sparta Warszawa.
 
Tylko dzięki zdecydowanej postawie i uporczywym staraniom działaczy oraz całej sekcji piłki nożnej „Marymont”, nie dopuszczono do zabrania klubowi stadionu, co pozwoliło na rozpoczęcie działalności na powrót jako RKS „Marymont”. W oparciu o stadion reaktywowano działalność sekcji siatkówki, hokeja na lodzie, szachowej. W ciągu niespełna roku „Marymont” zrzeszał ponad 500 członków, w tym ok. 350 zawodników. W roku 1964 następuje połączenie z KS „Syrena” Warszawa, a w 1973 z KS „Łączność” Warszawa, w wyniku których powstaje silna sekcja łucznicza, należąca do dnia dzisiejszego, do ścisłej czołówki krajowej i europejskiej. W roku 1970 RKS „Marymont” przejął łyżwiarstwo szybkie z „Legii” Warszawa, natomiast w 1975 r. łyżwiarstwo figurowe z WKKF „Ogniwo”.
Koniec lat 90-tych to początek kryzysu organizacyjnego i finansowego klubu „Marymont”, które doprowadziły do zakończenia działalności wszystkich sekcji. Ważnymi czynnikami w tym zakresie było:
– pozbawienie przez władze dzielnicy Żolibórz uprawnień klubu do terenu przy ul. Potockiej 1,
– zadłużenie finansowe klubu i coraz większy brak środków finansowych na zatrudnienie pracowników i trenerów klubu,
złe relacje władz klubu z władzami dzielnicy Żoliborz.
 
Aktualnie, na terenach i w okolicy klubu działa OSiR Żoliborz, kompleks basenów i gabinetów odnowy, kryte hale z kortami tenisowymi, dwa boiska do piłki nożnej i odremontowane w 2005 roku tory łucznicze, które są najnowocześniejszym tego typu obiektem w Polsce. Od 2010 roku tradycje sekcji łuczniczej kontynuuje Stowarzyszenie „Łuczniczy Marymont”, zrzeszające trenerów i zawodników upadłego klubu. Na zdjęciach zrobionych w styczniu 2025 roku: stadion piłkarski, budynek szatni, gdzie była sala na której ćwiczyli szermierze.
 
Na zdjęciach zrobionych w styczniu 2025 roku: stadion piłkarski, budynek szatni, gdzie była sala na której ćwiczyli szermierze, obiekty łucznicze.
W 2010 roku został przygotowany „Program naprawczy klubu sportowego RKS „Marymont” do roku 2020”. Mimo podejmowanych wysiłków nie udało się wypracowanych działań ostatecznie wdrożyć. Sekcje Klubu Marymont w wymiarze sportowym:
 SZERMIERKA. Floreciści wychowani w klubie wnieśli wielki wkład w rozsławieniu tej dyscypliny na planszach świata. Byli wśród nich mistrzowie kraju, Europy, świata. Były też olimpijskie medale: na Igrzyskach w Tokio (1964 r.) – w drużynie srebrnych medalistów był Witold Woyda i Ryszard Parulski, na następnych Igrzyskach w Meksyku Witold Woyda zdobył brązowy medal, w Monachium w 1972 roku Witold Woyda wygrał turniej indywidualny, a w drużynie, która wywalczyła złoto był jeszcze Lech Koziejowski. W latach 80-tych do czołówki w wymiarze światowym należał szablista Janusz Olech, który szkolenie rozpoczął w klubie „Marymont”, ale w 1985 roku przeszedł do Legii Warszawa.
 
PIŁKA NOŻNA. Największe sukcesy piłkarzy Marymontu przypadły na lata 50. XX wieku, kiedy to występowali w II lidze w latach

1951–1953 (pod nazwą Spójnia) oraz 1955-–58. W 1953 roku drużynę prowadził Kazimierz Górski, a w latach późniejszych grali w niej m.in. Paweł Kieszek, Michał i Marcin Żewłakow.

 ŁYŻWIARSTWO FIGUROWE. Największe sukcesy w tej dyscyplinie odniosły Anna Rechnio, trzykrotna Mistrzyni Polski, dwukrotna olimpijka (1994, 1988) i Zuzanna Szwed, olimpijka z Albertville (1992).
ŁYŻWIARSTWO SZYBKIE. Do historii tej dyscypliny przeszła Erwina Ryś-Ferens, która z Olimpii Elbląg zasiliła klub „Marymont”. Wywalczyła 83 tytuły na Mistrzostwach Polski, ustanowiła 50 rekordów Polski, startowała w czterech kolejnych Igrzyskach Olimpijskich (1976, 1980, 1984, 1988). Wśród olimpijczyków znaleźli się także Artur Nogal, dwukrotny uczestnik Igrzysk (2014, 2018), złoty medalista mistrzostw świata (Moskwa 2010), a także Maciej Ustynowicz, olimpijczyk z Turynu (2006). Zawodnicy „Marymontu” wywalczyli złoty medal na drużynowych mistrzostwach Polski w 1978 roku.
ŁUCZNICTWO. W latach 70-tych zawodniczki i zawodnicy z Klubu „Marymont” odnieśli wiele sukcesów. Od początku działania sekcji, jednym z trenerów prowadzących szkolenie był Adam Pazdyka. Pierwszy medal olimpijski, srebrny w Monachium (1972 r.) zdobyła Irena Szydłowska, w konkurencji 4-bój ind., w której życiorysie figurują dwa warszawskie klubu „Marymont” i „Drukarz” (1968-1974). Więcej o łucznictwie w materiale „Od sekcji łuczniczej RKS Marymont do Stowarzyszenia „Łuczniczy Marymont”.
 
Bartłomiej Korpak
 
(materiał opracowany na bazie: „Wikipedii”, zapisków ze strony internetowej KS „Marymont” i książki Roberta Gawkowskiego „Encyklopedia klubów sportowych Warszawy i jej najbliższych okolic w latach 1918-39”, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego 2007.

Warszawskie próby olimpijskie

Warszawskie próby olimpijskie

„W Igrzyskach Olimpijskich, najważniejszą rzeczą nie jest wygrana, ale samo uczestnictwo, podobnie jak w życiu, nieważny jest triumf lecz walka.” 

 

Pierre de Coubertin 

 

Warszawskie próby olimpijskie

 

Poniższe opracowanie, stanowi krótki przegląd zagadnień dotyczących problemów związanych z podejmowaniem działań dotyczących organizacji Igrzysk Olimpijskich, na przykładzie Warszawy.

 

Należy przypomnieć, że Warszawa kilkukrotnie rozpoczynała działania zmierzające do zgłoszenia miasta, jako kandydata do Igrzysk Olimpijskich.

 

Od 1920 roku delegat Polski, Edward Wittig, wnioskował w MKOl chęć zorganizowania przez PKOl Igrzysk Regionalnych Centralnej Europy w Warszawie. Igrzyska te miały by się odbywać co dwa lata i grupować państwa: Polskę, Litwę, Węgry, Austrię, Czechosłowację, Bułgarię, Jugosławię, Estonię, Finlandię, Grecję , Albanię, Turcję, Rumunię i Wolne Miasto Gdańsk. Książę Urusow, delegat Rosji rezydujący w Paryżu, chciał włączyć do tej inicjatywy rosyjskich emigrantów po rewolucji. Ze względu na polityczny charakter propozycji polskiej, nie zyskała ona poparcia na 21 Sesji MKOl w Paryżu w 1922 roku.

 

Na 36 Sesji MKOl w Warszawie w 1937 roku, Prezydent Warszawy Stefan Starzyński, wyraził min. aspiracje stolicy Polski do zorganizowania w przyszłości Igrzysk Olimpijskich.

 

Na spotkaniu olimpijczyków z okazji Świąt Wielkanocnych w 1992 roku Ryszard Parulski, wystąpił po raz pierwszy publicznie z propozycją zorganizowania w Warszawie, w 2012 roku Igrzysk Olimpijskich. Założenia programowe Igrzysk oraz koncepcja przestrzenna prof. Wojciecha Zabłockiego, przedstawione na Walnym Zjeździe PKOl w 1992 r., uzyskało jednomyślne poparcie delegatów.

 

W 1993 roku utworzono Komisję Igrzysk Nadwiślańskich przy PKOl, która zajmowała się sprawami planistycznymi i promocją idei urbanistycznej. 

 

W tym okresie  zorganizowano wiele odczytów popularyzujących ideę przestrzenną  Igrzysk Nadwiślańskich. Zorganizowano wiele seminariów, w tym międzynarodowych, oraz wystaw „Igrzyska 2012” i imprez poświęconych promocji idei Igrzysk.

 

Przedstawiono władzom samorządowym miasta koncepcję Igrzysk, która została zaakceptowana min. przez gminę Warszawa Centrum oraz gminy Białołęka, Wilanów, Bemowo. 

 

W 1997 roku Prezydent m.st. Warszawy, Marcin Święcicki, powołał doradcę ds. Olimpiady 2012. Funkcję tę objął Henryk Boruciński.  W 1998 powołano Zespół ds. Igrzysk Olimpijskich 2012 przy Prezydencie m.st. Warszawy. W skład zespołu weszli, oprócz Henryka Borucińskiego, Ryszard Parulski, Wojciech Zabłocki, Wojciech Walkiewicz, Zenon Dagiel. Zespół zajmował się głównie „terenami olimpijskimi”, ze szczególnym uwzględnieniem terenów Spójni, Stadionu X-lecia, Legii.

 

W ramach projektu zorganizowania Igrzysk Olimpijskich Nadwiślańskich, powstało wieloletnie studium dotyczące przygotowań do organizacji Igrzysk, którego autorem był olimpijczyk i architekt, prof.dr hab. Wojciech Zabłocki. Projekty te zakładały, że Igrzyska Olimpijskie nie będą tylko celem samym w sobie, ale że będą miały przede wszystkim na względzie wszechstronny rozwój miasta i regionu.

 

W przestrzennej koncepcji Igrzysk prof. Zabłockiego, szczególnie interesujący jest projekt zwrócenia miasta ku Wiśle, z zachowaniem zasady korytarza ekologicznego rzeki i wykorzystaniem międzywala jako parku krajobrazowego, z przeznaczeniem dla sportu i rekreacji. Przedstawiono propozycje użytkowania poolimpijskiego dla projektowanej infrastruktury. Ambicją przygotowywanych projektów był sposób rozwiązania potrzeb, aby zapewnić atrakcyjność zarówno dla mieszkańców, jak i dla turystów. Przedstawiono argumenty Warszawy, jako kandydata do organizacji Letnich Igrzysk Olimpijskich. Igrzyska Olimpijskie są przedsięwzięciem o gigantycznej sile przyciągania nie tylko sportowców i kibiców, ale również turystów, zawsze licznie zwiedzających obiekty sportowe. Organizacja Igrzysk Olimpijskich, to wielkie wydarzenie i widowisko sportowe, którym raz na cztery lata żyje kilka miliardów ludzi na świecie. Dlatego miasta kandydujące do funkcji organizatora Igrzysk Olimpijskich tak ostro ze sobą konkurują.

 

Wygrana oznacza napływ kapitału i dynamiczny rozwój miasta, wzrost inwestycji krajowych i zagranicznych, nowe miejsca pracy, a także poprawę warunków życia mieszkańców. Już samo przygotowanie miasta, jako kandydata  do organizacji IO, jest wielkim wyzwaniem. Potrzebne są śmiałe rozwiązania komunikacyjne, urbanistyczne i architektoniczne. Dla ich realizacji niezbędne jest uruchomienie mechanizmów organizacyjnych i finansowych. Budowa obiektów na potrzeby Igrzysk staje się ukoronowaniem wieloletnich starań. We wszystkich miastach konkurujących o zorganizowanie Igrzysk Olimpijskich przeprowadzono szereg pozytywnych zmian urbanistycznych, komunikacyjnych i ekologicznych.

 

Przygotowanie Igrzysk musi być finansowane przez państwo i miasto oraz narodowy komitet olimpijski i sponsorów. Zwrot poniesionych kosztów przynosi sprzedaż biletów, opłaty mediów (telewizja) i dotacje sponsorów. Od czasu Letnich Igrzysk Olimpijskich w Atlancie wpływy gwarantują uzyskanie dodatniego bilansu finansowego Igrzysk Olimpijskich. Należy również brać pod uwagę wydatki turystów przybyłych na Igrzyska i wzrost podatków od zwiększonych obrotów hoteli, gastronomii itd. Po przyznaniu Igrzysk organizator otrzymuje też dotacje z MKOl. Miasta, które wystąpiły o przyznanie im organizacji Igrzysk, w sposób widoczny i odczuwalny dla mieszkańców i turystów podniosły swój standard. Dotyczy to spraw komunikacji miejskiej, krajowej i międzynarodowej, infrastruktury hotelarskiej, liczby obiektów sportowo-rekreacyjnych, ochrony środowiska, rozbudowy miasteczka akademickiego. Należy jeszcze wspomnieć psychologiczny aspekt miasta, podnoszący jego aspiracje i morale mieszkańców miasta organizatora IO. 

 

Zwykle miasto nie zawsze wygrywa swoją pierwszą próbę, ale dzięki poczynionym przygotowaniom zwiększa swoją szansę przy ponownym wniosku.

 

Niestety w 1999 roku miasto stołeczne Warszawa zaprzestało dalszych działań w tym kierunku.

 

Zenon Dagiel

ŚP. Przemysław Pietrzyk

ŚP. Przemysław Pietrzyk

Jerzemu Pietrzykowi

i Jego rodzinie

 

składamy głębokie wyrazy współczucia z powodu śmierci syna Przemysława,

zmarłego 8 lutego 2025 roku, w wieku 42 lat.

 

Msza święta żałobna odprawiona zostanie w dniu 19 lutego 2025 roku o godzinie 11.00 w kościele św. Zofii Barat w Grabowie, ul. Taneczna 65, po czym nastąpi odprowadzenie na Cmentarz Grabów do grobu rodzinnego.

 

Przyjaciele z Warszawsko-Mazowieckiej Rady Olimpijskiej

Jan Mulak – wybitny polski trener

Jan Mulak – wybitny polski trener

 31 stycznia br. mija dwudziesta rocznica śmierci Jana Mulaka. Zmarł w wieku 91 lat. Jan Mulak – wybitna postać polskiego sportu. Legendarny twórca polskiego „Wunderteamu”. Tak, na przełomie lat 50-tych i 60-tych dwudziestego wieku, nazywano polską reprezentację w lekkiej atletyce.

 

Jan Mulak okazał się być trenerem wybitnym. Z ruchem sportowym zetknął się w okresie międzywojennym, kiedy to w warszawskiej „Skrze” trenował biegi średnie Po wojnie, wraz z gronem przyjaciół trenerów, wśród których byli: Witold Gierutto, Wacław Gąssowski czy Antoni Morończyk, rozpoczął pracę od podstaw w polskiej lekkiej atletyce. Pierwsze efekty przyszły na igrzyskach olimpijskich w Melbourne, w 1956 r. Medale zdobyli: Elżbieta Krzesińska – złoto w skoku w dal i Janusz Sidło – srebro w rzucie oszczepem. „Wunderteam” rósł w silę. Wielkim popisem były Mistrzostwa Europy w 1958 roku, w Sztokholmie. 8 złotych medali, 2 srebrne i 2 brązowe.

Nazwiska: Zdzisława Krzyszkowiaka, Edmunda  Piątkowskiego, Tadeusza Ruta, Jerzego Chromika, Józefa Szmidta, Barbary Janiszewskiej stały się znane w sportowym świecie. W późniejszych latach do słynnej ekipy Mulaka dołączali kolejni wielcy mistrzowie „królowej sportu”: Wiesław Maniak, Jarosława Jóźwiakowska-Bieda, a także młodziutkie sprinterki: Irena Kirszensztain i Ewa Kłobukowska. Przez „Wunderteam” przewinęło się około 300 lekkoatletek i lekkoatletów. Jan Mulak był szefem tych sportowców i szefem znakomitej grupy trenerów pracujących z nim w ówczesnej polskiej lekkiej atletyce!

 

Drugą pasją Jana Mulaka była polityka. Wielka postać Polskiej Partii Socjalistycznej, wraz z którą przechodził kręte drogi na polskiej scenie politycznej. Nie zawsze łatwe i nie zawsze skuteczne. Odegrał wielką rolę w odbudowaniu nowej lewicy socjalistycznej. W latach 1993-1997 był senatorem RP i Marszalkiem Seniorem. Jan Mulak miał dwie wielkie miłości – sport i politykę na przemian.

 

Wśród wybitnych polskich trenerów był jednym z najwybitniejszych. W historii polskiego sportu Jan Mulak staje w jednym szeregu obok takich sław trenerskich jak: Feliksa Stamma w boksie, Kazimierza Górskiego w piłce nożnej, Janosa Keveya w szermierce, Huberta Wagnera w siatkówce, Henryka Łasaka w kolarstwie, Klemensa Roguskiego w podnoszeniu ciężarów i Janusza Tracewskiego w zapasach. Ósemka najwybitniejszych!!! Może trzeba pomyśleć o ich spektakularnym wyróżnieniu. Taką sugestię przekazujemy Muzeum Sportu, a także  sportowym  władzom Warszawy. 

 

Jan Wieteska

WYDARZENIE – panel nr 3 „Społeczny wymiar sportu – szanse, wyzwania, zagrożenia”

WYDARZENIE – panel nr 3 „Społeczny wymiar sportu – szanse, wyzwania, zagrożenia”

 17 stycznia, godzina 14.00, Aula Spadochronowa SGH

 

Rozpoczyna się trzeci panel konferencji na temat polskiego sportu. Społeczny wymiar sportu, społeczna odpowiedzialność sportu, społeczna wartość sportu. Jak rozumiemy te określenia, czy w ogóle je rozumiemy, czy zdajemy sobie sprawę z roli i znaczenia sportu w naszym życiu? Czy wiemy czym jest sport? Jesteśmy ciekawi czy właśnie o tym będzie dyskusja.

 

Posłuchajmy moderatorów. Oto oni: 

 

Dyskusję poprowadzi  dr hab. Agata Lulewicz-Sas, profesor SGH, dyrektor Instytutu Kapitału Ludzkiego SGH. A we wprowadzeniu głos zabiorą: prof. Elżbieta Biernat,  specjalistka promocji zdrowia publicznego, profesor SGH; Justyna Wrońska, kierownik Zespołu Kampanii Marketingowych Grupy Luxmed; Robert Korzeniowski czterokrotny złoty medalista olimpijski; dr hab. Jolanta Marszałek, profesor AWF Warszawa, członkini Rady Naukowej Polskiego Komitetu Paralimpijskiego.

Wybieramy cytaty (prawie dokładne):

 

„Polacy są jednym z najmniej aktywnych narodów Europy. Za nami tylko Portugalia i Grecja. 65 proc. Polaków w ogóle nie uprawia sportu” – Agata Lulewicz- Sas.

 

„Na „podstawie przeprowadzonych  badań można uznać, że aktualny stan wymaga pilnych działań systemowych, bo przecież tańsza jest prewencja niż późniejsze leczenie skutków…  już dalej społeczny wymiar sportu nie może być bagatelizowany – Agata Lulewicz-Sas.

 

„Społeczna odpowiedzialność sportu, to działania różnych instytucji sportowych, organizacji, klubów, ale i sponsorów, które sprzyjają nie tylko osiąganiu wyników sportowych, ale również mają korzystne oddziaływanie na społeczność lokalną, środowisko i całe społeczeństwo”  Elżbieta Biernat.

„Sport jest świetnym narzędziem do tego, żeby budować kapitał ludzki… sport kształtuje cechy charakteru, które przydają się w życiu: odpowiedzialność, praca w grupie, działanie w trudnej sytuacji… organizacje sportowe mają zdolność budowy społeczeństwa otwartego budującego więzi społeczne… mają zdolność tworzenia globalnej solidarności….”  – Elżbieta Biernat.

 

„Nie ma zdrowia bez aktywności fizycznej i nie ma aktywności fizycznej bez zdrowia”Jolanta Wrońska.

 

„ Nie musimy uprawiać judo czy biegać maratonów, jest tak szeroki wachlarz dyscyplin sportowych, że można szukać w nich swoich pasji i ta pasja przełoży się na regularność uprawiania aktywności fizycznej… swoim pacjentom mówimy: „Na aktywność fizyczną nie ma lepszego czasu niż teraz” – Jolanta Wrońska.

 

„Jesteśmy społeczeństwem, które w swoją aktywność sportową, dbałość i znaczenie sportu musi na nowo określić… Istotą jest uświadomienie sobie, że sport jest kluczem do bardzo wielu problemów społecznych… co możemy zyskać, pracując nad 

igrzyskami olimpijskimi w Polsce…” – Robert Korzeniowski.

 

„Nie mamy za mało lekcji wf w szkole, pytanie jaka jest ich jakość? …mamy sześć razy mniej klubów sportowych niż średnia w Unii Europejskiej. Czy kluby są atrakcyjnym miejscem tak dla nastolatka jak i dla seniora? – Robert Korzeniowski.

 

„Musimy zbudować społeczeństwo sportowe, ze zrozumieniem wszystkich funkcji sportu… dziś nie mamy ścieżek interedukacyjnych, ścieżek rozwoju talentów, które uwzględniałyby różne zainteresowanie dzieci, różne zaplecze społeczne i różny potencjał finansowy… To dlatego mamy tak słaby dopływ talentów do kadr narodowych…” – Robert Korzeniowski.

 

„Co  możemy zrobić, żeby zapewnić osobom z niepełnosprawnościami równość do sportu… forma przedstawiania aktywności fizycznej dla osób z niepełnosprawnościami ma dwa oblicza. Pierwsze to super bohater, który wszystko może, a drugie to osoba, która nic nie może, nie poradzi sobie, nie ma co w nią inwestować. …Wspieramy sportowców tych co mają sukcesy, ale zwracamy

dużą uwagę na każdą osobę z niepełnosprawnościami, która może uczestniczyć w aktywności fizycznej… to właśnie inkluzywność!” – Jolanta Marszałek.

 

To tylko część wątków poruszonych w powyższych prezentacjach, które były interesujące i obszerne. Pozostańmy więc przy subiektywnym wyborze… Teraz czas na glosy w dyskusji, siłą rzeczy krótkiej, by utrzymać się w ryzach czasowych.

 

„W czerwcu ubiegłego roku Ministerstwo Edukacji ogłosiło swoje priorytety: edukacja prozdrowotna – znakomicie; rozwój umiejętności cyfrowych – świetnie; nauczanie przedmiotów ścisłych – doskonale; wsparcie rozwoju umiejętności zawodowych – świetnie. Ale nie ma wśród nich priorytetów dotyczących sportu. Czyżby ministerstwo uznało, że sport nie jest w szkole ważny?! Jan Wieteska.

 

„Wymieńmy kilka potrzebnych działań sportowych w polskiej szkole: powszechność szkolnych kół sportowych – to oczywiste;

rozwój Uczniowskich Klubów Sportowych;  wprowadzenie Olimpijskiego Dnia Sportu Dzieci i Młodzieży w każdej polskiej szkole; „master classes” prowadzone przez polskich olimpijczyków; sport „na żywo”, jako forma promocji sportu; mistrzostwa Polski w każdej dyscyplinie sportu z widownią pełną dzieci i młodzieży; Europejski Tydzień Sportu organizowany zarówno w wymiarze lokalnym, jak i centralnym” – Jan Wieteska.

 

„Igrzyska Olimpijskie w Polsce za 15 lat. Jeśli tak się stanie, to budowana Strategia rozwoju polskiego sportu powinna tam mieć swój wielki finał” – Jan Wieteska.

 

„Od 21 lat organizujemy Ligę Integracyjną. Pokazujemy inny wymiar sportu. Mam na myśli funkcję socjalizacyjną, readaptacyjną i resocjalizacyjną. W rozgrywkach biorą udział wychowankowie różnych placówek, domów dziecka, ośrodków wychowawczych… także dzieci ze środowisk podwórkowych. Sport to radość z tego, że jestem z innymi, jestem wśród innych… chcemy poszukiwać talentów wśród młodzieży z placówek resocjalizacyjnych. To naprawa krzywdy, którą sami wyrządziliśmy innym…” – Marek Konopczyński.

„Może powinniśmy pomyśleć o organizacji Uniwersjady w Warszawie jako imprezie przygotowującej do Olimpiady w Polsce” Marek Konopczyński.

 

„W klubie mamy wyczynowych tenisistów na wózkach, ale są też tacy, którzy przychodzą się bawić tenisem. Stosujemy zasadę: „Jeśli ktoś mi pomógł, ja pomogę innym” – Wiesław Chrobot.

 

„Jeśli byłaby dyscyplina olimpijska pod nazwą: „jak zreformować polski sport”, to my przez długie lata bylibyśmy niezagrożonymi posiadaczami pierwszego miejsca w tej rywalizacji” Jerzy Jakobsche.

 

„Padła tu informacja że sześć tysięcy studentów uprawia sport. W warszawskich uczelniach mamy 315 tysięcy studentów. Wynika z tego, że sport uprawia co 50. student. Ale z drugiej strony studenci spytają, gdzie mają uprawiać sport w Warszawie?” – Jerzy Jakobsche.

„Sport powinien pokazywać normalność czegoś, co jeszcze dzisiaj za normalne uważane nie jest” Wojciech Nowakowski.

 

Na koniec kilka nasz spostrzeżeń:

 

1. Szkoła to jedno z najważniejszych, jeśli nie najważniejsze, ogniw w procesie kształtowania społecznej odpowiedzialności sportu. To szkoła powinna budzić świadomość wartości sportu. Sport w szkole powinien mieć miejsce priorytetowe. Atrakcyjność lekcji wychowania fizycznego, wielorakość rywalizacji sportowej powinna dać uczniom  możliwość wyboru  dyscypliny sportowej.

 

2. Klub to miejsce nie tylko dla sportu wyczynowego, ale także dla każdej aktywności fizycznej, dla społeczności skupionej wokół klubu. Klub to miejsce integracji, tworzenia dobrych stosunków międzyludzkich, przyjaźni.

 

3. Igrzyska olimpijskie powinny być poprzedzone innymi ważnymi imprezami sportowymi rangi mistrzowskiej. Mistrzostwa świata i Europy w różnych dyscyplinach, czy Uniwersjada będą dobrym przygotowaniem do igrzysk.

 

4. Budowa społeczeństwa sportowego. Równe traktowanie wszystkich grup społecznych. Wszyscy jesteśmy zdolni do uczestniczenia w aktywności sportowej.

 

Maria Polak

 

Fot. Piotr Potapowicz/SGH

Nie żyje Maciej Petruczenko

Nie żyje Maciej Petruczenko

 O piątej nad ranem, w poniedziałek 27 stycznia 2025 r., zmarł w szpitalu, po ciężkiej chorobie, Maciej Pteruczenko – wybitny dziennikarz sportowy, honorowy redaktor naczelny „Przeglądu Sportowego”.

 

Maciej Petruczenko urodził się 27 października 1946 r. w Międzyrzecu Podlaskim. W 1969 ukończył Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, a w 1971 podyplomowe studia dziennikarskie. Zaraz po studiach w 1970 r. rozpoczął swoją ponad 50-letnią, życiową przygodę z „Przeglądem Sportowym”. Regularnie przez ten czas publikując na łamach gazety teksty, głównie felietony i komentarze. Nawet będąc na emeryturze nie zaprzestał pisać. Jego pasją i specjalnością była lekka atletyka i ruch olimpijski. W 2021 roku został honorowym redaktorem naczelnym „Przeglądu Sportowego”.

 

Od 1991 r. był związany z lokalną prasą na warszawskim Ursynowie, najpierw z tygodnikiem „Pasmo”, a następnie przez ponad 20 lat był redaktorem naczelnym tygodnika „Passa”.

 

Maciej Petruczenko ma w dorobku kilka książek o tematyce sportowej. Największą sławę przysporzyła mu książka o królowej polskiej lekkoatletyki, Irenie Szewińskiej: „Prześcignąć swój czas. Kariera Ireny Szewińskiej od kulis”.

 

Nagradzany i wyróżniany za błyskotliwe, dowcipne i często krytyczne publikacje – felietony, komentarze, relacje. W 2001 roku został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a w 2020 został laureatem Nagrody im. Bohdana Tomaszewskiego (Grand Press) dla najlepszego dziennikarza sportowego roku.

 

Członek Association of Track and Field Statisticians

 

Cześć Jego pamięci!

 

Warszawsko-Mazowiecka Rada Olimpijska PKOl

WYDARZENIE – panel nr 2 „Współczesne trendy w zarządzaniu sportem i zarządzaniu przez sport”

WYDARZENIE – panel nr 2 „Współczesne trendy w zarządzaniu sportem i zarządzaniu przez sport”

 17 stycznia 2025 r., godzina 12.00 Aula Spadochronowa SGH. Rozpoczyna się debata na temat zarządzania sportem. Jak zarządzać polskim sportem, żeby osiągać lepsze wyniki w sporcie profesjonalnym i rozwijać  sport masowy? Czy system zarządzania w polskim sporcie jest dobry!?

 

Dyskusję poprowadzi redaktor Grzegorz Nawacki z XYZ.pl Współprowadzącymi panel są: prof. dr hab. Andrzej Sznajder, SGH; Adam Giersz, były minister sportu, były prezes Polskiego Związku Tenisa Stołowego, ekspert sportu europejskiego; Ryszard Stadniuk, były prezes Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich, medalista olimpijski; Rafał Jachimiak, wiceprezes AZS Warszawa.

 

Nie jest naszym zamierzeniem relacjonowanie wszystkich wątków debaty, zacytujemy jedynie te stwierdzenia czy tezy, które naszym zdaniem, oddawały meritum problemu. Jednak nie możemy pominąć informacji, że Adam Giersz przedstawił wyrazisty obraz zarządzania sportem, także w kontekście rozwiązań europejskich pokazując zagrożenia i trendy.

Oto nasz, subiektywny wybór wypowiedzi osób prowadzących panel (cytujemy prawie dokładnie).

 

„Zarządzanie w sporcie, to zarządzanie w klubach, w związkach, w ligach. Natomiast zarządzanie poprzez sport, to uzyskiwanie korzyści biznesowych z działalności sportowej,  czyli marketing sportowy” – Grzegorz Nawacki.

 

„Sport wyczynowy jest sprofesjonalizowany i następuje, coraz większa, jego komercjalizacja… sport stał się produktem marketingowym… Nastąpił ogromny napływ pieniądza, pieniądz stał się dominujący w sporcie… to prowadzi do zagrożeń: dopingu, korupcji, manipulowania wynikami… To jest problem, który zagraża istocie sportu” – Adam Giersz.

 

„ Działacze sportowi chcą respektowania autonomii i specyfiki sportu. Unia mówi ok., ale musicie przestrzegać zasad „good governance”, tj. transparentności, demokratyzacji, odpowiedzialności… musisz przestrzegać zasad dobrego zarządzania, wtedy dostaniesz pieniądze!”-  Adam Giersz.

„Chcąc mieć dobrych, kreatywnych ludzi w zarządzaniu, w związkach trzeba dać im duży zakres kompetencyjności i decyzyjności… w moim związku sprawdził się model zarządzania z wyrazistym podziałem kompetencji między dyrektorem organizacyjnym a dyrektorem sportowym” – Ryszard Stadniuk.

 

„W Polskich związkach sportowych powinno nastąpić oddzielenie działalności statutowej od działalności gospodarczej. Powinno się dążyć do powoływania spółek kapitałowych do zarządzania prawami marketingowymi i telewizyjnymi w dużych związkach sportowych”-  Adam Giersz.

 

„ Zarządzanie, to jest umiejętność gospodarowania tym co mamy, realizowanie celów które sobie stawiamy… naszym celem w stowarzyszeniu jest zarabianie pieniędzy, ale przede wszystkim poprawa życia ludzi poprzez zachęcanie do aktywności fizycznej, czy też dobrego zarządzania swoim czasem” – Rafał  Jachimiak.

„Sport polski nie ma organizacji parasolowej wobec władz rządowych. PKOl nie spełnia tej roli. Dawniej taką rolę pełniła Polska Konfederacja Sportu. Musi być silny partner dla władz politycznych” Adam Giersz.

 

„W wioślarstwie, w odróżnieniu od innych „dużych” sportów, wszystko odbywa się na zasadzie wolontariatu i pełnej przejrzystości, a jest to sport z dużym prestiżem” – Ryszard Stadniuk.

 

„Sport uczy życia i uczy zarządzania. W AZS uczymy zarządzania projektami sportowymi, jesteśmy inkubatorem pomysłów studenckich” – Rafał Jachimiak.

 

„Kodeks etyczny MKOl, to ważny dokument, już w 1999 roku wprowadzał elementy dobrego zarządzania” – Ryszard Stadniuk.

                                                                            

Minęło 45 minut. Połowa czasu przeznaczonego na panel numer 2.  Przekroczyliśmy ustalone normy czasowe. Ale nie jesteśmy w

szkole, gdzie dzwonek przerwałby lekcję, ani w Sejmie, w którym często czas przemówień jest pilnowany co do sekundy. Na uczelni jesteśmy tolerancyjni, nie przerywamy wystąpień. Teraz dyskusja. Wybieramy cytaty (prawie dokładne). Jako pierwszy prezes Warszawsko-Mazowieckiej Rady Olimpijskiej,  Zenon Dagiel.

 

„Zarządzanie w polskim sporcie jest rozproszone. Ministerstwo Sportu, inne ministerstwa, PKOl , samorządy.  …samorządy finansują sport w skali zależnej od potencjału, ale także z uwzględnieniem tradycji. Wspierają głównie sport młodzieżowy, ale także sport wyższego poziomu”  Zenon Dagiel.

 

„Programy sportowe w szkołach, w tym szkołach sportowych i szkołach mistrzostwa sportowego, które pokazywały cały system pracy z młodzieżą, nie są realizowane. Czy związki sportowe kontrolują realizacje strategii? Brak jest organu, który monitorowałby realizację programów”  Zenon Dagiel.

„Polska Konfederacja Sportu, dział metodyczno-szkoleniowy Centralnego Ośrodka Sportu oraz Polska Federacja Sportu Młodzieżowego, tworzyły system, który dawał gwarancję monitoringu, dobrze byłoby sięgnąć do takich rozwiązań” – Zenon Dagiel.

 

„ Profesjonalizacja sportu uczyniła z niego produkt sektora rozrywkowego. To media tworzą ze sportu produkt… Ważne w sporcie są osobistości, trzeba o nie dbać” – Sebastian Moraszewski.

 

„Włożę szpilkę w ustawę o sporcie. Co się dzieje kiedy związek sportowy przestaje istnieć, a przecież polskie związki sportowe mają monopol zapisany w ustawie, jak zmienić prawo, aby nie tracili na tym sportowcy?” – Wojciech Nowakowski.

 

„W zarządzaniu sportem, jak w każdej dziedzinie, są fachowcy i dyletanci… Czy wybitny sportowiec ma być prezesem związku? To nie zawsze idzie w parze…” – Zdzisław Ingielewicz.

„W szkołach miały być dwie godziny wf  z wyborem dyscypliny sportowej. To się nie udało. W rezultacie mamy znacznie niższy dopływ utalentowanej młodzieży do szkolenia centralnego, dlatego wydajemy ogromne pieniądze na szkolenie seniorskie” – Adam Giersz.

 

„Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie, to przykład towarzystwa, z czasów przedwojennych,  które samo się finansowało. Była to idea łączenia sportu wyczynowego z przyjemnością bycia w towarzystwie. Takie rozwiązania powinny nam przyświecać. Co do modelu zarządzania – muszą być ludzie, którzy chcą pracować, musi być lojalność i współpraca” – Piotr Śliwiński.

 

„W roku 2014 MKOl wydał zalecenia dotyczące ochrony ludzi uczestniczących w rywalizacji sportowej. W naszym związku powołaliśmy osobę, która taką ochroną się zajmowała” Ryszard Stadniuk.

 

„Warto zauważyć podmioty komercyjne, które podejmują szczególną rolę w budowaniu aktywności fizycznej rożnych grup 

społeczeństwa” – Rafał Jachimiak.

 

„Jeżeli ktoś chciałby wykupić ubezpieczenie, np. na życie, to napotyka na definicje: „Nie dotyczy wyczynowego uprawiania sportu”. A za wyczynowe uprawianie sportu uznaje się przynależność do klubu! …Na polskie związki sportowe nie powinno się nakładać tylko wyczynu, ale powinno się je motywować do działań wieloobszarowych dotyczących dzieci, młodzieży i seniorów” – Michał Bernardelli.

 

Kończymy. Dyskusja dotknęła wielu wątków, bardzo różnorodnych, nawet rozbieżnych. Dołóżmy kilka naszych refleksji:

 

1. Zasada „good governance”. Istnieje tylko w przekazach werbalnych, w praktyce nie stosowana lub zapominana. Jak wprowadzić tę zasadę w życie?

2. Czy w systemie zarządzania sportem usytuować resorty np.: Ministerstwo Edukacji i sport szkolny, Ministerstwo Obrony Narodowej i sporty walki, Ministerstwo Rolnictwa i sport wiejski itd. Jesteśmy za! Czy potrzebna jest instytucja zatrudniająca sportowych fachowców dla zbudowania partnera dla rządu? Jesteśmy za!

 

3. Profesjonalizacja i komercjalizacja sportu, to procesy nieodwracalne. Zatem uregulujmy ich obecność w sporcie w trybie formalno-prawnym. Czy w takim systemie będzie miejsce dla społecznie uzasadnionej koncepcji, aby kluby stawały się towarzystwami w rozumieniu grup kreujących sportowy tryb życia!

 

Zapraszamy do dyskusji na naszym Facebooku.

 

A w kolejnej publikacji trzeci panel „Społeczny wymiar sportu”.

 

Jan Wieteska

Fot. Piotr Potapowicz/SGH

Wydarzenie – konferencja na temat polskiego sportu

WYDARZENIE – konferencja na temat polskiego sportu

Panel nr 1: „Finansowanie polskiego sportu – rola i znaczenie środków publicznych i komercyjnych”

 

17 stycznia 2025 r., godzina 10.00, Aula Spadochronowa SGH. Rozpoczyna się pierwszy panel. Temat – finansowanie sportu. Już zapowiada się ciekawie. Szkoła Główna Handlowa to znakomite miejsce dla dyskusji o pieniądzach na sport. W końcu to tutaj rozmawia się o pieniądzach ze znawstwem!

 

Moderatorem jest prof. dr hab. Waldemar Rogowski, Dyrektor Departamentów Ryzyka i Klientów Korporacyjnych, ekspert ONZ, konsultant Banku Światowego; obok  współprowadzący panel: Zdzisław Ingielewicz, prezes Polskiego Związku Sportów Saneczkowych, doświadczony przedsiębiorca i Dawid Korszeń, dyrektor Departamentu Sponsoringu i Marketingu Lokalnego PKO BP.

 

Finansowanie sportu, to temat szeroki, należy oczekiwać różnorodnych tez i opinii. Szczególnie w kontekście, że pieniędzy na

sport jest wciąż za mało. A może jednak jest wystarczająco, tylko są źle zagospodarowane?!

 

Uczestnicy „okrągłego stołu” są gotowi do dyskusji, ale najpierw wprowadzenie  o aspektach finansowania sportu amatorskiego, akademickiego i profesjonalnego, finansowania sportu przez duże „S” i sportu lokalnego. Przytoczmy kilka wypowiedzi (prawie dokładnych) charakteryzujących temat:

 

„Wydatki na sport nie są kosztem, tylko bardzo dobrą inwestycją… jeśli decydenci będą traktowali sport jako koszt to w głowach będą mieli dążenie do cięcia kosztów…” – Waldemar Rogowski.

 

„Państwo musi odpowiedzieć, które dyscypliny chce  finansować”  – Zdzisław Ingielewicz.

 

„Jestem zwolennikiem wyboru , bo to daje szanse na promowanie marki „Polska” – Waldemar Rogowski.

„NFZ to studnia bez dna. Gdyby można przeznaczyć 1 proc. z tego funduszu na sport dzieci i to byłoby to poważne wsparcie sportu – Zdzisław Ingielewicz.

 

„Sport to także studnia bez dna. Ile byśmy nie włożyli zawsze będzie mało… sponsoring ma dwa poziomy. Celowość zaangażowania oraz sprawdzanie jak te pieniądze są wydatkowane, jak realizowane jest zadanie. …ponadto czy sponsoring daje nam dostęp do potencjalnego klienta” – Dawid Korszeń.

 

„Sponsoring to jest inwestycja, budowanie marki firmy”  – Waldemar Rogowski. 

 

„Firma, żeby wspierać sport musi . przede wszystkim, na siebie zarobić…. Potrzebna jest długofalowa strategia”  – Dawid Korszeń.

 

„Mamy rożne modele sponsoringu. Siatkówka ma bardzo silną ligę, podobnie żużel. Silna liga znajduje sponsorów. ….. sportowiec 

musi mieć czystą głowę, ważna jest stabilność, w polskim sporcie stabilności nie ma!!!  – Waldemar Rogowski.

Tyle cytatów z pierwszej części debaty. Uznajmy, że było to mocne wprowadzenie do dyskusji. Odnotujmy więc wypowiedzi z dyskusji. Zacytujmy (prawie dokładnie) ciekawe wątki:

„Stabilność. Dawnie sportowcy taką stabilność mieli. Przede wszystkim finansową. Dawni olimpijczycy to dzieci minionego systemu.  Łatwiej też było na poziomie młodzieżowym. Klub organizował  obozy i zgrupowania kilka razy w roku. Teraz za obozy płacą rodzice.  Poprzedni system był może niedobry, ale był!!! …dziś finansowanie centralne ma mankamenty, otrzymujemy środki pod koniec roku, wtedy trudno je wydać racjonalnie” – Jerzy Pietrzyk.

 

„Istnieje inicjatywa europejska, aby uznać, to co sportowcy wykonują, za pracę. Topowi sportowcy sobie poradzą. Pozostałym jest trudno pozyskać kapitał wystarczający na emeryturę. Okres aktywności sportowej jest krótki i trudno odłożyć tyle pieniędzy, aby starczyło na emeryturę. Dotyczy to zawodników, ale także trenerów” – Michał Bernardelli.         

   

„Popularne dyscypliny mają możliwość budowania zaplecza, gorzej z innymi dyscyplinami np. szermierką czy saneczkarstwem. Dbałość o nie, to jest właśnie społeczna odpowiedzialność sportu” – Krzysztof Jabłoński.

„Obiekty sportowe w Danii są otwarte bezpłatnie, dla dzieci, przez cały dzień, to słowa naszej piłkarki ręcznej… podkreślmy ważność sportu  osób z niepełnosprawnościami” – Wiesław Chrobot.

 

„Ustawa o MON, a w niej zapis dotyczący sportu. Jest: „mogą wspierać” a powinno być: „powinni wspierać a nawet „wspierają” …tor saneczkowy w Polsce, to taka inwestycja jest przewidywana” – Wojciech Nowakowski.

 

„Największym sponsorem polskiego sportu jest samorząd. Ale i tak środki są niewystarczające . Niedoinwestowane są kluby, sportowcy i trenerzy” – Piotr Śliwiński.

 

„Organizacje pozarządowe powinny mieć lepszy dostęp do infrastruktury. Ważny jest impuls dla małego, lokalnego sponsoringu” – Konrad Witek.

„U nas sport w szkole prowadzą fanatycy!…W amerykańskich uczelniach sport promują mistrzowie olimpijscy– Jacek Bierkowski.

 

„Zwróćmy uwagę na sport w szkole, ważna jest praca nad koordynacją ruchową” – Krzysztof Kowalewicz.

 

Koniec. Minęło półtorej godziny. Być może nie wszyscy chętni zabrali głos, ale  trzymamy się reguł konferencji. Półtorej godziny debaty i przerwa na kawę. Przy kawie też trwają ciekawe rozmowy. Niektórzy uczestnicy dawno się nie widzieli, poznają się na nowo. 

 

Na koniec kilka naszych spostrzeżeń:

 

1. Wydatki na sport, to jest bardzo dobra inwestycja. Absolutnie tak! Zgadzamy się, że inwestowanie w sport, to wielka korzyść społeczna.

To nie tylko satysfakcja z osiągnięć, ale to także wychowanie poprzez sport, czy też profilaktyka zdrowotna. Decydenci, póki co, szukając oszczędności budżetowych tną wydatki na sport. Jak to nazwać? 

 

2. Wybór promowanych dyscyplin sportowych! Z takim stwierdzeniem zgadzamy się tylko w przypadku, gdy wszystkie dyscypliny dostają środki, a dyscypliny promowane dostają więcej. Nie zgadzamy się, gdy część dyscyplin nie dostanie środków, bo trzeba inne promować. Być może przyszli medaliści olimpijscy mogliby wywodzić się z tych pomijanych dyscyplin. Jakiś czas temu ówczesna minister sportu Joanna Mucha, podzieliła dyscypliny sportowe na pięć koszyków.  Co koszyk to mniej pieniędzy. Nic z tego nie wyszło!

 

3. Potrzeba więcej pieniędzy na sport! To oczywiste. Jeżeli chcemy być wyżej w światowej hierarchii (a chcemy!!!), to musimy włożyć w sport więcej pieniędzy! W przygotowania do igrzysk w Paryżu Polska włożyła prawie pół miliarda złotych. I zdobyła 10 medali. Wielka Brytania włożyła trzy razy więcej i zdobyła 65 medali. Koszt medalu brytyjskiego jest ponad dwa razy niższy!

Inwestycja w sport, to dobra inwestycja.

 

4. Sponsoring – to długofalowa inwestycja. Sponsoring musi się firmie opłacać – to budowanie marki firmy. Tak, to wszystko prawda. Przypomnijmy jednak, że powszechnie znana jest zasada: Społeczna Odpowiedzialność Biznesu (Corporate Social Responsibility), w której firmy świadomie uwzględniają społeczne i środowiskowe skutki swoich działań. To coś więcej niż zarabianie pieniędzy. Firmy stosujące zasady CSR angażują się w inicjatywy, które przynoszą pozytywne efekty na zewnątrz. Wspierają projekty związane z edukacją, zdrowiem, a także ze sportem. Zyskując tym samym, zaufanie społeczne, a to niebagatelny zysk w strategii firmy.

 

5. Sport w Ministerstwie Obrony Narodowej. Nie tylko w MON, ale także w Ministerstwie Edukacji, Ministerstwie Nauki, Ministerstwie Rolnictwa, sport powinien być zauważony.  Bo rozwój polskiego sportu to zadanie nie tylko dla Ministerstwa Sportu.

6. W poprzedniej, siermiężnej epoce, był być może niedobry, ale był system finansowania sportu. I epoka i system słusznie przeszły do historii. Czas na zbudowanie strategii rozwoju polskiego sportu, bo póki co istnieje chwiejna prowizorka! 

 

Zapraszamy na Panel nr 2.

 

Jan Wieteska

   

Fot. Piotr Potapowicz/SGH