Lodowy stadion łyżwiarstwa szybkiego wypełniony po brzegi, głównie kibicami w pomarańczowych strojach. To Holendrzy, którzy gromadnie przyjechali wspierać swoich łyżwiarzy. Wszak Holandia od lat jest światową potęgą w tej dyscyplinie sportu. Dystans 1000 metrów. Na starcie trzech Polaków: Marek Kania, Piotr Michalski i Damian Żurek. Żurek – to on w ostatnich startach w Pucharze Świata był na medalowych pozycjach. Rywale, to bardzo mocni Holendrzy, Amerykanin Stolz i kilku innych. Zaczynamy. 15 par, 30 zawodników. Marek Kania pechowo potyka się na końcówce. Piotrowi Michalskiemu rywal nie ustępuje pierwszeństwa i nici z dobrego wyniku! Żurek jedzie w ostatniej parze.
Jednak wcześniej dzieją się rzeczy wielkie. Holender Wennemars jedzie fantastycznie, ale jadący z nim Chińczyk zajeżdża mu drogę. Holender niemal wpada na plecy rywala, zwalnia. Traci czas. Później w powtórzonym biegu nie dał już rady. W przedostatniej parze startują tuzy tego dystansu, wielcy faworyci – Jordan Stolz i kolejny Holender, Jenning De Boo. Jadą wyścig życia. Złoto i srebro zapewne dla nich. W innej parze świetnie pojechał Chińczyk Ning, uzyskując trzeci czas.
Ostatnia para, to Damian Żurek i Estończyk, jak on się nazywa? Nie ważne. Żurek zostawia rywala na dystansie. Świetny czas otwarcia. Pierwsze koło rewelacyjnie, Damian jedzie po medal! Ale końcówka jest trochę wolniejsza. Jest kreska mety. Czas 1,07,41. O 7 setnych sekundy za Chińczykiem. Damian jest czwarty. Do medalu zabrakło 0,07 sekundy. Niemożliwe, nieszczęśliwe, pechowe i jakie tam jeszcze, żeby wyrazić nasz żal. Przypomina nam się złoty medal Zbigniewa Bródki w 2014 roku na igrzyskach w Soczi. Wtedy Polak wygrał o 3 tysięczne sekundy. Miał szczęście. Dziś Damian miał pecha. Po biegu powiedział: „Jestem zadowolony, biorę to na klatę, jestem dumny”.
Ok, niech tak będzie… ale jednak 0,07 sekundy do szczęścia!
Złoto dla Amerykanina Stolza, srebro dla Holendra De Boo!
Janek W.





