O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 17: Boks olimpijski

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 17: Boks olimpijski

W finałowej walce olimpijskiego turnieju bokserskiego w najlżejszej wadze spotykają się dobrze sobie znani rywale: Uzbek Hasanboy Dusmatow i Francuz algierskiego pochodzenia, Billal Bennama. Rok temu na zbojkotowanych przez pół bokserskiego świata mistrzostwach świata w Taszkiencie wygrał Uzbek. Teraz walczą o olimpijskie złoto. Dusmatow atakuje, Bennama świetnie kontruje. Piękna technicznie walka. Klasyczny pokaz boksu. Sierpowe Uzbeka i ciosy proste Francuza. Jak żywo przypomina nam się dawna polska szkoła boksu, w której uczył Feliks „Papa” Stamm, polski trener wychodzący ponad swoją epokę. To jego wychowankiem w tej kategorii wagowej był Henryk Kukier, zwany „maszynką do bicia”, mistrz Europy z pamiętnych mistrzostw w Warszawie w roku 1953. W Paryżu wygrywa Hasanboy Dusmatow.

 

To już trzeci złoty medal dla Uzbekistanu na tym turnieju. Uzbekistan wyrasta na bokserską potęgę. Uzbek jest już bokserem zawodowym, stoczył sześć walk, wszystkie wygrał, w tym pięć przed czasem. To nie przeszkadza mu startować w turnieju olimpijskim. Od pewnego czasu używane jest dwojakie nazewnictwo: boks olimpijski i boks zawodowy. Zapewne chodzi o docenienie tego, co dzieje się w boksie na igrzyskach olimpijskich. I słusznie. Przecież najwięksi bokserzy boksu zawodowego najpierw zdobywali medale olimpijskie. Cassius Clay czyli Mohammed Ali, George Foreman, Joe Frazier, Lennox Lewis, Władymir Kliczko, Aleksander Powietkin czy Wasyl Łomaczenko. Oni wszyscy byli mistrzami olimpijskimi. Finały turnieju bokserskiego na igrzyskach to duże wydarzenie, a dla koneserów boksu prawdziwa uczta. Gospodarze postanowili rozgrywać walki finałowe w poszczególnych kategoriach wagowych, w różnych dniach. Miało być atrakcyjnie, a jest mniej emocjonalnie. Czekamy na polskich pięściarzy w turnieju olimpijskim, może w Los Angeles.

 

Janek W.

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 16: Pakistan, Indie, Grenada

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 16: Pakistan, Indie, Grenada

Jaka to dyscyplina sportu, jaka konkurencja, w której medale rozdzielili między sobą zawodnicy z Pakistanu, Indii i Grenady? Pakistańczyk Arshad Nadeem rzuca 92,97 m, Hindus Neeraj Chopra osiąga 89,48, a Anderson Peters z Grenady 88,54. Jaka to konkurencja? To oczywiście rzut oszczepem. Olimpijski konkurs w rzucie oszczepem stał na niebotycznym poziomie. Nadeem  bije rekord olimpijski o prawie 2,5 metra i nie daje szans swoim rywalom. Kraje wymienione w tytule sprawiają wrażenie sportowo egzotycznych. Ale to tylko pozory.

 

Medaliści to wybitni specjaliści w tej konkurencji Nadeem to aktualny wicemistrz świata, Chopra mistrz olimpijski z igrzysk w Tokio, Peters dwukrotny mistrz świata. Żeby dopełnić informację o pozornej egzotyce dopowiedzmy, że na piątym miejscu znalazł się Julius Yego z Kenii, wicemistrz olimpijski z Rio de Janeiro, a na miejscu siódmym złoty medalista z igrzysk w Londynie, reprezentant Trynidadu Tobago Keshorn Walcott. Wyborowa stawka.  Ale dawniej bywało inaczej. Najwięcej tytułów mistrzów olimpijskich, siedem zdobyli oszczepnicy z Finlandii. Rekord świata należy do Czecha Jana Żeleznego i wynosi 98,48 m.  Żelezny był w Paryżu i oglądał zawody. Pewnie z łezką w oku, wspominając swoje występy. Może czekał na pobicie swojego, 26-letniego rekordu? To jest rekord kosmiczny, czego trzeba aby rzucić dalej? W historii tej konkurencji jest polski zapis. Janusz Sidło w latach 50-tych ubiegłego wieku był królem światowego oszczepu. Na igrzyskach w Melbourne, w roku 1956 Sidło prowadził do ostatniej kolejki. Ale atomowy rzut Norwega Danielsena odebrał mu złoto. Ponoć Norweg, do ostatniego rzutu, pożyczył oszczep od Janusza Sidły, ale to tylko legenda. W roku 1960, w Rzymie Sidło uzyskał w eliminacjach 85,14 i ten wynik dałby mu olimpijskie złoto. Jednak przed konkursem, na rozgrzewce o mały włos nie został przypadkowo trafiony oszczepem wyrzuconym przez któregoś z zawodników. W konkursie  był dopiero ósmy. Pech? Od Paryża królem oszczepu jest Arshad Nadeem!

 

Janek W.

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 15 „Spider- Women”

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 15 „Spider- Women”

„Ja zrobię z ciebie mistrzynię” „a ja  z ciebie trenera”.  Tak jakiś czas temu przekomarzali  się Aleksandra Mirosław i jej mąż a zarazem trener  Mateusz.  Aleksandra stała się jedną     z najlepszych zawodniczek we wspinaczce sportowej, a dokładnie w wspinaczce szybkościowej. W roku 2019 wygrywa mistrzostwa świata i od tego czasu  jest w czołówce światowej. Ale w Polsce ma niemal równorzędne rywalki. To siostry Aleksandra i Natalia Kałuckie. Na igrzyska mogły pojechać dwie Polki. Pojechały dwie Aleksandry.  Polki uzyskiwały przed igrzyskami znakomite wyniki. Liczyliśmy na medale.  Konkurencja polega na tym, aby jak najszybciej wspiąć się na 15 – metrową ściankę po wyznaczonej trasie. Polki pomknęły w górę jak tatrzańskie kozice. Nie , kozice robią to znacznie wolniej. To były super spiderwomenki. Aleksandra Mirosław nie miała sobie równych.  Niemal w każdym biegu bije rekord świata.   15 metrów w 6.06 sekundy! W biegu finałowym wygrywa z Chinką o 0.08 sekundy. Niewiele. Ruch ręki. Ale w świat idzie  informacja: Polka Aleksandra Mirosław jest pierwszą mistrzynią olimpijską we wspinaczce na czas.   Aleksandra Kałucka wygrywa bieg o medal brązowy. Mamy dwa medale. A rywalizację ogląda kilkutysięczna widownia. Jest wrzawa, brawa i emocje.                                    

 

Wspinaczka sportowa robi na świecie furorę.  Coś w tym jest, że  ludzie kochają się wspinać.  Wspinaczka sportowa została wpisana przez MKOl, jako dyscyplina sportowa,dopiero w roku 2010. Już w 2021 w Tokio zadebiutowała na igrzyskach. W Tokio rozegrano jednak swoisty wielobój wspinaczkowy, złożony z trzech rodzajów wspinaczki: boulderingu, prowadzenia  i wspinaczki na czas. Taki układ nie dawał szans Oli w  walce     o medale. W Paryżu wspinaczka na czas stała się samodzielną konkurencją. Polki wspaniale wykorzystały stworzoną szansę.  

 

Janek W.

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 14 „Cud”

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 14 „Cud”

Tie break meczu Polska – USA. Prowadzimy 14:10. Jeden punkt od finału, jeden punkt od szczęścia!   Ale Leon myli się dwa razy. 14:13. Przerwa. Po przerwie Leon dostaje trzecią szansę. Uderza w blok Amerykanów. Piłka zatacza wielki luk i wychodzi daleko w aut. Łuk Triumfalny! Jesteśmy w finale igrzysk olimpijskich- krzyczy komentator. Pół Polski wpada w euforię. Pół? Cała Polska wpada w euforię.   Wygraliśmy przegrany mecz.  Tak było, bo w połowie czwartego seta przegrywaliśmy wyraźnie. 2do 1 w setach i 4 punkty przewagi dla Amerykanów. Pół Polski wpadło w przerażenie. Pół? Cała Polska wpadła w przerażenie.

 

Wcześniej zderzenie Zatorskiego z Januszem. Zatorski długo leży na parkiecie. Janusz już nie wraca na boisko. Po meczu trener Grbić powie o tym momencie  „Wygramy tym co mamy”. Już Semeniuk miał się szykować do gry na pozycji libero. Jednak Zatorski wraca, gra „jedna ręką”. Cierpimy  razem z naszymi siatkarzami. Kurek kolejny raz jest wyblokowany. Dlaczego?   I nagle staje się cud. Dochodzimy , już pewnych swego, Amerykanów. Remis 20:20! Wygrywamy seta. To się nie mogło zdarzyć.  Telewizyjna kamera zagląda w oczy Andersona. Szukamy w nich strachu, zadziwienia. Co ci Polacy grają, co się dzieje?! Byliśmy w sytuacji bez wyjścia, jak powiedział Grbić w sytuacji „lost” ale zdarzył się cud! Ignaczak, świetny przed laty libero, komentuje „To jeden z najlepszych meczów w historii”.  W tiebreaku królowaliśmy. Kochanowski i Huber biją ze środka jak z katapulty, Świetnie broni Fornal. Kurek wreszcie uderza tak jak powinien.  Końcówka to horror. Nerwy kibiców wystawione na ciężką próbę. Od euforii do dramatu, od złości do entuzjazmu. Ale … jesteśmy w finale olimpijskiego turnieju siatkówki  na igrzyskach w Paryżu. Panowie jesteście wielcy!  Czekaliśmy na to 48 lat.

Janek W.

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 13: Ach dziewczyny, dziewczyny

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 13: Ach dziewczyny, dziewczyny

Polskie siatkarki rozbudziły wielkie apetyty. Od roku grają świetnie. Fantastyczny turniej kwalifikacyjny rok temu, w Łodzi. Piękna gra w Lidze Narodów. Czekaliśmy na igrzyska. Mecz z Japonkami, pełen emocji i zwrotów zakończony dwoma cudownymi zagraniami Martyny Czyrniańskiej, dał nam pierwsze zwycięstwo. Później mecz bez historii z Kenią. Przychodzi najważniejszy sprawdzian: Brazylia i USA. Niestety, nasze przeciwniczki obnażyły wszystkie słabości naszego zespołu. Jeszcze drugi set z Brazylią dawał szansę. Jeden set a grają jakby dwa. Przewagi, równowagi, setbole dla obu stron. Jednak 38:36 dla Brazylijek. Taki wynik nadwyrężył psychikę naszych dziewczyn. Trzeci set przegrywają do 14. „Nie było mnie w tym meczu – mówi Magdalena Stysiak – przepraszam całą drużynę i kibiców”. W meczu z Amerykankami Stysiak tym bardziej nie było. Lavarini zdejmuje ją z boiska, wchodzi Smarzek. Ataki Stysiak stały się przewidywalne. Amerykanki grały wyblokiem, świetnie się ustawiały w obronie, odczytując z łatwością kierunek ataku Magdy.  20 procentowa skuteczność ataku jest zawstydzająca. Brak pierwszego ataku powodował skuteczne kontry amerykańskich siatkarek. Próby kiwania pozostawały tylko próbami.  Seriami traciliśmy punkty. Polski zespół długimi momentami grał niemal amatorską siatkówkę. Jedyna polska siatkarka grająca na dobrym poziomie to Agnieszka Korneluk, która wie na czym polega gra środkowej. Dwa słabe mecze popsuły nieco wizerunek polskiej kobiecej siatkówki. Ach dziewczyny, dziewczyny! Ale… jesteśmy w ósemce najlepszych zespołów świata. Jeszcze będziemy walczyć o olimpijskie medale tyle, że już bez Joanny Wołosz. Asia oficjalnie ogłosiła zakończenie reprezentacyjnej kariery.

 

Stefano Lavarini, trenerze, wciąż wierzymy w Pana. 

 

Janek W. 

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 12: Pięć centymetrów od szczęścia

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 12: Pięć centymetrów od szczęścia

Anita Włodarczyk, w najlepszym rzucie, w finale olimpijskiego konkursu rzutu młotem w Paryżu osiąga 74,23 m. Najlepszy wynik w sezonie. Chinka Zhao rzuca 74,27 i zdobywa brązowy medal. Pięć centymetrów dalej i Anita byłaby w „siódmym niebie”, a cała Polska razem z nią. Czwarte miejsce na koniec olimpijskich startów, to swoista klamra. Kiedy zaczynała w Pekinie, w roku 2008 też była czwarta. W kolejnych igrzyska już była złota. W 2012 roku, w Londynie rzuca młot na odległość 77,60 i w konkursie jest druga. Ale okazuje się, że Tatiana Łysenko jest naszprycowana niedozwolonymi środkami. Dyskwalifikacja Rosjanki daje Anicie złoty medal. W 2016 roku, w dalekiej Brazylii Włodarczyk daje popis swojej siły i umiejętności. Jest w szczytowej formie. Bije rekord świata wynikiem 82,29 m. A miesiąc później na Memoriale Skolimowskiej, na Stadionie Narodowym poprawia rekord na 82,98 m! Byliśmy tam, widzieliśmy ten rzut na własne oczy. Kolejne igrzyska w Tokio i kolejny złoty medal. Młot ląduje na 78,48.  Trzy złote medale olimpijskie na trzech kolejnych igrzyskach. Niekwestionowana królowa światowego młota. Teraz, w Paryżu ociera się o brąz. Jaka szkoda, zabrakło pięć centymetrów!

 

Wpatrzeni w ekran telewizyjny dmuchaliśmy, popychaliśmy  ten młot, niech leci jeszcze trochę. Nie pomogło. 5 cm. Pech. Pech Polki, szczęście Chinki. Ach ten sport! „Kariery nie kończę, za rok chcę wystartować na mistrzostwach świata w Tokio, mam tam wielu przyjaciół. Nie wiem czy dotrwam do Los Angeles, to cztery lata, Chyba nie”.  Anita dała polskiemu sportowi wielkie chwile, była znakomitą ambasadorką naszego kraju na świecie. Była? Jest dalej! Anita Włodarczyk 8 sierpnia ma urodziny. Czy 39 lat to dla niej  dużo?

 

Janek W.

O igrzyskach w „zdaniach dwóch”opowiada Janek W. Odcinek nr 11 „ Uliczna koszykówka”

O igrzyskach w „zdaniach dwóch”opowiada Janek W. Odcinek nr 11 „ Uliczna koszykówka”

Koszykówka 3×3. Odmiana klasycznej gry. Zaczęło się od grania na ulicach, placykach, podwórkach. W grze 3 x 3  gramy na jeden kosz, zespól liczy czterech koszykarzy ale na boisku jest trzech. Gramy szybko, akcja nie może trwać dlużej niż 12 sekund.  Celny rzut to 1 punkt, rzut zza linii 6,25 to 2 punkty. Gramy 10 minut lub do 21 punktów.  W olimpijskim turnieju tylko 8 zespołów. Polska wygrywa dwa mecze, 5 przegrywa i zajmuje 6 miejsce. Finał  to mecz Francuzów z Holendrami.  Holandia, kraj bez żadnych tradycji w klasycznej koszykówce 5 x 5. Ale koszykówka 3 x 3 to co innego. Decyduje spryt, zwinność, szybkość podejmowania decyzji. Sędziowie częściej gwiżdżą proste błędy. Faule mają  duże znaczenie,  po 6 faulach przeciwnik ma dwa rzuty wolne , po 9 dwa rzuty i posiadanie piłki.   Trzeba umieć grać taktycznie.

 

Holendrzy prowadzą, ale w końcówce to Francuzi prowadzą 16:15.  Kilka sekund  do końca, jest remis. Dogrywka , do dwóch punktów. Francja rzuca punkt i prowadzi. Ale losy meczu rozstrzyga rzut de Jonga, z dystansu,  za 2 punkty. 18: 17 wygrywa Holandia.  A Worthy de Jong staje się bohaterem narodowym Holandii.  Najlepszy koszykarz turnieju daje Holandii zloty, olimpijski medal.  Zadziwiająca historia.  Wygrywa kraj, w którym nie ma koszykówki.  Za to USA, kraj z wielką ligą NBA,  przysyła ekipę, która odpada w eliminacjach. Amerykanie, mogliby przysłać kilkadziesiąt ekip, które pokazałyby piękną koszykówkę, przysyłają team prawdziwie   podwórkowy.  Polacy grają przeciętnie, przegrywają końcówki. Michał  Sokołowski, reprezentant Polski w koszykówce 5×5 miał być wzmocnieniem ekipy. Niestety jest jej osłabieniem. Sokołowski nie dostosował się do wymogów koszykówki 3×3.  Lider polskiej drużyny Przemysław Zamojski nie wystarczył.  Ale koszykówka 3×3 robi furorę. Warto w nią inwestować. 

 

Janek W. 

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 10 „Człowiek z innej planety”​

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 10  „Człowiek z innej planety”

Jest późny wieczór, poniedziałek 5 sierpnia. Stade de France wypełniony po brzegi.  Nikt nie wychodzi. Cisza. Na arenie jeden wielki bohater. Armand Duplantis. On , poprzeczka na wysokości 6.25 i 80 tysięcy ludzi!  6.25  atak na rekord świata. Skok   o tyczce miał w minionej epoce swoich dawnych bohaterów.   Siergiej Bubka z rekordem 6.15 , czy Renaud Lavillenie z rekordem 6.16. Teraz od kilku lat króluje Armand Duplantis, szwedzki czarodziej tyczki. Duplantis zaczyna skoki , kiedy jego rywale kończą. Grek Karalis skacze 5.90 Amerykanin Kendricks  5.95.  Armad skacze 6 metrów , potem szybko 6.10 bijąc rekord olimpijski.   Wszystko czyściutko, lekko, z wielkim zapasem. Frunie jak ptak, z uśmiechem i nadzwyczajną swobodą. Wszystko płynnie  i w  absolutnej rytmice. Olimpijski stadion spowity ciepłym światłem skierowanym na jednego sportowca. Poprzeczka wisi na wysokości 6.25. Pierwsza próba  nieudana, poprzeczka spada. Sędziowie dają Armandowi 6 minut. Czeka , rozmawia z Grekiem, z Amerykaninem. Oni życzą mu rekordu. Już przed konkursem rywale wiedzieli, że mogą walczyć tylko o srebro.   Wszyscy życzą mu rekordu. 

 

Stadion czeka na wielkie wydarzenie, na rekord świata . Druga próba nieudana.  Pozostał ostatni skok. Kiedyś  poeta  Kazimierz Wierzyński  tak pisał o pięknie skoku o tyczce „ Zatrzymajcie go w locie, niech w górze zastygnie, niech w tył odrzuci tyczkę, niepotrzebną dźwignię, niech tak trwa , niech tak wisi, owinięty chmurą, rozpylony w powietrzu, leciutki jak pióro”. Coś jest poetyckiego, romantycznego    w tym olimpijskim obrazie, zatrzymanym w naszym patrzeniu na tyczkarza, który porywa się na wyczyn  z innego wymiaru.  Wreszcie rusza, idzie w górę i jest, jest, przechodzi nad poprzeczką. Jest rekord świata.  Wybuch owacji. Dopełnił się show.  Dziewiąty rekord świata Armanda Duplantisa, człowieka z innej planety.  Rekord     w olimpijskim konkursie. Wielkie sportowe wydarzenie.  Gdzie leży kres ludzkich możliwości? Jakie wysokości pokona jeszcze Armand Duplantis?

 

Janek W.

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 9: Łzy Kasi​

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 9: Łzy Kasi

Na ekranie telewizora zapłakana twarz Katarzyny Niewiadomej. Opowiada o kolarskim wyścigu szosowym kobiet. Byłyśmy świetne przygotowane, jechałyśmy po medal. Kraksa przekreśliła wszystko. Kraksa w połowie wyścigu dzieli peleton na kilka części. Niewiadoma znalazła się w drugiej części peletonu. Mistrzyni świata Belgijka Lotte Kopecky, też ucierpiała ale decyduje się na szybką pogoń. To, jak się później okazało, zdecydowało o medalach. W czołówce jedzie inna Polka, Marta Lach. 20 kilometrów przed metą Katarzyna Niewiadoma atakuje. Wyprzedza kolejne rywalki. Jedzie fantastycznie. Marta Lach ma niestety defekt, odpada z czołówki. Meta, Kasia jest ósma, a Marta dziesiąta. Dobre miejsca, ale gdyby nie kraksa mogło być pięknie. Kasia płacze, czuła swoją siłę, czuła swoją moc.  

Wyścig wygrywa Amerykanka Kristen Foulkner, która decyduje się na długi finisz. Srebro      i brąz dla faworytek Holenderki Vos i Belgijki Kopecky.

Paryż oglądał piękny wyścig. Dziewczyny mknęły ulicami Paryża, wąskimi zaułkami, podjazdem w dzielnicy Montmarte i finiszem pod wieżą Eiffla. Rok temu mistrzostwa świata rozgrywały się w stolicy Szkocji, w Glasgow. To był fascynujący uliczny wyścig. Tak powinno się pokazywać kolarstwo. Paryż powtórzył ten projekt. Wyścig w środku miasta. I tylko szkoda, że zabrakło Kasi Niewiadomej na podium.

Janek W.

O igrzyskach w „zdaniach dwóch„ opowiada Janek W. Odcinek nr 8: Zadziwiająca zapaść

O igrzyskach w „zdaniach dwóch„ opowiada Janek W. Odcinek nr 8: Zadziwiająca zapaść

Polscy tyczkarze Piotr Lisek i Robert Sobera nie zakwalifikowali się do finału skoku o tyczce. Obaj nie przeszli wymaganej kwalifikującej wysokości 5,70 m, chociaż w tym sezonie skakali już wyżej. To duże rozczarowanie. O medale będą walczyli inni. Kulomioci Michał Haratyk i Konrad Bukowiecki nie potrafili pchnąć kulę na przyzwoitą odległość. Do awansu finałowej rozgrywki potrzebny był rzut na 20,40 m. Niestety, nasi zawodnicy, których rekordy życiowe sięgają 22 metrów, tym razem uzyskali „wstydliwe” rezultaty. Haratyk osiągnął 19,94, a Bukowiecki 18.83. Haratyk takim wynikiem zdobyłby złoty medal olimpijski, …ale na igrzyskach w Rzymie w roku 1960 !!!

Przypomnijmy, że nasz mistrz olimpijski w pchnięciu kulą Władysław Komar pchnął kulę w Monachium w roku 1972, na odległość 21,18. Rezultaty osiągnięte przez Polaków w Paryżu nie przystoją olimpijczykom. Nasi biegacze przez płotki nagle zatracili umiejętność biegania. Szymański w połowie dystansu stracił siły, Czykier przybiegł do mety na ostatnim miejscu w kompromitującym czasie 13,99 s. Kiljan też na ostatnim miejscu. Czykier tłumaczy słaby start niedawną kontuzją. Przyjechał na igrzyska z kontuzją? Anna Wielgosz w biegu na 800 metrów, od startu na ostatnim miejscu. W repasażach także ostatnia z czasem o kilka sekund gorszym od „życiówki”. Oliwier Wdowik osiąga na „setkę” czas 11,53 s, tłumacząc słabość jakimś dziwnym skurczem. Ale Oliwier jest zadowolony, bo się dobrze bawił?

Nasi faworyci w rzucie młotem – Wojciech Nowicki i Paweł Fajdek – jechali na igrzyska po medale. Jeszcze niedawno obaj rzucali powyżej 80 metrów. W olimpijskim finale miało być lepiej. Forma miała rosnąć. Tymczasem wszystko na co było ich stać to rzuty na odległość 77-78 metrów. Trzy metry za mało. Co się stało? Nowicki mówi, że był za wolny, Fajdek mówi, że był za szybki. Panowie mają po 35 lat, była szansa na piękne ukoronowanie sportowej kariery. Maria Żodzik z rekordem życiowym w skoku wzwyż 1,97 m, w eliminacjach w Paryżu skacze tylko 1,83 i oczywiście odpada z konkursu. Co się dzieje z polskimi lekkoatletami? Zadziwiająca zapaść! Tym razem nie dajemy zdjęcia, bo kogo tu chwalić.

Janek W.

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 7 „Cztery razy z rzędu”

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 7 „Cztery razy z rzędu”

Pływanie. 800 metrów kobiet. Londyn 2012 złoty medal dla Katie Ledecky. Amerykanka wygrywa w czasie 8.14.63 ponad 4 sekundy przed Hiszpanką Garcią. Rok 2016. Igrzyska w Rio de Janeiro, złoty medal dla Katie Ledecky. Wygrywa w fantastycznym stylu, Bije rekord świata uzyskując 8.04,79. Brytyjka Jasmin Carlin  zdobywa srebro przypływając  11sekund za Katie.  

 

Tokio 2020, w rzeczywistości 2021. Dystans 800 metrów ma tę samąbohaterkę. Katie Ledecky płynie po złoty medal w czasie 8.11.57 ale Australijka Ariarne Titmus przegrywa tylko o 1.16. Piękna walka trwa do końca.   Jesteśmy w Paryżu. Na słupkach startowych obok siebie Katie LedeckyAriarne Titmus. Znów złoto dla Ledecky. Australijka o 1.25 za Katie.  Cztery igrzyska olimpijskie i cztery złote medale dla Katie Ledecky  na dystansie 800 metrów. Wydarzenie bez precedensu.  Niepowtarzalne. Urodzona w marcu 1997 roku. Dziś ma 27 lat. Kiedy wygrywała pierwszy raz miała lat 15 !  

Ledecky to uznana gwiazda światowego pływania. Zwycięstwo na 800 metrów w Paryżu to jej  9 złoty medal olimpijski. Łącznie ma 14 medali olimpijskich wszystkich kolorów. Poza tym 20 złotych medali mistrzostw świata. Wszystkie sukcesy odnosi w stylu dowolnym czyli kraulu.  Przed nią jeszcze kolejne starty na olimpijskiej pływalni w Paryżu. A za cztery lata igrzyska w Los Angeles. Czy Katie Ledecky wystartuje na igrzyskach u siebie. Będzie miała wtedy 31 lat.

 

Janek W.

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 6 „Iga, nasza Iga”

O igrzyskach w „zdaniach dwóch” opowiada Janek W. Odcinek nr 6  „Iga, nasza Iga”

Na podium Chinka Qinwen Zheng, Chorwatka Donna Vekic i nasza Iga Świątek. Medalistki  w tenisie na igrzyskach w Paryżu. Brązowy medal dla Świątek , dla Polski. Pierwszy medal dla Polski w olimpijskim tenisie. Sukces! A jednak niedosyt. Cała Polska czekała na złoto. Iga też. Ale mecz z Chinką  przekreślił te nadzieje. Sześć ostatnich meczów z Zheng Iga wygrała , ten na igrzyskach nie.  Po przegranym pierwszym secie, w drugim Iga prowadzi 4:0 i ma serwis. Niestety coś się zacina. Przegrywa 4 gemy z rzędu. Stres, nerwy,  jakaś dziwna niewiara, asekuracja, niemoc, presja! Tym razem nie pomaga psycholog  Daria Abramowicz. Iga przegrywa, pojawiają się łzy, zapewne łzy złości. Mecz o brązowy medal Iga wygrywa z  przynależną pewnością.  Znów pojawiają się łzy. Radości czy może ciągle te z meczu z Chinką.  Ale na podium jest już uśmiech. Medal olimpijski to unikalna nagroda. Nie pieniądze a medal, można go zdobyć raz na cztery lata. Iga w cyklicznych turniejach WTA zarabia pieniądze, wielkie pieniądze. Więc pieniędzy ma dosyć. Medal olimpijski jest wyjątkowy.  Ten brązowy z igrzysk paryskich jest wspaniały. Brawo Iga. Jesteś wielka.

 

W turnieju nie wystartowało kilka czołowych tenisistek świata : Sabalenka, Rybakina. Kilka kolejnych przegrało w pierwszych rundach turnieju, Gauff, Paolini, Sakkari, Pegula, Krejcikowa.  Co jest takiego w turnieju olimpijskim, że faworytki przegrywają. Przypomnijmy finał turnieju w Rio de Janeiro w roku 2016. Portorykanka Monica Puig wygrywa z Angeliną Kerber. Nigdy wcześniej  i nigdy później nie odniosła takiego sukcesu. Chinka Zhang jest 7 rakietą świata  i przechodzi do historii jako mistrzyni olimpijska.  Za 4 lata igrzyska igrzyska w Los Angeles. Ale przedtem Iga wygra jeszcze wiele turniejów rankingowych i turniejów „wielkiego szlema”.  Tak będzie.

 

Janek W.