O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 20: Julka

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 20: Julka

Julia Szeremeta, 20-latka. Kto przed igrzyskami wiedział kto to jest Julia Szeremeta?  Nikomu nieznana dziewczyna z Chełma stała się światową gwiazdą boksu podczas igrzysk w Paryżu. Jej efektowny styl boksowania sprawił, że boks w jej wykonaniu to pokaz swoistej szermierki na pięści. Taniec wokół przeciwniczki, nisko opuszczone ramiona i kwiecisty uśmiech, tworzy efektowne  widowisko. Julka jest pewna siebie, wychodzi na ring, żeby wygrać. Nie chce wiedzieć z kim walczy. Jak sama mówi przyjechała na igrzyska, żeby zdobyć złoto. Przywozi do Polski medal srebrny.

 

To największy sukces polskiego boksu od czasu Wojciecha Bartnika, który zdobył brązowy medal na igrzyskach w Barcelonie w roku 1992. Julka w półfinale wygrywa z wicemistrzynią olimpijską z Tokio Panamką Petecio. Wygrywa zdecydowanie i radośnie. Aż dziw, że jeden z sędziów widział zwycięstwo po stronie Panamki. Finał to pojedynek z numerem 1 w tej wadze, Tajwanką Lin Yu-Ting. Tajwanka wyższa o 10 centymetrów, z nieprawdopodobnym zasięgiem ramion jest zdecydowaną faworytką. Rzeczywiście, dwie pierwsze rundy Tajwanka wygrywa wyraźnie. Trafia przede wszystkim prawym prostym, którym odrzuca Julką na dystans. Trzecia runda. Trener  Dydak rzuca: „wojna”. To oznacza nieustanny atak. Julka próbuje to wykonać, ale Lin jest czujna. Tajwanka wygrywa walkę. Dla Julki pozostaje srebro. Julka ma 20 lat, Lin 28. Czy spotkają się w Los Angeles? Wokół Tajwanki zrodziły się wielkie kontrowersje dotyczące jej płci. Światowa Federacja Boksu na podstawie przeprowadzonego „testu płci”, podjęła decyzje o dyskwalifikacji Lin. Jednak MKOl dopuścił Tajwankę do startu. „Urodziłam się kobietą i jestem kobietą” – to odpowiedź Lin na stawiane zarzuty. Jej wcześniejsza rywalka symbolicznie pokazała znak „X”, sugerując  zastrzeżenia co do płci Lin. Tak czy inaczej Tajwanka zdobywa olimpijskie złoto. Podczas dekoracji skrywa łzy. Julka przyznaje: „Chciałam złota ale nie udało się”. Na pytanie czy ma świadomość, że jeste inspiracją dla młodych, odpowiada: „Tak, wiem i pozdrawiam wojsko polskie”.  Czekamy na kolejne Julie w polskim boksie.

 

Janek W.

 

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W, Odcinek nr 19: Chińska dominacja

O igrzyskach w „zdaniach dwóch" opowiada Janek W, Odcinek nr 19: Chińska dominacja

Drużynowy finał tenisa stołowego mężczyzn. Hala Arena Paris Sud. Widownia, w porównaniu z innymi obiektami, niewielka. Ale tenis stołowy wymaga specyficznych warunków. Chiny kontra Szwecja. Pierwszy mecz, gra  deblowa. Ma Long i Wang Chu Qin  przeciwko Karlssonowi i Kallbergowi. Szwedzi grają nadzwyczajnie, Chińczycy lepiej. W setach 2:2. Piąty decydujący, jednak górą Chińczycy. Do gry wychodzą mistrz olimpijski Fan Zengdong i wicemistrz olimpijski Truls Moregard. Swoisty rewanż. To, że do finału olimpijskiego doszedł nie Chińczyk było już sensacją. Teraz w finale drużynowym Szwed będzie chciał pokazać, że można z Chińczykiem wygrać. Gra wspaniale, wygrywa dwa sety. Jednak Chińczyk jest lepszy. Wygrywa 3 sety.

 

W trzecim spotkaniu drugie rakiety zespołów, Wang i Karlsson. Szwed gra pięknie, obaj grają pięknie, bloki, kontry, finezyjne bekhendy i forhendy. Piłeczka leci z wielką prędkością i niesamowitą rotacją. Kilka razy grają tenis „cyrkowy”, obrony 5 metrów od stołu, ataki z wysokiej piłeczki. Jest fantastycznie.  Karlsson gra wspaniale, ale Wang lepiej! 3:2 dla Wanga. W całym meczu 3:0 dla Chin. Złoty medal w drużynowym turnieju dla Chin! I tak się gra z Chińczykami od lat. Od kiedy tenis stołowy znalazł się w programie igrzysk czyli od roku 1988, dominują w nim gracze z Chin. Od tego czasu Chińczycy zdobyli 32 medale złote, 20 srebrnych i 8 brązowych. Dlaczego Chińczycy dominują w tej dyscyplinie sportu? Ponoć to komunistyczne władze Chin w latach 50-tych XX wieku zdecydowały, że tenis stołowy zostanie sportem narodowym. Chińczycy zaczęli grać w ping ponga. Dziś w ping ponga gra 200 milionów Chińczyków. A jakie są tajniki szkolenia najlepszych? Trenują 7 godzin dziennie i co jeszcze? Taktyka, psychologia, schematy gry. Talent i praca!

 

Janek W.

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 18: W cieniu innych

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 18: W cieniu innych

Piłka nożna na igrzyskach olimpijskich, od kiedy w prowadzono limit wiekowy, nie odgrywa pierwszoplanowej roli. W czasach, kiedy w olimpijskim turnieju grały pierwsze reprezentacje,  „Orły Górskiego” wygrały finał z Węgrami. Pamiętny mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla Polski. To było w Monachium w roku 1972. W roku 1992 na igrzyskach w Barcelonie Polacy, już w składzie młodzieżowym, doszli do finału, ale w nim przegrali z Hiszpanią 3:2, po niezwykłym boju, tracąc bramkę w ostatnich minutach meczu. W Paryżu obowiązuje limit wieku do lat 23. W składzie może się znaleźć tylko trzech starszych piłkarzy. 

 

Najważniejszym wydarzeniem piłkarskim na świecie ma pozostać  turniej o mistrzostwo świata. To FIFA ustala priorytet. W Paryżu, wśród 16 reprezentacji, tylko są 4 z Europy. Ale dwie z nich dochodzą do finału. Francja i Hiszpania. Siadamy wygodnie przed telewizorem. Może będzie ciekawie. I jest ciekawie, jest niesamowicie ciekawie. Piłkarze Hiszpanii i Francji grają fantastyczny futbol, bez kunktatorstwa, bez spekulacji tak charakterystycznej dla  narodowych reprezentacji. Pełne trybuny Parc des Princes oczekują zwycięstwa gospodarzy.  Zgodnie z życzeniem, w 11 minucie bramkę strzelają Francuzi. Ale kontra Hiszpanii jest niesamowita. Lopez w 18 i 25 minucie wbija piłkę do francuskiej bramki i jest 2:1 dla Hiszpanii. W 28 minucie rzut wolny dla Hiszpanii. Baena uderza piłkę niezwykle precyzyjnie. Francuski bramkarz nawet się nie ruszył. 3 do 1. Szok na trybunach. W drugiej połowie Francuzi w ataku. Nieskutecznie. Jedenaście minut do końca, w podbramkowym zamieszaniu pada gol dla Francji! Oba zespoły dają pokaz futbolu ofensywnego. Jak najszybciej do przodu. Doliczony czas gry. Pole karne Hiszpanów. Obrońca łapie rywala w pół. Karny. Mateta pewnie strzela i jest 3:3. Dogrywka. A w dogrywce wielkim piłkarzem okazał się rezerwowy Camello. Dwa jego fantazyjne gole, strzelone podcinką i lobem dały Hiszpanii złote olimpijskie medale. 5:3 dla Hiszpanii, co za wynik! Piłka nożna pozostanie na igrzyskach w cieniu innych, ale  może być piękna! Finał był wielkim widowiskiem.

 

Janek W. 

                    

 

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 17: Boks olimpijski

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 17: Boks olimpijski

W finałowej walce olimpijskiego turnieju bokserskiego w najlżejszej wadze spotykają się dobrze sobie znani rywale: Uzbek Hasanboy Dusmatow i Francuz algierskiego pochodzenia, Billal Bennama. Rok temu na zbojkotowanych przez pół bokserskiego świata mistrzostwach świata w Taszkiencie wygrał Uzbek. Teraz walczą o olimpijskie złoto. Dusmatow atakuje, Bennama świetnie kontruje. Piękna technicznie walka. Klasyczny pokaz boksu. Sierpowe Uzbeka i ciosy proste Francuza. Jak żywo przypomina nam się dawna polska szkoła boksu, w której uczył Feliks „Papa” Stamm, polski trener wychodzący ponad swoją epokę. To jego wychowankiem w tej kategorii wagowej był Henryk Kukier, zwany „maszynką do bicia”, mistrz Europy z pamiętnych mistrzostw w Warszawie w roku 1953. W Paryżu wygrywa Hasanboy Dusmatow.

 

To już trzeci złoty medal dla Uzbekistanu na tym turnieju. Uzbekistan wyrasta na bokserską potęgę. Uzbek jest już bokserem zawodowym, stoczył sześć walk, wszystkie wygrał, w tym pięć przed czasem. To nie przeszkadza mu startować w turnieju olimpijskim. Od pewnego czasu używane jest dwojakie nazewnictwo: boks olimpijski i boks zawodowy. Zapewne chodzi o docenienie tego, co dzieje się w boksie na igrzyskach olimpijskich. I słusznie. Przecież najwięksi bokserzy boksu zawodowego najpierw zdobywali medale olimpijskie. Cassius Clay czyli Mohammed Ali, George Foreman, Joe Frazier, Lennox Lewis, Władymir Kliczko, Aleksander Powietkin czy Wasyl Łomaczenko. Oni wszyscy byli mistrzami olimpijskimi. Finały turnieju bokserskiego na igrzyskach to duże wydarzenie, a dla koneserów boksu prawdziwa uczta. Gospodarze postanowili rozgrywać walki finałowe w poszczególnych kategoriach wagowych, w różnych dniach. Miało być atrakcyjnie, a jest mniej emocjonalnie. Czekamy na polskich pięściarzy w turnieju olimpijskim, może w Los Angeles.

 

Janek W.

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 16: Pakistan, Indie, Grenada

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 16: Pakistan, Indie, Grenada

Jaka to dyscyplina sportu, jaka konkurencja, w której medale rozdzielili między sobą zawodnicy z Pakistanu, Indii i Grenady? Pakistańczyk Arshad Nadeem rzuca 92,97 m, Hindus Neeraj Chopra osiąga 89,48, a Anderson Peters z Grenady 88,54. Jaka to konkurencja? To oczywiście rzut oszczepem. Olimpijski konkurs w rzucie oszczepem stał na niebotycznym poziomie. Nadeem  bije rekord olimpijski o prawie 2,5 metra i nie daje szans swoim rywalom. Kraje wymienione w tytule sprawiają wrażenie sportowo egzotycznych. Ale to tylko pozory.

 

Medaliści to wybitni specjaliści w tej konkurencji Nadeem to aktualny wicemistrz świata, Chopra mistrz olimpijski z igrzysk w Tokio, Peters dwukrotny mistrz świata. Żeby dopełnić informację o pozornej egzotyce dopowiedzmy, że na piątym miejscu znalazł się Julius Yego z Kenii, wicemistrz olimpijski z Rio de Janeiro, a na miejscu siódmym złoty medalista z igrzysk w Londynie, reprezentant Trynidadu Tobago Keshorn Walcott. Wyborowa stawka.  Ale dawniej bywało inaczej. Najwięcej tytułów mistrzów olimpijskich, siedem zdobyli oszczepnicy z Finlandii. Rekord świata należy do Czecha Jana Żeleznego i wynosi 98,48 m.  Żelezny był w Paryżu i oglądał zawody. Pewnie z łezką w oku, wspominając swoje występy. Może czekał na pobicie swojego, 26-letniego rekordu? To jest rekord kosmiczny, czego trzeba aby rzucić dalej? W historii tej konkurencji jest polski zapis. Janusz Sidło w latach 50-tych ubiegłego wieku był królem światowego oszczepu. Na igrzyskach w Melbourne, w roku 1956 Sidło prowadził do ostatniej kolejki. Ale atomowy rzut Norwega Danielsena odebrał mu złoto. Ponoć Norweg, do ostatniego rzutu, pożyczył oszczep od Janusza Sidły, ale to tylko legenda. W roku 1960, w Rzymie Sidło uzyskał w eliminacjach 85,14 i ten wynik dałby mu olimpijskie złoto. Jednak przed konkursem, na rozgrzewce o mały włos nie został przypadkowo trafiony oszczepem wyrzuconym przez któregoś z zawodników. W konkursie  był dopiero ósmy. Pech? Od Paryża królem oszczepu jest Arshad Nadeem!

 

Janek W.

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 15 „Spider- Women”

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 15 „Spider- Women”

„Ja zrobię z ciebie mistrzynię” „a ja  z ciebie trenera”.  Tak jakiś czas temu przekomarzali  się Aleksandra Mirosław i jej mąż a zarazem trener  Mateusz.  Aleksandra stała się jedną     z najlepszych zawodniczek we wspinaczce sportowej, a dokładnie w wspinaczce szybkościowej. W roku 2019 wygrywa mistrzostwa świata i od tego czasu  jest w czołówce światowej. Ale w Polsce ma niemal równorzędne rywalki. To siostry Aleksandra i Natalia Kałuckie. Na igrzyska mogły pojechać dwie Polki. Pojechały dwie Aleksandry.  Polki uzyskiwały przed igrzyskami znakomite wyniki. Liczyliśmy na medale.  Konkurencja polega na tym, aby jak najszybciej wspiąć się na 15 – metrową ściankę po wyznaczonej trasie. Polki pomknęły w górę jak tatrzańskie kozice. Nie , kozice robią to znacznie wolniej. To były super spiderwomenki. Aleksandra Mirosław nie miała sobie równych.  Niemal w każdym biegu bije rekord świata.   15 metrów w 6.06 sekundy! W biegu finałowym wygrywa z Chinką o 0.08 sekundy. Niewiele. Ruch ręki. Ale w świat idzie  informacja: Polka Aleksandra Mirosław jest pierwszą mistrzynią olimpijską we wspinaczce na czas.   Aleksandra Kałucka wygrywa bieg o medal brązowy. Mamy dwa medale. A rywalizację ogląda kilkutysięczna widownia. Jest wrzawa, brawa i emocje.                                    

 

Wspinaczka sportowa robi na świecie furorę.  Coś w tym jest, że  ludzie kochają się wspinać.  Wspinaczka sportowa została wpisana przez MKOl, jako dyscyplina sportowa,dopiero w roku 2010. Już w 2021 w Tokio zadebiutowała na igrzyskach. W Tokio rozegrano jednak swoisty wielobój wspinaczkowy, złożony z trzech rodzajów wspinaczki: boulderingu, prowadzenia  i wspinaczki na czas. Taki układ nie dawał szans Oli w  walce     o medale. W Paryżu wspinaczka na czas stała się samodzielną konkurencją. Polki wspaniale wykorzystały stworzoną szansę.  

 

Janek W.

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 14 „Cud”

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 14 „Cud”

Tie break meczu Polska – USA. Prowadzimy 14:10. Jeden punkt od finału, jeden punkt od szczęścia!   Ale Leon myli się dwa razy. 14:13. Przerwa. Po przerwie Leon dostaje trzecią szansę. Uderza w blok Amerykanów. Piłka zatacza wielki luk i wychodzi daleko w aut. Łuk Triumfalny! Jesteśmy w finale igrzysk olimpijskich- krzyczy komentator. Pół Polski wpada w euforię. Pół? Cała Polska wpada w euforię.   Wygraliśmy przegrany mecz.  Tak było, bo w połowie czwartego seta przegrywaliśmy wyraźnie. 2do 1 w setach i 4 punkty przewagi dla Amerykanów. Pół Polski wpadło w przerażenie. Pół? Cała Polska wpadła w przerażenie.

 

Wcześniej zderzenie Zatorskiego z Januszem. Zatorski długo leży na parkiecie. Janusz już nie wraca na boisko. Po meczu trener Grbić powie o tym momencie  „Wygramy tym co mamy”. Już Semeniuk miał się szykować do gry na pozycji libero. Jednak Zatorski wraca, gra „jedna ręką”. Cierpimy  razem z naszymi siatkarzami. Kurek kolejny raz jest wyblokowany. Dlaczego?   I nagle staje się cud. Dochodzimy , już pewnych swego, Amerykanów. Remis 20:20! Wygrywamy seta. To się nie mogło zdarzyć.  Telewizyjna kamera zagląda w oczy Andersona. Szukamy w nich strachu, zadziwienia. Co ci Polacy grają, co się dzieje?! Byliśmy w sytuacji bez wyjścia, jak powiedział Grbić w sytuacji „lost” ale zdarzył się cud! Ignaczak, świetny przed laty libero, komentuje „To jeden z najlepszych meczów w historii”.  W tiebreaku królowaliśmy. Kochanowski i Huber biją ze środka jak z katapulty, Świetnie broni Fornal. Kurek wreszcie uderza tak jak powinien.  Końcówka to horror. Nerwy kibiców wystawione na ciężką próbę. Od euforii do dramatu, od złości do entuzjazmu. Ale … jesteśmy w finale olimpijskiego turnieju siatkówki  na igrzyskach w Paryżu. Panowie jesteście wielcy!  Czekaliśmy na to 48 lat.

Janek W.

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 13: Ach dziewczyny, dziewczyny

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 13: Ach dziewczyny, dziewczyny

Polskie siatkarki rozbudziły wielkie apetyty. Od roku grają świetnie. Fantastyczny turniej kwalifikacyjny rok temu, w Łodzi. Piękna gra w Lidze Narodów. Czekaliśmy na igrzyska. Mecz z Japonkami, pełen emocji i zwrotów zakończony dwoma cudownymi zagraniami Martyny Czyrniańskiej, dał nam pierwsze zwycięstwo. Później mecz bez historii z Kenią. Przychodzi najważniejszy sprawdzian: Brazylia i USA. Niestety, nasze przeciwniczki obnażyły wszystkie słabości naszego zespołu. Jeszcze drugi set z Brazylią dawał szansę. Jeden set a grają jakby dwa. Przewagi, równowagi, setbole dla obu stron. Jednak 38:36 dla Brazylijek. Taki wynik nadwyrężył psychikę naszych dziewczyn. Trzeci set przegrywają do 14. „Nie było mnie w tym meczu – mówi Magdalena Stysiak – przepraszam całą drużynę i kibiców”. W meczu z Amerykankami Stysiak tym bardziej nie było. Lavarini zdejmuje ją z boiska, wchodzi Smarzek. Ataki Stysiak stały się przewidywalne. Amerykanki grały wyblokiem, świetnie się ustawiały w obronie, odczytując z łatwością kierunek ataku Magdy.  20 procentowa skuteczność ataku jest zawstydzająca. Brak pierwszego ataku powodował skuteczne kontry amerykańskich siatkarek. Próby kiwania pozostawały tylko próbami.  Seriami traciliśmy punkty. Polski zespół długimi momentami grał niemal amatorską siatkówkę. Jedyna polska siatkarka grająca na dobrym poziomie to Agnieszka Korneluk, która wie na czym polega gra środkowej. Dwa słabe mecze popsuły nieco wizerunek polskiej kobiecej siatkówki. Ach dziewczyny, dziewczyny! Ale… jesteśmy w ósemce najlepszych zespołów świata. Jeszcze będziemy walczyć o olimpijskie medale tyle, że już bez Joanny Wołosz. Asia oficjalnie ogłosiła zakończenie reprezentacyjnej kariery.

 

Stefano Lavarini, trenerze, wciąż wierzymy w Pana. 

 

Janek W. 

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 12: Pięć centymetrów od szczęścia

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 12: Pięć centymetrów od szczęścia

Anita Włodarczyk, w najlepszym rzucie, w finale olimpijskiego konkursu rzutu młotem w Paryżu osiąga 74,23 m. Najlepszy wynik w sezonie. Chinka Zhao rzuca 74,27 i zdobywa brązowy medal. Pięć centymetrów dalej i Anita byłaby w „siódmym niebie”, a cała Polska razem z nią. Czwarte miejsce na koniec olimpijskich startów, to swoista klamra. Kiedy zaczynała w Pekinie, w roku 2008 też była czwarta. W kolejnych igrzyska już była złota. W 2012 roku, w Londynie rzuca młot na odległość 77,60 i w konkursie jest druga. Ale okazuje się, że Tatiana Łysenko jest naszprycowana niedozwolonymi środkami. Dyskwalifikacja Rosjanki daje Anicie złoty medal. W 2016 roku, w dalekiej Brazylii Włodarczyk daje popis swojej siły i umiejętności. Jest w szczytowej formie. Bije rekord świata wynikiem 82,29 m. A miesiąc później na Memoriale Skolimowskiej, na Stadionie Narodowym poprawia rekord na 82,98 m! Byliśmy tam, widzieliśmy ten rzut na własne oczy. Kolejne igrzyska w Tokio i kolejny złoty medal. Młot ląduje na 78,48.  Trzy złote medale olimpijskie na trzech kolejnych igrzyskach. Niekwestionowana królowa światowego młota. Teraz, w Paryżu ociera się o brąz. Jaka szkoda, zabrakło pięć centymetrów!

 

Wpatrzeni w ekran telewizyjny dmuchaliśmy, popychaliśmy  ten młot, niech leci jeszcze trochę. Nie pomogło. 5 cm. Pech. Pech Polki, szczęście Chinki. Ach ten sport! „Kariery nie kończę, za rok chcę wystartować na mistrzostwach świata w Tokio, mam tam wielu przyjaciół. Nie wiem czy dotrwam do Los Angeles, to cztery lata, Chyba nie”.  Anita dała polskiemu sportowi wielkie chwile, była znakomitą ambasadorką naszego kraju na świecie. Była? Jest dalej! Anita Włodarczyk 8 sierpnia ma urodziny. Czy 39 lat to dla niej  dużo?

 

Janek W.

Zmarł Waldemar Marszałek. Motorowodniak, multimedalista, wybitny sportowiec, prawy człowiek

Zmarł Waldemar Marszałek - motorowodniak, multimedalista, wybitny sportowiec, prawy człowiek

6 sierpnia 2024 r. w wieku 82 lat zmarł Waldemar Marszałek. To jeden z najbardziej utytułowanych polskich sportowców w historii, najwybitniejszy polski motorowodniak. Urodził się 13 kwietnia 1942 roku w Warszawie.

 

Waldemar Marszałek zdobył sześć tytułów mistrza świata w latach 1979, 1980, 1981, 1983, 1989 i 1993 oraz czterokrotnie zostawał Mistrzem Europy w sportach motorowodnych w latach 1981, 1990, 1993 i 1996. Ponadto siedemnaście razy kończył mistrzostwa świat i Europy jako drugi lub trzeci zawodnik. Po raz ostatni został Mistrzem Świata w wieku 51 lat. W 1989 zdobył Wielką Nagrodę Europy, a w 1990 Puchar Świata. Zdobywał także kilkakrotnie Grand Prix Niemiec i Wielkiej Brytanii. Czterdzieści razy był Mistrzem Polski. Startował zawsze z numerem 11.

 

W czasie swojej zawodniczej kariery wielokrotnie ulegał ciężkim wypadkom, w tym przeżył śmierć kliniczną po bardzo groźnym wypadku, podczas zawodów pod Berlinem na jeziorze Gatow w 1982 r.

 

Przez cztery kadencje nieprzerwanie był radnym m.st. Warszawy od 2002 r. do 2018 r. Odznaczony m.in. Krzyżem Komandorskim, Krzyżem OficerskimKrzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a także Złotym Medalem Światowej Federacji Motorowodnej (UIM). Laureat plebiscytu na „Najlepszego sportowca 40-lecia PRL”.

 

Ojciec Bartłomieja i zmarłego już Bernarda, także motorowodniaków.

 

Waldemar Marszałek był i zostanie legendą polskiego sportu.

 

Fot. Wikipedia.pl

O igrzyskach w „zdaniach dwóch”opowiada Janek W. Odcinek nr 11 „ Uliczna koszykówka”

O igrzyskach w „zdaniach dwóch”opowiada Janek W. Odcinek nr 11 „ Uliczna koszykówka”

Koszykówka 3×3. Odmiana klasycznej gry. Zaczęło się od grania na ulicach, placykach, podwórkach. W grze 3 x 3  gramy na jeden kosz, zespól liczy czterech koszykarzy ale na boisku jest trzech. Gramy szybko, akcja nie może trwać dlużej niż 12 sekund.  Celny rzut to 1 punkt, rzut zza linii 6,25 to 2 punkty. Gramy 10 minut lub do 21 punktów.  W olimpijskim turnieju tylko 8 zespołów. Polska wygrywa dwa mecze, 5 przegrywa i zajmuje 6 miejsce. Finał  to mecz Francuzów z Holendrami.  Holandia, kraj bez żadnych tradycji w klasycznej koszykówce 5 x 5. Ale koszykówka 3 x 3 to co innego. Decyduje spryt, zwinność, szybkość podejmowania decyzji. Sędziowie częściej gwiżdżą proste błędy. Faule mają  duże znaczenie,  po 6 faulach przeciwnik ma dwa rzuty wolne , po 9 dwa rzuty i posiadanie piłki.   Trzeba umieć grać taktycznie.

 

Holendrzy prowadzą, ale w końcówce to Francuzi prowadzą 16:15.  Kilka sekund  do końca, jest remis. Dogrywka , do dwóch punktów. Francja rzuca punkt i prowadzi. Ale losy meczu rozstrzyga rzut de Jonga, z dystansu,  za 2 punkty. 18: 17 wygrywa Holandia.  A Worthy de Jong staje się bohaterem narodowym Holandii.  Najlepszy koszykarz turnieju daje Holandii zloty, olimpijski medal.  Zadziwiająca historia.  Wygrywa kraj, w którym nie ma koszykówki.  Za to USA, kraj z wielką ligą NBA,  przysyła ekipę, która odpada w eliminacjach. Amerykanie, mogliby przysłać kilkadziesiąt ekip, które pokazałyby piękną koszykówkę, przysyłają team prawdziwie   podwórkowy.  Polacy grają przeciętnie, przegrywają końcówki. Michał  Sokołowski, reprezentant Polski w koszykówce 5×5 miał być wzmocnieniem ekipy. Niestety jest jej osłabieniem. Sokołowski nie dostosował się do wymogów koszykówki 3×3.  Lider polskiej drużyny Przemysław Zamojski nie wystarczył.  Ale koszykówka 3×3 robi furorę. Warto w nią inwestować. 

 

Janek W. 

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 10 „Człowiek z innej planety”​

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 10  „Człowiek z innej planety”

Jest późny wieczór, poniedziałek 5 sierpnia. Stade de France wypełniony po brzegi.  Nikt nie wychodzi. Cisza. Na arenie jeden wielki bohater. Armand Duplantis. On , poprzeczka na wysokości 6.25 i 80 tysięcy ludzi!  6.25  atak na rekord świata. Skok   o tyczce miał w minionej epoce swoich dawnych bohaterów.   Siergiej Bubka z rekordem 6.15 , czy Renaud Lavillenie z rekordem 6.16. Teraz od kilku lat króluje Armand Duplantis, szwedzki czarodziej tyczki. Duplantis zaczyna skoki , kiedy jego rywale kończą. Grek Karalis skacze 5.90 Amerykanin Kendricks  5.95.  Armad skacze 6 metrów , potem szybko 6.10 bijąc rekord olimpijski.   Wszystko czyściutko, lekko, z wielkim zapasem. Frunie jak ptak, z uśmiechem i nadzwyczajną swobodą. Wszystko płynnie  i w  absolutnej rytmice. Olimpijski stadion spowity ciepłym światłem skierowanym na jednego sportowca. Poprzeczka wisi na wysokości 6.25. Pierwsza próba  nieudana, poprzeczka spada. Sędziowie dają Armandowi 6 minut. Czeka , rozmawia z Grekiem, z Amerykaninem. Oni życzą mu rekordu. Już przed konkursem rywale wiedzieli, że mogą walczyć tylko o srebro.   Wszyscy życzą mu rekordu. 

 

Stadion czeka na wielkie wydarzenie, na rekord świata . Druga próba nieudana.  Pozostał ostatni skok. Kiedyś  poeta  Kazimierz Wierzyński  tak pisał o pięknie skoku o tyczce „ Zatrzymajcie go w locie, niech w górze zastygnie, niech w tył odrzuci tyczkę, niepotrzebną dźwignię, niech tak trwa , niech tak wisi, owinięty chmurą, rozpylony w powietrzu, leciutki jak pióro”. Coś jest poetyckiego, romantycznego    w tym olimpijskim obrazie, zatrzymanym w naszym patrzeniu na tyczkarza, który porywa się na wyczyn  z innego wymiaru.  Wreszcie rusza, idzie w górę i jest, jest, przechodzi nad poprzeczką. Jest rekord świata.  Wybuch owacji. Dopełnił się show.  Dziewiąty rekord świata Armanda Duplantisa, człowieka z innej planety.  Rekord     w olimpijskim konkursie. Wielkie sportowe wydarzenie.  Gdzie leży kres ludzkich możliwości? Jakie wysokości pokona jeszcze Armand Duplantis?

 

Janek W.